Wstała zbyt podekscytowana by myśleć, zbyt roztargniona, by przygotować się do podróży. Skakał po pokoju nie do końca wiedząc co ma ze sobą zrobić, a czas leciał. Chciała wyruszyć jak najszybciej a skończyło się na tym, że oprócz ubrania się nie zrobiła nic. To było koszmarne, ale nawet nieczuła się winna. Myślami już była przy dzieciach, które pozna. To była zbyt przejmująca myśl, by zainteresować się czymkolwiek innym.
-Spokojnie, spokojnie.- Zaczęła powtarzać.- Tylko spokój nas uratuje. Co muszę zrobić?- Zamyśliła się na chwilę.- Eh, całą masę, rzeczy! Co zrobiłam?- Jej wzrok skierował się na kupkę ubrań, papierów, map i innych bliżej niezidentyfikowanych rzeczy leżących na jej łóżku.
-Puk, puk.- Usłyszała wesoły głos Jack'a i spojrzała na jego jaśniejące radością oblicze stojące w drzwiach jej sypialni.- Jeszcze nie gotowa, myślałem, że wstaniesz skoro świt i obudzisz mnie chcąc wyruszać natychmiast.- W tej chwili dostrzegł łóżko.- Wow! No naprawdę Elso, czy to kolejne twoje oblicze, które mi pokazujesz. Przyznaj się w tajemnicy jesteś bałaganiarą i nienawidzisz sprzątać tak bardzo jak ja!- Wskazał na nią oskarżycielsko palcem. Elsa poczuła jak jej serce zwalnia rytm, a myśli się przejaśniają. Wszystko będzie dobrze, bo będzie z nią Jack. Nie ma się co śpieszyć. Pośpiech to zły doradca. Uśmiech wpłynął na jej usta i powoli podeszła do białowłosego.
-Cześć.- Powiedziała tak cicho, że Jack z ledwością ją usłyszał. W jej oczach błyszczały opętańcze iskierki i chłopach w mig pojął, że są to iskierki szczęścia.- Pomożesz mi?- Spytała już głośniej i wskazała na wnętrze pokoju. - Kompletnie nie wiem co mam wziąć.
-Jasne o ile pozwolisz mi też wybrać dla ciebie bieliznę.- Posłał jej zawadiacki uśmiech.
-Jack!- Wykrzyknęła niby w złości, ale oczy zdradzały jej radość.- Skończ.
-Nigdy nie skończę!- Wykrzyknął obronnym tonem, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Mam nadzieję.- Szepnęła Elsa, jej słowa według jej zamiaru miały nie dolecieć do uszu Jack'a. Naprawdę dzień w którym Jack przestanie żartować i starać się wprawić ludzi w zakłopotanie, będzie ostatnim dniem istnienia ziemi.
-Tak ja też.- Odparł, dziewczyna zarumieniła się delikatnie i pozwoliła się pocałować, tym słodkim ustom, przeznaczonym tylko dla niej.
                Szli marszowym krokiem, trzymając się za ręce w stronę gabinetu Mikołaja.
-A więc jednak?- Spytał zachrypłym od zmartwienia głosem, kiedy tylko weszli do środka.- Dobrze więc, dam wam wszystko czego będziecie potrzebować i co oczywiście będę w stanie wam dać. Nie myślcie sobie wcale, że  North był przeciwny ich wyprawie, po prostu, nigdy jeszcze się nie zdarzyło w jego długim życiu coś podobnego. Martwił się co się stanie z Elsą i Jack'iem w momencie, kiedy zaczną ingerować w ludzkie życie. Wiedział, też, że bez jego pomocy mogą wpakować się w jeszcze większe kłopoty, głównie dla tego dał im listę z imionami dzieci do dwunastego roku życia.
-Czemu nie ma starszych dzieci?- Spytała zbita nagle z podium podekscytowania blondynka.
-Obawiam się, że w tedy jest już za późno. - Odparł Mikołaj, a Jack spochmurniał.
-Co to znaczy?- Spytała nic nie rozumiejąc Elsa.
-W tym wieku dzieci przestają wierzyć, są tylko pojedyncze przypadki gdzie trwa to dłużej.- Zrozumiała i zrobiło jej się przykro.- Wtedy też większość dzieci przestaje używać mocy.
-To straszne.- Wyszeptała i popatrzyła na ukochanego.
-Taka jest kolej rzeczy, tak było od zawsze, ale tak, to straszne.- Elsa przytuliła pocieszająco brodacza i uśmiechnęła się lekko, jej uśmiech nie dosięgnął zmartwionych oczu, ale i tak podniosła nieco Mikołaja na duchu. Blondynka dopiero teraz poczuła czas, który zaciskał powoli swoje niewidzialne dłonie na jej gardle.
-Nie mamy czasu do stracenia. Zaczniemy od najstarszych, z nimi będzie najtrudniej, bo pewnie nie są już tak ufni, jak reszta.
-Tak, ich bagaż doświadczeń może przytłoczyć.- Powiedział Mikołaj, ale tak na prawdę myślał o rzeczy całkowicie innej.- Mam nadzieję, że masz świadomość, iż chcesz się podjąć niesamowicie trudnego zadania, po za tym, czy przemyślałaś problemy natury logistycznej.
-Logistycznej?- Spytał lekko zdenerwowany Jack. Elsa zamyśliła się trochę.
-No tak, przecież nie mogę codziennie latać po całym świecie i uczyć dzieciaki panowania nad mocą, tak się nie da.- Blondynka spojrzała smutna na Jacka.- W ogóle nie wzięłam tego pod uwagę.
-Nie martw się na pewno coś wymyślimy.- Dodał pocieszająco Jack.- Czy nie ma możliwości, żeby zebrać ich w jednym miejscu, znaczy się tych, którym rodzice na to pozwolą? -Spytał North'a.
-Masz na myśli coś w rodzaju szkoły, musiało by być zapewnione miejsce do spania, posiłki, szereg opiekunek.- Elsa spojrzała na obu z nadzieją.- Sądzę, że nim wrócicie Yeti zdążą wybudować coś podobnego.
-Nawet nie wiem jak mam Ci dziękować.- Szepnęła Elsa a w jej oczach pojawiły się łzy wdzięczności.
-Nie ma o czym mówić, jak wiecie dzieci są dla mnie najważniejsze.- Mikołaj spojrzał na dwójkę swoich przyjaciół.- Nie wiemy jaki dzieci spotkasz, niektórzy mogą mieć w domu naprawdę trudną sytuację. Dlatego myślę, że miesiąc powinien nam wystarczyć na zbudowanie przynajmniej głównego budynku i jednego skrzydła pomieszczeń mieszkalnych. Jeśli jednak, sytuacja będzie na prawdę zła przysyłajcie proszę dzieci do mnie.
                Wyruszyli pół godziny później. Pierwsze dziecko na liście okazało się chłopcem o dźwięcznym imieniu Yuki. Chłopiec mieszkał na małej prowincji w samym sercu Japoni. To było spokojne miejsce, ale też odosobnione. Yuki okazał się niskim, jak na swój wiek, chorowitym chłopcem o typowo azjatyckiej urodzie. Zgodnie ze znaczeniem swojego imienia Yuki panował nad śniegiem. Mógł sprawić, że padał na małej powierzchni oraz tworzył małe, niestabilne konstrukcje, nic co dorównywałoby mocy Elsie, ale mimo wszystko okrzyknięto go mianem czarownika.  Nie ma wątpliwości, że dziecko umiało panować nad swoim darem, całe podwórze usiane było śnieżnymi, pięknymi ozdobami, którymi dziewczyna zachwycała się w duchu. Jego dom omijano szeroki łukiem, co niezmiernie zasmuciło Elsę. Dziecko, nie zdawało sobie jeszcze do końca sprawy ze swojej odmienności, głównie przez to, ze rodzice nie wypuszczali go z domu, a inne dzieci miały zakaz zabawy z nim. To miał być chrzest dla Elsy. To teraz miało okazać się, czy uda jej się, mimo tego, że jej nie widać porozumieć z dorosłymi ludźmi. Najpierw jednak chciała porozmawiać z samym chłopcem na osobności.
-Cześć.- Powiedziała, patrząc na dziecko otulone kocami, leżące w łóżku. Chłopiec był spocony, gorączka wręcz od niego biła.
-Kim jesteś?- Spytał patrząc na Elsę bez niepewności, czy strachu, raczej z typową dziecięcą ciekawością. Elsa opowiedziała kim jest, po co tu przyszła i objaśniła mu bardzo wyraźnie, że nie jest wyjątkiem.
-Przykro mi, Proszę Pani, ale raczej nie mogę opuścić mojego pokoju. Nie chodzi wcale o to, że nie chcę, ale jak widać mam słabe zdrowie.- Dziewczyna spojrzała uważnie na chłopca.
-Zupełnie nie rozumiem, dlaczego jesteś tak mocno po przykrywany. Przecież od razu widać, że to Ci szkodzi. Panujesz nad śniegiem, to nie znaczy, że musisz żyć w zimnie, ale tak dużo ciepła na pewno nie pomaga.- Elsa nie wiedziała skąd jej się to wzięło w głowie, ale miała dziwne przeczucie, że ma racje.
-Tak Pani Myśli?- Spytał, a blondynka uznała go za naprawdę miłego chłopca.
-Tak myślę.- Odparła.- Zrobimy tak, ja wrócę do ciebie za miesiąc w tym czasie wypróbujemy moją teorię. Kiedy będziesz sam, proszę siedź bez tych wszystkich okryć, jeśli Ci się poprawi, to na prawdę będę się cieszyła. Jeszcze jedno zanim popędzę do innych, pamiętaj, że wcale nie jesteś żadnym niebezpieczeństwem. Nie wolno Ci się bać samego siebie, to najważniejsze. Nie ważne co mówią inni. Zawszę Ci pomogę, jeśli zajdzie tak potrzeba...
                Kolejny przystanek mieli w Polsce, na liście, którą dostali od Mikołaja widniało zapisane lekką kursywą imię Eliza Wilk oraz jej adres, jak zresztą przy każdym imieniu i nazwisku. Eliza okazała się wysoką dziewczynką o niezwykle zielonych oczach i ogniście rudych włosach. Elsa i Jack zastali ją w ogrodzie, kiedy, co w przypadku dzieci nie jest dziwne, rozmawiała z kwiatami i drzewami. Nie zdążyli zrobić jednak nawet kroku na podwórku, kiedy w ich stronę poleciała ognista kula. Dziewczynka natychmiast pobiegła w stronę domu, gdzie w drzwiach stał wysoki, około dwudziestoletni chłopak, o równie rudych włosach i złotych oczach. Patrzył na nich z wykrzywioną z wściekłości twarzą.
-Idźcie stąd, jeśli wam życie miłe!- Krzyknął.- Nie dam wam jej znowu porwać!
-To pomyłka!- Krzyknęła Elsa i postąpiła naprzód.- Nazywam się Elsa a to jest Jack. Z całą pewnością naszym zamiarem nie jest porywanie nikogo. Jeździmy po świecie i tłumaczymy dzieciom z niezwykłym darem, jak mają poradzić sobie z jego ujarzmieniem. Planujemy otworzyć szkołę, dla nich.
-Akurat, tamten też tak mówił!- Krzyknął znów a w jego dłoniach pojawił się ogień.
-Jaki tamten?- Spytał Jack a jego wnętrze ogarnął niepokój. Elsa spojrzała niespokojnie na swojego chłopaka i pojęła co mu może chodzić po głowie.
-Och nie...- Szepnęła i spojrzała przepraszająco w stronę domku.- Naprawdę mi przykro, że Go poznaliście, jednak z całą radością mojego serca mogę powiedzieć wam, że nie musicie przejmować się już Mrokiem. Naprawdę, proszę uwierzcie nam. Dajcie nam chociaż pięć minut spokojnej rozmowy. Bardzo proszę.- Elsie bardzo zależało na tej rozmowie, szczególnie, że właśnie odkryli dorosłego człowieka obdarzonego mocą. Nadal ją miał i to uświadomiło im, że może być takich ludzi znacznie więcej.
                Kiedy już siedzieli w małym domku nieopodal lasu, Elsa odprężyła się trochę.
-Pięć minut.- Zastrzegł chłopak. Więc opowiedzieli im o wszystkim, w związku ze szczególnymi okolicznościami zapewnili też, że chłopak, który na imię miał Edmund, także może iść z nimi do szkoły. Co prawda będzie tam w charakterze opiekuna lub mentora, ale na pewno nauczy się też o sobie czegoś nowego. Tylko pod tym warunkiem chłopak zgodził się puścić siostrę, dokładnie za miesiąc w podróż na inny kontynent.
-Myślisz, że będzie ich więcej?- Spytała tego samego dnia wieczorem Elsa.
-Dorosłych?- Spytał Jack i nie czekając na odpowiedź powiedział.- Tak myślę, że na pewno.
-Chodziło mi o dzieci które Mrok chciał porwać.- Martwiła się tą nową trudnością napotkaną na swojej drodze.
-Damy radę, jesteśmy razem i nic nas nie powstrzyma.
-Cieszę się, że cie mam.- Powiedziała.
-Ja też.- Stali nad brzegiem morza i wpatrywali się w dal.
-Swoją drogą masz niezły refleks.- Skomentowała moment, kiedy Jack uchylił się przed kulą ognia.
-Za to przecież mnie Kochasz.
-Taaa, Kocham Cię.- Powiedziała sarkastycznym tonem ale w jej oczach można było zobaczyć miłość. Jack uśmiechnął się najszerzej jak umiał i złożył na jej ustach obrzydliwie mokry pocałunek.-Fuj.
-Chcesz jeszcze?- Spytał zawadiacko i zaczął obdarowywać mokrymi pocałunkami całą jej twarz. Wkrótce w powietrzu zaczął unosić się śmiech dwójki zakochanych, którzy choć na krótki moment oderwali się od swojej misji, by cieszyć się wspólnym szczęściem. Zupełnie tak jak dwójka zwykłych nastolatków szaleńczo w sobie zakochanych. Oboje chcieliby, żeby takich chwil było więcej, niż tych które do tej pory było im dane. Do końca dnia pozostali tylko oni, od jutra znów zaczną swoje poszukiwania.

Przepraszam za moją nieobecność. Nie zawieszam bloga, ale jestem w klasie maturalnej i na prawdę nie mam czasu. Spodziewajcie się rzadko nowych rozdziałów.
Sprawa druga, jak widać liczba "uczniów" szkoły, którą stworzy Elsa jest nieokreślona, więc z przyjemnością czekam na wasze sugestię. Proszę o kreatywność. Imię, Nazwisko, Moc, Miejsce gdzie Ela Ją/Go znajdzie i krótki opis historii Postaci i Charakteru, jeśli chcecie. :) Jeszcze raz przepraszam za brak znaku życia. 



Wiem, że zapewne będzie wiele błędów, ale cóż . Zapraszam do czytania.

                W drodze powrotnej Elsa zastawiała się jak wiele jest na świecie takich dzieci. Jak dużo z nich musi ukrywać swoją moc. Ile się jej boi tak jak ona? Do tej pory myślała, że jest jedyna. Później spotkała Laurę i jej siostrę. A teraz te dziewczynki. Nie chciała, żeby te małe były postawione w jej sytuacji, powstrzymywanie swojej mocy było najgorszą rzeczą jaką mogła zrobić. Postanowiła, że jeśli tylko potrafi im pomóc to zrobi to jak najlepiej będzie potrafiła. Może nie miała doświadczenia z dziećmi, nie umiała z nimi rozmawiać, ale przecież z Anna się dogadywała. Przynajmniej do czasu wypadku. Ale za to jej siostrzeniec ją uwielbia. Na pewno uda się jej im pomóc. Ale to dopiero jutro. Dzisiaj może podpytać trochę Jack'a, kiedy już wróci.
                Weszła do swojego pokoju, musiała zaplanować swoje działania. Z działania po omacku nie wyjdzie nic dobrego. Zaczęła cieszyć się jak dziecko, na samą myśl o tym spotkaniu. W końcu będzie robiła coś pożytecznego.  Musi znaleźć jakieś fajne miejsce, blisko jeziora. Wiedziała, że obecność wody może im pomóc. Nie wiedziała, co same dziewczyny sądzą o tym darze, ale miała nadzieję, że nie nienawidzą go tak jak ona. Szczera rozmowa na pewno im pomoże. Planowała spotkanie cały dzień. Wieczorem, kiedy zeszła na kolację była tak rozentuzjazmowana, że sama siebie nie poznawała. Przywitała się z ukochanym pocałunkiem i usiadła obok niego koło stołu.
                Wieczorem, kiedy chciała pójść już spać, ktoś zapukał do drzwi. Otworzyła je z uśmiechem witając Jack'a. Był zakłopotany.
-Mikołaj, ze mną rozmawiał.- Powiedział, jakby to miało wszystko wyjaśnić.- Uważa, że jak każdy strażnik, też powinienem, mieć własną siedzibę.- Spojrzał na nią niepewnym wzrokiem. Elsie zaczęło bić mocniej serce. W głowie pojawiła jej się absurdalna myśl, że chłopak chce ją zostawić. Przeraziła się. - W związku z tym...- Wziął głęboki oddech.- Chciałbym żebyś zamieszkała tam ze mną.- Spojrzał na nią z niemym błaganiem. Jej serce zaczęło mocniej bić. Ale jestem głupia pomyślała, a na jej usta wpłynął szeroki uśmiech.
-Oczywiście, że tak!- Wykrzyknęła radośnie a on odetchnął z ulgą. Sama z Jack'iem. Sam na sam. To było zaprzeczeniem całego jej dotychczasowego wychowania. Jej entuzjazm nieco osłabł, ale białowłosy tego nie zauważył. Cóż pomyślała, będzie musiała sama wziąć sprawy w własne ręce.
                Przez następne kilka dni widywała się z dziewczynami. Robiły niesamowite postępy, mimo, iż w jednym momencie mogły panować tylko nad małą ilością wody. Ich sprawa absorbowała całą jej uwagę, do domu wracała wykończona i niemal natychmiast zasypiała, nie zauważyła zatrwożonych spojrzeń Jack'a. Nie powiedziała mu o nich, bo jakoś nie było okazji.  Nie spędzali już każdej chwili razem, oboje mieli inne zajęcia i nawet jeśli na początku ta rozłąka nie była czymś wielki w końcu zaczęła im przeszkadzać. Wiedzieli, że się kochają, ale nie przewidzieli jak dezorientująca stanie się dla nich dłuższa rozłąka, szczególnie jeśli wiedzą, że nic im nie grozi. Elsa często zastanawiała się co robi Jack, kiedy nie mam jej przy niej. To było naprawdę miłe uczucie wiedzieć, że zawsze kiedy wracasz, ktoś z niecierpliwością na ciebie czeka, że cię kocha i za tobą tęskni.
                Tego wieczoru Elsa siedząc w swojej komnacie jeszcze raz myślała o tym ile jest dzieci takich jak ona, ile z nich ukrywa swoją moc i czy wszyscy z czasem stają się nieśmiertelni, czy ludzie w pewnym momencie przestają ich widzieć. Zastanawiała się czy ktokolwiek tłumaczy im jak się mają zachowywać, czy panują nad swoją mocą? To były pytania na które musiała dostać odpowiedź. Wstała i poszła porozmawiać z Jack'iem, on mógł jej pomóc. Upewnić ją, że to co ma zamiar zrobić jest słuszne, że pomoże a nie narobi jeszcze więcej bałaganu.
                Jack siedział zamyślony i nieco smutny wpatrując się w krajobraz za oknem. Wszystko się zmieniło. Elsa, jego ukochana Elsa oddaliła się od niego. Kochał ją całym sercem, ale denerwowało go to, że nie mogą teraz spędzać każdej chwili razem. Nie wiedział co ona robi jak jego nie ma i to go irytowało i to bardzo. Nie chciał być zazdrosny, wiedział, że to nie w porządku po tym co razem przeszli. Wiedział też, że sam musi pracować a raczej wykonywać swoje obowiązki, sprawiało mu to przyjemność, ale chciał być z Elsą cały czas a ona chyba nie cieszyła się tak bardzo jak on z psot i zabaw z dziećmi. Umiała się z nimi bawić, ale zawsze bała się, że któremuś z nich coś się stanie, to źle działało na jej humor. Nie wiedział co się dokładnie stało w dzieciństwie Elsy i Anny, ale musiało to być coś strasznego, skoro potem jego ukochana, aż tak bała się swojej mocy. Była jeszcze druga strona jej wycieczek z nim, pamiętał jak on się czuł kiedy ludzie w niego nie wierzyli. A w Elsę nikt nie wierzy, chociaż to ona panuje nad zimą i może ją stworzyć w każdym miejscu na tej planecie. Westchnął ponownie i spojrzał na księżyc.
-Co mam zrobić?- Spytał, chociaż i tak wiedział, że nie dostanie odpowiedzi a przynajmniej nie wprost. Wstał i miał udać się do ukochanej, brakowało mu jej bliskości, kiedy rozległo się pukanie do jego drzwi.- Proszę.- Powiedział myślami błądząc gdzieś daleko. Cały dzień był rozkojarzony i nawet nie czerpał tak wiele, ile zazwyczaj, przyjemności z zabawy z dziećmi.
-To ja.- Elsa uśmiechnęła się do niego promiennie, wyglądała na bardzo podekscytowaną. Jej uśmiech ocieplił jego serce i rozwiał jakiekolwiek ponure myśli. To była jego Elsa. Kochał ją.
-Kocham cię.- Powiedział co na chwilę ją zatrzymało, po chwili znów uśmiechnęła się, kiedy podeszła do niego, przytuliła się i pocałowała go w policzek.
-Ja ciebie też.- Nagle wyraz jej twarzy spoważniał.- Musimy porozmawiać.- Te słowa zazwyczaj nie znaczą niczego dobrego, dlatego Jack nie mógł nic poradzić na ssanie w żołądku. Spojrzał w oczy Elsie, ale nie wydawały się zdenerwowane. O dziwo Elsa naprawdę nie czuła zdenerwowania, wiedziała, że może ufać Jackowi i to się dla niej liczyło najbardziej.
-O co chodzi?- Spytał nadal w ciepłym uścisku blondynki.
-Spotkałam ostatnio dwie dziewczynki, tu niedaleko. One ummm...-  Zaczęła opowiadać.- Są niesamowite, zupełnie jak ja przed, wiesz czym. Mogę im pomóc. To dla mnie cudowne.- Była bardzo podekscytowana.- Zaczęłam się zastanawiać ile jest takich dzieci na świecie, takich jak ja czy one. Czy one tak jak ja znikną i nikt nie będzie ich widział. Czy ludzie muszą w nie uwierzyć. Nie rozumiem tego za bardzo, ale chciałabym im pomóc. Wiesz o co mi chodzi?- Spytała z roztargnieniem. Jack nie widział jeszcze Elsy tak czymś zaaferowanej. Nie mógł wtrącić nawet słówka, z taką pasją do niego mówiła. Kiwał jednak od czasu do czasu głową, żeby jej pokazać jak bardzo skupiony jest na tym co do niego mówi. W czasie swojej przemowy puściła go i zaczęła chodzić po pomieszczeniu. Jack uważnie ją obserwował, a kiedy skończyła postarał się od razu udzielić odpowiedzi.
- Nikt nie wie dlaczego tak się dzieje Elso, niektórzy po prostu zostają wybrani i stają się nieśmiertelni, każda z takich osób ma inne zadanie. Nie wiem czy wszyscy obdarzeni mocą z czasem, wiesz znikają, ale za to wiem kto może wiedzieć.- Blond włosa popatrzyła na niego lekko zdezorientowana. Jack dokładnie widział moment, kiedy zrozumiała o kogo mu chodzi.
-Czemu o nim nie pomyślałam. Jakby niebyło zna wszystkie dzieci.- Zamyśliła się chwilę. Jack podszedł i położył jej dłonie na biodrach, spojrzała na niego nadal z zamyśleniem w oczach.
-Cieszę się, że pomyślałaś o mnie. Cieszę się, że jestem pierwszą osobą jaka przychodzi Ci do głowy, kiedy nie wiesz co z czymś zrobić. To sprawia, że jestem szczęśliwy.- Elsa zarumieniła się lekko, ale sama była zadowolona z tego powodu. Podniosła lekko podbródek i pozwoliła się pocałować. Jack kochał takie momenty jak ten.
                Tego samego dnie poszli do Mikołaja.
-Zrozumcie.- Powiedział.- Nagradzam dzieci za dobre zachowanie a karze za złe. Nie mogę wtrącać się w ich życie. To tak nie działa. Jasne znam kilkadziesiąt dzieciaków z niezwykłą mocą, ale to nic w porównaniu do tego jaką ty masz Elso.- Westchnął lekko.- Zwykle to nieszkodliwe umiejętność, które z czasem po prostu znikają, a osoby te żyją jak zwykli normalni ludzie. W każdym bądź razie w moich wykazach nie ma ani jednego złego zachowania spowodowanego jakimiś nieziemskimi umiejętnościami.- Mikołaj spojrzał na Elsę i lekko zaniepokoił ją błysk w jej oku.- Nie możesz im wszystkim pomóc. Nie bez ingerowania w ich życie, jeśli nawet znalazłabyś rozwiązanie ich problemów, to musiałabyś porozmawiać z ich rodzicami a jak wiesz, dorośli nas nie widzą. Niestety taki są nasze ograniczenia. Nie obraź się, ale ciebie też nie widać.
-Nieprawda! - Krzyknęła Elsa, bo North w większości miał racje.- Dziewczynki mnie widzą!
-Tak to prawda i jak już mówiłem nie obraź się, ale nie mam pojęcia dlaczego Cię widzą.- Elsa westchnęła poirytowana.
-Ale mnie widzą! To musi coś znaczyć!- Nie widziała innej opcji. Jack siedział dziwnie cicho.
-Może widzą Cię, ponieważ właśnie mają te umiejętności.- Elsa do tej pory nie brała pod uwagę takiej możliwości, ale nie było ona taka zła. Spojrzała na Jack'a z miłością. Nie rozwiązywała ona wszystkich jej kłopotów, związanych z pomocą takim dzieciom, ale to był dobry początek.
-To można łatwo sprawdzić.- Odparła i spojrzała z wyczekiwaniem na Mikołaja. Chrząknęła lekko, kiedy cisza się przedłużała.
-Zrozumcie nie chcę żebyś się zawiodła.- Powiedział długobrody z niepewnością w oczach.
-Przestań! Trzeba im pomóc! Może się boją i niewiedzą co się z nimi dzieje, a ja jeszcze gorzej będę się czuła, kiedy wiem, że prawdopodobnie mogę im pomóc a nie zrobię tego.- Jej głos brzmiał błagalnie.- Proszę Cię jeśli mi się nie uda, wrócę i już więcej nie będę próbowała zmieniać świata, ale proszę Cię teraz, żebyś pozwolił mi chociaż spróbować, no bo co się może stać.- Mikołaj westchnął ciężko, ale musiał przyznać jej rację.
-Dobrze, ale Jack idzie z tobą.- Elsa zaśmiała się radośnie i rzuciła się na szyję Mikołajowi. Wszyscy, nawet ona sama była zaskoczona jej zachowaniem. W tym momencie jednak Elsę mało to obchodziło. Skoczyła później na Jack'a i pocałowała go mocno.- Proszę wasz jeszcze, żebyście się jeszcze przespali z tą myślą i wyruszyli dopiero jutro rano. Wypocznijcie i wyruszcie skoncentrowani na celu. Mam nadzieję, że szybko wrócicie.- Elsa zdawała się go nie słyszeć.
-Tak się cieszę!- Wykrzyknęła i wybiegła z pomieszczenia.
-Miej na nią oko.- Powiedział nadal lekko zmartwiony Mikołaj.- Nie chcę żeby się zawiodła.
-Przecież wiesz, że będę. Poza tym ona jest naprawdę silną kobietą i jeśli ktoś na tym świecie może pomóc tym dzieciakom to właśnie ona. Szczególnie, że wie jakie mogą być konsekwencje, jeśli nie zapanuje się w porę nad swoją mocą. - Jack kochał Elsę i troszczył się o nią. Jej pomysł uważał za znakomity i jeśli jego realizacje, będzie sprawiać, że jego ukochana będzie tak radosna i porywcza jak dzisiaj, to będzie się tylko cieszył. Miał nadzieję, że Elsa się nie zawiedzie, nie lubił kiedy się martwiła. W sumie kiedy teraz o tym myślał, to Elsa od zawsze była typem mentorki, kiedy chciała umiała się wyluzować, ale o wiele bardziej lubiła przekazywać swoją wiedze i pomagać innym. Kochał ją za to i miał nadzieję, że dziewczyna nigdy się nie zmieni. Uśmiechnął się pokrzepiająco do Mikołaja i wyszedł raźnym krokiem z pomieszczenia. Musiał się przygotować na wyprawę. W sumie tak naprawdę sam już się nie mógł jej doczekać, a to sprawiało, że był jeszcze bardziej podekscytowany. Wszedł z uśmiechem do swojej sypialni. Wyruszali dopiero jutro, ale postanowił się już spakować, coś czół, że Elsa obudzi go z samego rana.
                To było takie niesamowite. Niedawno zastanawiała się czy w ogóle może jakoś pomóc tym dzieciom, a teraz już szykowała się na wyprawę. Będzie musiała poprosić Olafa, żeby poszedł do bliźniaczek i wszystko im wyjaśnił i przeprosił w jej imieniu. Wskoczyła jak na skrzydłach do pokoju. W sumie to może napisać im list. Usiadła przy sekretarzyku i zaczęła pisać. To była krótka wiadomość, która miała wyjaśnić dziewczynkom wszystko. Miała nadzieję, że nie będą się o nią martwić. Przed pójściem spać zdążyła jeszcze dać list Olafowi z instrukcjami i spakować się. Myślała, że nie będzie mogła zasnąć. Kiedy jednak tylko przyłożyła głowę do poduszki zasnęła. 


Trochę mi to jednak zajmie bo idzie mi jak po grudzie. ( Tak się mówi prawda? )
Daje wam link do super filmiku Jelsy, kocham ich! Naprawdę postaram się dodać notkę jak najszybciej.
https://www.youtube.com/watch?v=6QfMPWG_Gao

Jak widzicie mam nowy szablon, jestem z niego zadowolona :) Niestety pod postami jest mój nick z zdjęciem jakiejś laski i tekstem po ?hiszpańsku? nie wiem jak to usunąć. Niestety. Nie przejmujcie się tym proszę.


To były trudne miesiące dla wszystkich. Elsa nienawidziła swojej bezsilności i tego jak powolnie przebiega rehabilitacja. Dla zmniejszenia frustracji swojej ukochanej Jack zabrał ją do jej zamku, nikt nie wiedział o jej obecności w tamtym miejscu, ale oboje cudownie czuli się ciesząc się tylko sobą.
                Czas leciał powoli wszystko się zmieniało. Elsa się zmieniała, czasy zamkniętej w sobie dziewczyny bezpowrotnie minęły. Powróciły siły i więcej siły? Elsa zauważyła to dopiero, kiedy jej poczucie własnej wartości wróciło na miejsce. Jej moc była jeszcze większa. Nie rozumiała tego, ale nie chciała tego zrozumieć, nie było jej to potrzebne do szczęścia. Jack opuszczał ją czasami. Miał swoje obowiązki, nie tylko jako strażnik.
                Kidy Elsa wyzdrowiała życie zaczęło się od nowa i dla niej i dla ich przyjaciół. To było jak cud.
Blondynka, była częstym gościem w domu siostry, kochała swojego siostrzeńca ponad życie. Pewnego dnia, kiedy Jack długo nie wracał Elsie przypomniały się swoje przemyślenia. Zarumieniła się po koniuszki swoich uszu, kiedy wspomniało jej się, że ma się oświadczyć. Jej serce zaczęło bić gwałtownie, jak się w ogóle oświadcza chłopakowi. Zachichotała nerwowo. Była pewna, że chce to zrobić. Nie wiedziała tylko jak. Chodziła po swojej komnacie a jej serce raz za razem przyśpieszało i zwalniało swój rytm. Jak ma to zrobić, zaprosić go na kolacje? Zrobić to przy ludziach? Nie na pewno nie. Nagle zatrzymała się gwałtownie. A jeśli jej odmówi, co ona wtedy zrobi? Zatrzęsła się ze strachu. -Czy ja już do reszty zwariowałam?- Spytała samą siebie.

-Jesteś szalony.- Stwierdziłam z śmiechem.
-Tak oszalały z miłości do ciebie.- Przyznał a mi jego wyznanie już nie przeszkadzało uśmiechnęłam się tylko i pocałowałam go w policzek.

Wspomnienie pojawiło się w jej głowie. Usiadła na łóżku i uśmiechała się do siebie jak wariatka. Co zakochanie robi z ludźmi. Mimo wszystko postanowiła jeszcze poczekać.  Musi wszystko zaplanować. Wszystko co do każdego szczegółu. Zrobi to delikatnie i po cichu, byłe pewna, że nie zniósłby wielkiej hecy. Zaśmiała się do samej siebie. Wyobraziła sobie siebie klękającą przed białowłosym przy akompaniamencie całej orkiestry. To był tak absurdalny pomysł. Wstała i zeszła do jadalni, była już północ a jej chłopaka jeszcze nie było. Dopiero teraz oblał ją zimny dreszcz. Co on jeszcze robi. Żadne dziecko chyba nie bawi się o tej godzinie w bitwę na śnieżki. Wyszła na dwór. Aktualnie mieszkali kątem u Mikołaja. Elsa nawet nie myślała, żeby to zmienić. Zaczęła się poważnie martwić.
-Elsa!- Usłyszała nagle krzyk białowłosego. Pobiegła w jego stronę bez zastanowienia.
-Co się stało krzyknęła, kiedy go zobaczyła. W okuł jego głowy wirowały dość duże płatki śniegu. Jack był zszokowany i zadowolony jednocześnie.
-Popatrz.- Nie wiedziała na co ma patrzeć. Kidy była bliżej zauważyła, że to co wzięła za płatki śniegu to tak naprawdę mali unoszące się w powietrzu ludzie. Mieli szpiczaste uczy, niemal białą cerę i białe włosy. Z daleka naprawdę wyglądali jak śnieg. Niemal od razu otoczyli blondynkę. Elsa zauważyła ślicznych chłopców i dziewczęta. Latali w około nich niemal tańcząc.
-Kim oni są?- Spytała zafascynowana.
-Nie mam pojęcia. Idę właśnie po radę do Mikołaja.- Jack uśmiechał się od ucha do ucha, teraz wyglądał jak chłopak którego poznała. Był szczęśliwy. Wszystkie jej śmieszne obawy rozwiały się. Pobiegła z białowłosym w stronę domu. Czuła się dziwnie nazywając domostwo Mikołaja swoim domem, ale na świecie nie było innego miejsca, które mogłaby tak nazwać. To tutaj znalazła w końcu siebie. Znalazła swoje szczęście.
                Mikołaj patrzył tylko z uśmiechem na Jack'a. Elsa domyślała się co mogą oznaczać te istoty, ale nie chciała się wtrącać. Białowłosy był strażnikiem, każdy z nich miał swoich pomocników, każdy z nich miał dom. Dziewczyna opuściła oczy na podłogę. Dom, dlaczego tak często o tym myślała. Zaczęło ją to poważnie niepokoić. Jej serce naprawdę nie  dogadywało się z rozumem.
-Naprawdę! -Krzyknął białowłosy, kiedy North w końcu zlitował się nad nim. Białowłosy zachowywał się jak rozradowane dziecko. Nagle zatrzymał się i spojrzał na Elsę. To trwało tylko chwilę, ale dziewczyna poczuła się nie na miejscu. Nie była strażniczką. Nie pasowała tutaj. Jack ma inne obowiązki, nie może całe życie siedzieć przy niej. Blond włosa była załamana, była nieśmiertelna i co niby miała robić przez resztę swojego życia? Wiecznego życia? Z trudem powstrzymała się przed smutnym grymasem, który po prostu nie mógł wpłynąć na jej usta. To była chwila Jack'a nie chciała mu jej popsuć. Zbierało jej się na płacz. Kochała go, ale nie nadawała się na kurę domową. Jack znów bawił się ze swoimi pomocnikami a ona jak najciszej wycofała się z pomieszczenia. Ruszyła do swojego pokoju. Wiedziała, że będzie ze swoim ukochanym ponad wszystko, tego nie zamierzała zmieniać. Musiała jednak bardzo uważnie zastanowić się nad swoim powołaniem.
                Chciała pobyć sama, ale jak na złość, księżyc nie chciał jej opuścić. Czuła jego milczącą obecność.
-Dlaczego tu jestem?- Spytała, chociaż wiedziała, że nie dostanie odpowiedzi. Uśmiechnęła się smutno.- Pozostaje mi go wspierać, prawda?- Nie miała pojęcia jakie niespodzianki szykuje jej los.
                Jack jak zwykle z samego rana wyleciał wykonywać swoje zadanie a Elsa nie wiedziała co z sobą zrobić. Z nudów zaczęła nawet pomagać Yeti w pracy. To było tak monotonne. Tęskniła za tymi wszystkim papierami i sprawami, które musiała załatwiać, kiedy była królową. Nigdy by się do tego nie przyznała, bo były to naprawdę nużące zajęcia. Ale w porównaniu z nudą z jaką musiała walczyć, były niczym. Była nawet raz czy dwa z Jackiem, chciała mu pomóc, ale ona się po prostu do tego nie nadawała. Jasne bawiła się z Anną, ale to było tak dawno temu. Nie pamiętała już jak być tak bardzo wyluzowaną. Szczególnie, że nie mogli sie pokazywać zwykłym ludziom. Tego dnia nie mogła już usiedzieć na miejscy, postanowiła poszukać ukochanego, może tym razem jej się uda i nie zasypie połowy miasta? Latanie na pegazach, było jednym z jej ulubionych zajęć. Nie mogła robić tego zbyt często, w końcu to były wolne stworzenia. Nie chciała ich wykorzystać. Leciała powoli obserwując widoki. Nie zwracała uwagi co się dzieje, pozwoliła prowadzić się zwierzęciu i to był jej błąd. Dostała czymś mokrym z taką siłą, że zrzuciło ją z konia i zaczęła szybko lecieć w dół. Z jej ust wyleciał przerażający krzyk. Nie miała pojęcia co to było. Widziała, że pegaz stara się ją dogonić, ale była dziwnie przekonana, że nie da rady tego zrobić. Spadała w dół. Ostatkami samokontroli, powstrzymując się przed paniką, zaczęła tworzyć grubą warstwę białego puchu. Miała nadzieję, że to zamortyzuje jej  upadek. Kiedy upadła zamroczyło ją na chwilę. Gdy odzyskała ostrość widzenia, świat wydał jej się niewiarogodnie piękny. Błękitne niebo i wszędzie wirujące białe płatki śniegu.
-Ty sprawdź...- Usłyszała dziewczęcy głos z prawej strony.
-Dlaczego ja, to ty jesteś starsza.- Odpowiedział jej niemal identyczny, troszkę bardziej przestraszony głos.
-Tak o kilka minut, po za tym, to twoja wina!
-Sprowokowałaś mnie. Ja nie chciałam nikogo zabijać.- Dziecko rozpłakało się na cały głos. Nagle nad sobą zobaczyła załzawione zielone oczy.- Niech Pani nie umiera! Ja wcale nie chciałam Pani zabić.
-Spokojnie, nic mi nie jest.- Elsa usiadła i uśmiechnęła się uspokajająco.
-Naprawdę! Super!- Krzyknęły obie. Dziewczynki, naprawdę wyglądały identycznie, miały brązowe włosy do ramion i zielone oczy. Na oko mogły mieć sześć lat. Były drobne i ładniutkie. Elsa od razu zapałała do nich sympatią. Wylądował koło nich pegaz, brązowowłose krzyknęły przestraszone.
-Nie bójcie się nic się wam nie stanie. To tylko mój przyjaciel.- Elsa patrzyła na zachwycone oczy dziewczynek.
-Ale jest śliczny.- Wyszeptały.
-Tak i bardzo mądry, mam do was małe pytanie?
-O co chodzi?- Spytały nie odwracając wzroku od zwierzęcia.
-Chcę tylko wiedzieć, czym dostałam.- Uśmiech spełzł z twarzy dzieci. Atmosfera zagęściła się dziwnie, Elsa nie wiedziała co ma o tym myśleć. Pegaz odszedł w zapomnienie.
-Niczym takim.- Odparły niemal jednocześnie spoglądając na siebie z przestrachem.- Mam na imię Katy. -Powiedziała cicho ta stojąca bliżej niej.- A to moja siostra Mary.
-Możecie mówić mi Elsa.- Uśmiechnęła się. Zastanawiała się jak ma wyciągnąć z dziewcząt informacje.- Wiedzie, możecie mi powiedzieć czym się bawiłyście. To będzie taki nasz sekret, wy mi zdradzicie wasz a ja wam swój. Co wy na to.- Chciała się dowiedzieć, czego użyły w końcu nie leciała wcale tak nisko. Spojrzały na siebie porozumiewawczo i pokiwały głowami.
-Chyba jesteśmy to pani winne.- Katy podniosła się z ziemi. Nagle przestała wyglądać jak dziecko, w jej oczach pojawiło się coś starego. Elsa nie umiała tego opisać.- Chodzi o to, że ja... to znaczy my, mamy takie umiejętności jakich nie ma nikt inny.- Spojrzały na siebie jeszcze raz porozumiewając się bez słów.- Nie każdy nas akceptuje.
-Mama nie kazała nikomu mówić. -Wtrąciła Mary. - Ale tobie możemy to powiedzieć, prawda?
-Och, oczywiście. Nie wy jedne macie takie umiejętności. Mówię wam.- Uśmiechnęła się miło.- Może nie dokładnie takie jak wy, ale podobne. Tak w ogóle to co potraficie.- Elsa była naprawdę ciekawa tych dwóch małych dziewcząt. Nagle koło jej głowy zaczęły pływać małe kuleczki wody.- Łał.- Tylko tyle powiedziała. Popatrzyła na skupione dziewczęta i uśmiechnęła się z zadowoleniem. Machnęła dłonią i koło kul pojawiły się małe śnieżynki.
-Ale jak...- Powiedziały razem, przestając używać swojej mocy. Blondynka wzruszyła jedynie ramionami.
-Nikt nie wie dlaczego otrzymuje takie a nie inne umiejętności. To jest właśnie nasze, życiowe zadanie dowiedzieć się tego i wykonywać swoje zadanie.- Powiedziała, pragnąc dowiedzieć się w końcu jaki ona ma zadanie na tym świecie.- Widzicie, najważniejsze to się nie poddawać i starać się zapanować nad tymi umiejętnościami.
-Mama też tak mówi.- Odparły uśmiechając się lekko.- Na razie jeszcze nie udaje sie nam robić wszystkiego czego chcemy i często to się po prostu dzieje. Nie zawsze tego chcemy.
-Wiem.- Tak dobrze ich rozumiała. Ona musiała uczyć się na własnych błędach, ale im przecież mogła przekazać co nie co swojej wiedzy.- Nigdy nie starajcie się długo powstrzymywać, znajdźcie sobie jakieś miejsce i wyładowujcie swoją energię. To wam pomoże.
-Ty tak robiłaś?- Spytała Mary. Elsa uśmiechnęła się tylko smutno.
- Zanim zapanowałam nad mocą narobiła naprawdę dużo złego.- Zapatrzyła się w przestrzeń. Żadnej ze złych rzeczy, które zrobiła, nie chciała.
-Ale teraz umiesz ją kontrolować? Tak.
-Tak, na szczęście. Choć muszę przyznać, że na początku było naprawdę źle.- Nagle dotarło do niej co może się stać kiedy dziewczęta się czymś zdenerwują, powódź gwarantowana. To by była naprawdę katastrofa. Uśmiechnęła się do siebie już wiedziała co musi zrobić.
                Rozmowa nie trwała dłużej niż piętnaście minut, ale Elsa musiała sobie wszystko poukładać w głowie na spokojnie.
- Spotkajmy się tu juro rano, dobrze? Nauczę was czegoś.- Uśmiech jaki zagościł na ustach dzieci był jedyną odpowiedzią. Elsa pomyślała, że jutrzejszy dzień wcale nie będzie taki nudny jakby się mogło zdawać na pierwszy rzut oka.