Naprawdę długo szukałam weny, żeby zacząć w ogóle pisać ten rozdział i nie jestem pewna, kiedy przyjdzie by pomóc mi napisać następny ale mam nadzieję, że będziemy czekać krócej. Zapraszam do czytania. Mam nadzieję, że jest mniej błędów, bo jak mnie dzisiaj ta wena nawiedziła to napisałam bardzo szybko ten rozdział i chciałam jak najszybciej go dodać.
***
Elsa, mimo, że otwarła się na ludzi nadal czuła pewien dyskomfort, kiedy przebywała wśród zbyt dużej ilości osób. Dlatego, w porze obiadu, kiedy w jadalni był największy ruch zazwyczaj znajdowała jakąś wymówkę, by zjeść później. Dzisiaj jej się to nie udało. Siedziała między Anną a Jack’iem i zaciskała mocno dłonie na sztućcach, z każdej strony dobiegał ją hałas. Z dworu dobiegały odgłosy dwóch latających i ryczących do siebie smoków. Czasami można było zobaczyć przebłysk ognia to ją przerastało. Żołądek skurczył jej się do rozmiarów orzeszka a wielka gula w gardle odebrała głos. Czuła jak oczy zaczynają ją szczypać a serce przyśpiesza nienaturalnie. Doskonale wiedziała, co się zaraz zacznie i tak bardzo jak tego nie chciała, tak szybko to się zbliżało. Szturchnęła Annę i wystarczyło jedno spojrzenie a młodsza siostra wiedziała, o co chodzi.
   Blondynka biegła najszybciej jak potrafiła, aby wydostać się z domu. Kiedy jej stopy uderzyły o drzwi wejściowe, zdała sobie sprawę, że ma na nogach tylko baletki. Stała chwilę zdezorientowana, ale moc kumulująca się w jej wnętrzu nie pozwoliła jej się zatrzymać. Znów biegła przed siebie byle jak najdalej od ludzi. Zatrzymała się dopiero, kiedy straciła z oczu zamek.
-Co się znowu ze mną dzieje?- Spytała sama siebie, wiedziała jednak, że nie uzyska odpowiedzi. Oddychała szybko, powoli się uspokajając, nie mogła dopuścić do kolejnych zniszczeń z jej strony. Musi być silna. Nie! Nie musi brać wszystkiego na siebie, to właśnie doprowadzało do katastrofy, musi się wyszaleć. Może nie było to zbyt błyskotliwe z jej strony, ale tak naprawdę dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie musi dbać o wszystkich. Była silna, ale to nie oznaczało, że musi za wszelką cenę wszystkich ocalić. Dopiero w tym momencie uświadomiła sobie tak naprawdę, że nie jest sama. Nogi zachwiały jej się i upadła, była taka głupia. Wszyscy traktowali ją jak jajko, myślała, że z miłości, ale tak naprawdę był to strach pomieszany z żalem. Żałowali jej, bo była żałosna. Chciała na siłę robić coś, do czego nigdy nie miała sił. Teraz dopiero ujrzała tak naprawdę jak musi wyglądać w ich oczach. Drobna blondynka tak dobra i miła, że nie można na nią patrzeć, skrywająca moc, która może ich wszystkich zniszczyć, bo nie umie nad nią panować. W tym momencie Elsa pomyślała, że bardzo chętnie pozbyłaby się mocy raz na zawsze.
-Elsa?- Usłyszała nagle za sobą. Wyprostowała się i odwróciła do Laury.
-Tak?- Spytała i wtedy stało się coś, czego by się nie spodziewała. Laura podbiegła do niej i przytuliła się mocno do jej piersi. Blondynka nie wiedziała jak ma zareagować.
-Przepraszam, ja po prostu już nie daję sobie rady. Nie wiem jak ty wytrzymujesz z tym wszystkim. Anna… tak bardzo ją kochasz… a ja...- Laura nie wiedziała jak ma wysłowić to, co chce powiedzieć.
-Ale Annie nic nie jest?- Spytała automatycznie Elsa.
-Nie, ale…- Laura wyglądała jakby do końca nie była przekonana, co do tego, co robi.
-Może się przejdziemy?- Spytała Elsa. Laura z wdzięcznością pokiwała głową.
   Szły około piętnaście minut, Elsa wiedziała, że musi dać czas Laurze, ale do końca nie była pewna jak to się stało, że teraz ma pewność, co powiedzieć i jak się zachować.
-Elsa? Wysłuchasz mnie do końca.- Blondynka kiwnęła głową a białowłosa zaczęła mówić.
- Pewnie domyśliliście się, że nie jestem tak naprawdę siostrą Jack’a?- Elsa tylko kiwnęła głową, czekając na dalsze słowa Laury.- Ja… Naprawdę nie chcę robić wam jakiejkolwiek krzywdy, ale… Elso musisz mi pomóc. ON zabrał mi coś, bez czego nie wyobrażam sobie życia i tylko tobie mogę zaufać, nie chcę byś komukolwiek mówiła o tym, co ci teraz wyjawię.- Laura mówiła szybko, trudno było ją zrozumieć, ale mimo wszystko kiwnęła głową na znak zgody.- Dobrze, mrok kazał mi sprawić, żebyś ty i Jack sami dostali się w jego ręce, zostali jego sługami, tylko, że sam nie mógł tego zrobić, dlatego wysłał mnie. Myślałam, że to będzie proste zadanie, ale wy wszyscy jesteście tacy… mili dla mnie… dobrze wiecie, że nie mam czystych zamiarów a i tak nie daliście mi odczuć, że jestem nie potrzebna, ja nie chcę zrobić wam krzywdy, naprawdę, ale on… on ma…- Laura rozpłakała się na nowo.- Elso błagam pomóż mi ja sobie nie dam dłużej rady sama. Nie chce być zła, już nie chcę udawać, pomóż mi zabrać mu to, co sprawia, że muszę go słuchać. Błagam cię.- Laura była załamana, pod koniec wypowiedzi klęczała i z nadzieją trzymała rąbek od spódnicy byłej królowej.
-Pomogę ci.- Zdecydowała Elsa i pomogła podnieść się dziewczynie.- Opowiedz mi tylko, co takiego on ma, że daje mu nad tobą władzę. Najlepiej zacznij od początku.
    „Najcieplejszego dnia w roku, w ukrytej w lesie posiadłości narodziła się śliczna białowłosa dziewczynka, miała urocze zielone oczy i piegi, jej nietypowy wygląd zachwycał rodziców, przynajmniej matkę, ojciec jednak miał wątpliwości, oboje byli czarnowłosi i mieli ciemne oczy, on czarne ona czerwone, małżeństwo bardzo długo starało się o dziecko, więc mały szkrab był najpiękniejszym prezentem od losu, jaki mogli dostać, ale ta sprawa niezmiernie męczyła mężczyznę. Byli zamożni, więc mogli dać dziewczynce wszystko, czego zapragnęła.
Kiedy dziewczynka miała cztery latka, rodzice pokłócili się o to, kto jest jej prawdziwym ojcem. Kobieta była oburzona a mężczyzna wskazywał coraz to nowe cechy wyglądu, które nie występowały, w zadniej z ich rodzin. Nie wiedzieli, że dziecko ich słyszy, kiedy weszli do pokoju dziecka, na podłodze wśród lalek siedziała czarnowłosa, czerwonooka dziewczynka i uśmiechała się do taty. Zaczęli, więc szukać informacji, co mogło spowodować takie przemiany wyglądu, dziewczynka nie rozumiała, co się dzieje. Kidy miała cztery latka jej mama ponownie zaszła w ciąże, to było niespodziewane i teraz cała uwaga skupiła się na niej. Małe dziecko, które umiało zmieniać swój wygląd zostało odrzucone i pozostawione samej sobie. Dziewczynka, zmieniała codziennie swój wygląd, na coraz inny i nieprawdopodobny, ale nie mogła skupić na sobie uwagi swojego ojca. Do domostwa przyjeżdżali coraz to nowi lekarze i badali ją, ale nie mogli stwierdzić, co jej dolega. Po narodzeniu ślicznej czarnowłosej dziewczynki. Pięciolatka została wysłana do zagranicznej szkoły, tak przynajmniej wydawało się jej rodzicom. Zabrał ją wysoki i blady mężczyzna, twierdził, że nie może wyleczyć jej do końca, ale może zablokować je moc. Rodzice od razu się zgodzili i zajęli wychowaniem drugiej córki, dostając miesięczne raporty z postępów pierwszej. Na ścianach wisiały jej zdjęcia, więc druga z córek w wieku trzech lat zaczęła dopytywać się o siostrę. Kochali swoje córki, musieli jednak dbać o reputację, więc następnego dnia zdjęcia zniknęły, wszystkie prócz jednego, które mała czarnooka zabrała do swojego pokoju. Dziecko na zdjęciu było szczęśliwe, siedziało koło swojej mamy w ciąży i uśmiechało się. Następnego dnia druga z córek miała już czerwone oczy, natychmiast została wysłana do swojej siostry.”
-Tak trafiłyśmy do Mroka.- Laura podniosła wzrok na Elsę i z niepewnością powiedziała.- Tylko się nie bój. – Po chwili przed byłą królową stała śliczna czarnowłosa dziewczyna.- Tak wyglądam zazwyczaj, kiedy nie skupiam się na danym wyglądzie.- Westchnęła i znów podjęła swoją opowieść.- Mrok uczył nas jak się przemieniać i kłamać, ufałyśmy mu. Ale kiedy kazał nam kraść zaczęłyśmy się buntować, zaczął przesyłać nam koszmary, tak bardzo się go boję Elso. Grozi, że zabije moją siostrę, jeśli nie dam mu Anny.- Dziewczyna znowu się rozpłakała.
-Spokojnie, pomożemy Ci.- Powiedziała blondynka.
-Nie Elso, on cały czas obserwuje zamek, jeśli zacznie się coś dziać zrobi coś Lavinia na to nie mogę pozwolić, ona ma tylko dwanaście lat.- Elsa pokiwała w milczeniu głową.
-Dobrze spokojnie, powoli ułożymy jakiś plan, ale same nie damy sobie rady. Za to możesz pomóc nam dowiedzieć się, czy Mrok nie ma jakiejś tajnej broni.
-Tak, rozmawia z wieloma ludźmi i nie ludźmi, ale większość z nich nie chce mieć z nim nic do czynienia.
-To dobrze. Spotkajmy się po północy w twoim pokoju.
   Tymczasem w zamku panował nastrój niepokoju Elsa i Laura zniknęły i nikt nie mógł powiedzieć gdzie poszły. Mikołaj miał czarne myśli i czół się już naprawdę stary, już miał wysyłać któregoś z smoczych jeźdźców na poszukiwanie, kiedy do jadalni z uśmiechem weszła Laura, długo próbowała się uspokoić, ale Elsa bardzo jej w tym pomogła, teraz jednak, kiedy wszystkie spojrzenia skierowały się na nią nie wiedziała czy da radę. Zaczęła nerwowo bawić się swoimi białymi włosami.
-Czy coś się stało?- Spytała i przestąpiła z nogi na nogę.
-Nie, tylko chciałbym wiedzieć czy wiesz gdzie jest Elsa?- Spytał Nort.
-Byłyśmy na spacerze, poszła do swojego pokoju.- Uśmiechnęła się lekko i usiadła przy stole sięgając po kilka kruchych ciasteczek. Małe zgromadzenie powoli opuszczało jadalnie.
   Po kilku minutach od wejścia Elsy do pokoju, usłyszała donośne pukanie.
-Proszę?- Powiedziała i usiadła przy małym biurku. Do pomieszczenia wszedł Jack.
-Słyszałem, że byłaś na spacerze z Laurą.- Objął ją i pocałował w kark.
-Tak, to miła dziewczyna i można z nią porozmawiać na błahe tematy.- Uśmiechnęła się przez ramię.
-Nic Ci nie zrobiła prawda?- Jack stał się ostrożny.
-Przecież widzisz, że jestem cała.- Odparła z uśmiechem, ale w duchu modliła się, żeby Jack, już odszedł, bo nie miała siły na poważne rozmowy, szczególnie, że po rozmowie z Lauro, urządziła dla niej mały pokaz swoich umiejętności i przy okazji wyładowała swoją moc.- Potrzebna mi była taka dziewczęca rozmowa a Anna jest moją siostrą, ale ona zna mnie za dobrze i potrafi wszystko ze mnie wyciągnąć, nawet, jeśli chce się z czymś uporać sama.
-Wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim.- Elsa pokiwała głową i ziewnęła potężnie, kompletnie tego się nie spodziewała, więc jej mina była, co najmniej komiczna. Jack zaśmiał się i przytulił mocno do ukochanej.- Myślę, że powinnaś się przespać.- Pocałował ja delikatnie i nadal z uśmiechem opuścił pokój. Elsa w stu procentach zgadzała się z ukochanym.
   Dokładnie o północy wymknęła się ze swojego pokoju, za jedyne oświetlenie miała małą świeczkę, pokój Laury znajdował się w innym skrzydle domu i Elsa modliła się, żeby nikogo nie spotkać, na całe szczęście los jej sprzyjał, bo już po chwili wyszła przez uchylone drzwi do średniej wielkości pokoju Laury, na łóżku już siedziała czarnowłosa dziewczyna, która poderwał się, kiedy tylko usłyszała szuranie drzwi.
-Myślałam, że nie przyjdziesz.- Wyszeptała i rzuciła się na szyje Elsie.
    Laura mówiła wszystko, co wie o miejscy, gdzie znajduje się siedziba Mroka. Znała lokalizacje i miejsca, gdzie na pewno są strażnicy.
-Od czasu do czasu wyjeżdża i wtedy zostaje tam tylko moja siostra i ja oraz kilka koszmarów, które nie pozwalają nam uciec.
-A co z twoimi rodzicami?- Spytała Elsa.
-Nie miałam z nimi kontaktu do piątego roku życia, ale wiem gdzie mieszkali.- Laura, okazała się całkowicie inną osobą, niż przypuszczała Elsa. Miała tylko szesnaście lata, ale inteligencją przewyższała swój wiek. Elsa dokładnie wiedziała, dlaczego została wybrana by pomóc Laurze. Ona sama zrobiłaby to samo dla swojej młodszej siostry.
   Dziewczyny, powoli planowały wszystko, miał świadomość, że same nie dają sobie rady, musiały jednak dobierać sprzymierzeńców, którzy nie będą nadpobudliwi. Doskonale zdawały sobie sprawę, że mrok na odległość fizycznie ich nie zabije, ale jego mocą była psychika ludzi. Mógł na nie zesłać takie wizje, po których same będą chciały umrzeć. Wiedziały jednak, że muszą podjąć to ryzyko. Laura dla młodszej siostry a Elsa mimo, iż miała dobry charakter bynajmniej nie robiła tego tylko ze szczerej chęci pomocy ani dla tego, że to samo zrobiła by dla Anny. Robiła to dla siebie, by udowodnić przede wszystkim sobie, że może panować nad swoją mocą, że jest silna i może dać sobie radę. Bez ciągłego uciekania i hamowania swoich uczuć. Chciała znaleźć coś, co da jej życiu sens a ukrywanie siebie na pewno nie pisało się w jej plany na przyszłość.



 Oto i jest, nie przedłużam i zapraszam do czytania, powiedzcie jednak co o nim sądzicie.
***
Mikołaj i Zając postanowili na razie nikomu nie zdradzać odkrycia siwobrodego, ale męczyło ich to, mieli jednak podejrzenia, że gdyby Laura wiedziała, że wiedzą, iż nie jest  tym za kogo się podaje to uciekła by niemal od razu, z drugiej strony, jeśli sama o niczym nie wiedziała, to oni zapewne wprowadzili by ją w stan niewyobrażalnego stresu i zwątpienia a sami niewiele by zyskali. Pozostał jednak temat Jacka, co mogli dla niego zrobić, nie chcieli burzyć świata, w jakim znalazł się chłopak, jednak chcieli uniknąć też oskarżeń, że wszystko wiedzieli, kiedy już prawda wyjdzie na jaw. Po długiej naradzie postanowili poczekać dwa dni, bardzo uważnie obserwując Laurę, jeżeli nie zauważą niczego podejrzanego, powiedzą o swoim odkryciu tylko Jack’owi, jeśli jednak coś będzie nie tak, wtedy zaatakują otwarcie, nie mogli sobie pozwolić na błędy, teraz, kiedy wiedzieli, że Mrok rośnie w siłę.
-Jak zamierzasz ją śledzić, nie chcę nikogo oskarżać, ale jeśli coś knuje, to od razu zorientuję się, że jest obserwowana?- Spytał Zając.
-Oh, przyjacielu, odpowiedź jest oczywista, moje elfy zajmą się wszystkim.- Widząc powątpiewające spojrzenie Strażnika Wielkanocy dodał.- Morze są mało rozgarnięta, ale w szybkim przekazie informacji są niezawodne, szczególnie, że jest ich wszędzie pełno. Czasami sam nie wiem skąd one się biorą w pewnych miejscach.
-Dobrze, powiedzmy, ze Ci ufam. Co się stanie, jeśli Laura jednak okaże się zła, a co jeśli, sama spiskuje z mrokiem?
-Nie masz się, o co martwić przyjacielu.0
-Po za tym, to ty powiedziałeś, że Laura jest siostrą Jack’a, a teraz twierdzisz, że nie miałeś, pojęcia, że żyła?
-Bo nie miałem, ale kiedy tylko ją zobaczyłem, byłem pewny, kim jest, zaczęło mnie jednak martwić, że nie wiedziałem, że żyje. Nie rozumiem tego. Wiem jedno. Czas pokarze, co nas czeka.- Tym nieco refleksyjnym zdaniem Mikołaj zakończył spotkanie. 
   Jack otworzył powoli oczy czując delikatne palce wplątane w swoje białe włosy. Gdy tylko poruszył głową zniknęły.
-Nie chciałam cię obudzić.- Wyszeptała, a w jej głosie było słychać autentyczną skruchę.
-To ja nie powinienem tu zasypiać.- Odparł uśmiechając się jak wariat. Wstał trochę  za szybko i ciemne plamy przed oczami sprawiły, że zachwiał się i runął na łózko. Elsa nie mogła się nie roześmiać, kochała tego głupola i na razie nic nie zapowiadało zmiany.  Nie chciała jednak mówić tego pierwsza, może widziała miłość w oczach białowłosego, ale co ona mogła wiedzieć o uczuciach? To pytanie zbiło ją z tropu, skąd miała pewność, że kocha Jack’a. Wszystkie wątpliwości rozwiał jednak delikatny pocałunek, który rozpoczął chłopak, nie mógł się już powstrzymać. Dziewczyna delikatnie otwarła usta, co chłopak natychmiastowo wykorzystał. Z delikatnego w bardziej drapieżny a później erotyczny i trwali w nim dopóki nie zabrakło im tchu.
-Kocham Cię.- Wyszeptał milimetry od jej twarzy i mimo, iż powiedział to tak, żeby tylko ona to usłyszała, oboje zarumienili się tak, jakby, co najmniej to wykrzyczał.
-Ja Ciebie też.- Ich usta ponownie tego dnia połączyły się w jedno.
   W tym samym czasie Roszpunka spacerowała po labiryncie nieznanych jej korytarzy rozmawiając szeptem ze swoim nienarodzonym dzieckiem, nie zwracała na nic uwagi zamknięta w bańce szczęścia w jaką wprawiał ją fakt, że już nie długo będzie miała dziecko, to był niesamowite, nie mogła pojąć, że może dać, życie innej istocie. Nawet nie zauważyła, że ktoś idzie za nią, zorientowała się gdy poczuła niezidentyfikowany chłód na kostkach, rozprzestrzeniający się szybko po całym jej ciele. Strach. Bańka prysła, nagle piękne kamienne korytarze wydały jej się więzieniem, poczuła się znowu jakby była więziona w wierzy, chciała uciekać, ale przed oczami widziała ciemność a w uszach słyszała śpiew wiedźmy, która ją porwała. Poczuła, że coś łapie ją za ramiona, chłód, który przy tym poczuła zwiastował śmierć. Zaczęła się szarpać.
-Nieee!- Krzyknęła głośno, a przynajmniej chciała, głośno krzyknąć, ale wydawało jej się jakby była pod wodą, wydobyła z siebie przytłumiony dźwięk. Mimo wszystko nie przestawała się szarpać, nie mogła się poddać, jeśli nie dla siebie to dla dziecka i dla Julka,  Tak, Julek! Pomyślała i zaczęła raz po raz krzyczeć jego imię, zimne dłonie zacisnęły się na jej gardle, ale mimo wszystko, krzyczała ona coraz głośnie i głośniej. Nagle całe niebezpieczeństwo jakby zniknęło i to nawet szybciej niż się pojawiło, mogła by uznać, że to się nie wydarzyło, gdyby nie ból gardła i ramion. Nagle znalazła się  w ciepłych objęciach i od razu wiedziała do kogo one należą. Nadal nic nie widziała, ale teraz mogła się już poddać, zamknęła oczy, które cały czas miała szeroko otwarte z przerażenia .
-Już wszystko dobrze.- Szeptał jej mąż i podniósł ją na ręce, porozmawia z nią o tym co się stało później na razie wiedział, że musi porozmawiać z innymi o niebezpieczeństwie i jak najszybciej wywieść, gdzieś Roszpunkę, nie była ty bezpieczna, a ona była najważniejsza. W tym przekonaniu utwierdziły go tylko czerwone ślady rąk pojawiając się coraz wyraźniej na jej szyi.
   Elsa i Jack leżeli wtuleni w siebie, kiedy został wszczęty alarm, nie mieli pojęcia co mogło się stać, ich pierwszą myślą, był Mrok, ale to do niego nie pasowało, zawsze działał z jakimś planem, gdyby on zaatakował, nie dowiedzieli by się o tym dopóki otwarcie, nie spojrzeli by mu w oczy umiał się zakradać, jak cień, którym poniekąd był.
   W Sali zebrań byli już wszyscy łacnie z Laurą, wyglądała na lekko podenerwowaną, zerkała co chwilkę w stronę Roszpunki.
-Dziś dosłownie chwilę temu „coś” zaatakowało Roszpunkę.- Po Sali rozniósł się głos oburzenia a Julek mocniej objął żonę.- chcieliśmy, żeby odpoczęła, ale ona woli nam wszystko opowiedzieć, dopóki jest świrze i mieć to z głowy.- Wypowiedź Mikołaja była treściwa, teraz wszystkie pary oczu skierowane były na Roszpunkę.
-Czułam się jakbym znowu trafiła do wieży, byłam zamknięta w ciemności, a Ona śpiewała w mojej głowie, nie mogłam się na niczym skupić, było mi strasznie zimno, czułam ogromny strach, jak jeszcze nigdy w życiu, coś mnie dusiło a ja nie mogłam nic zrobić, prawie się poddałam, nie mogłam krzyczeć, mój głos był przytłumiony, ale wtedy pomyślałam o osobach, które kocham i nabrałam nowej energii.- Spojrzała na Julka.- Krzyczałam coraz głośniej, aż w końcu zimno zniknęło. Dosłownie chwilę później znalazł mnie Julek, od razu poszliśmy do Mikołaja.
-Tak.- Powiedział brązowowłosy.- Mam nadzieję, że nie uznacie tego za ucieczkę, ale nie mogę pozwolić, aby cokolwiek stało się mojej rodzinie, dlatego, gdy tylko Roszpunka wydobrzeje od razu chcemy wyjechać.
-Chętnie byśmy zostali i wam pomogli, ale nie jestem sama.- Pogłaskała dłonią brzuch, wszyscy doskonale rozumieli młode małżeństwo.- Skontaktujemy się z naszymi, przyjaciółmi na pewno wam pomogą. Chociaż tyle możemy zrobić.
   Po miesiącu dom Mikołaj był uboższy o dwóch lokatorów, trzech, jeśli liczyć nienarodzone dziecko. W tym czasie nie działo się nic niepokojącego, był bardzo spokojnie i to najbardziej denerwowało wszystkich i psuło atmosferę. Nie mieli pojęcia, czego mają się spodziewać. Wszyscy chodzili podenerwowani i starali się spędzać jak najwięcej czasu z najbliższymi. Dwa tygodnie po wyjeździe pary królewskiej, przyszedł list z listą osób, które stawią się w jak najbliższym czasie w domu Świętego Mikołaja, miało to ułatwić ich zakwaterowanie. Lista została wywieszona w gabinecie Mikołaja, by każdy, mógł ja zobaczyć. Mikołaj chciał też zobaczyć miny wszystkich domowników, bo lista była dość długa. Jack, spodziewał się, że przyślą dwie osoby na zastępstwo, o jak się pomylił. Elsa tylko patrzyła na to z uśmiechem, jak wiele jest ludzi, którzy chcą im pomóc cieszyła się z tego powodu, niezmiernie.  
   Mikołaj udawał, że nie zauważa lekkiego, prawie doskonale ukrytego podenerwowania Laury, był ostrożny, nie chciał jednak wysuwać pochopnych wniosków. Co do Jack’a to uznał, że nie będzie na razie potępiał dziewczyny, była tak do niego podobna a on tak bardzo pragnął mieć siostrę, pragnął, żeby Mikołaj się mylił, chciał tego tak mocno, że to prawie bolało. Elsa powoli przyzwyczajała go do myśli, żę jego siostra nie, żyje. Wydawać by się mogło, że nie żyła dla niego tyle lat, to teraz, nie będzie miał z tym tak dużego problemu. Było jednak, jeszcze gorzej. Przedtem, nawet nie wiedział, że ma siostrę, dopóki nie dostał wspomnień od Zębuszki, ale tak naprawdę nigdy jej nie znał. A teraz… Teraz poczuł jak to jest mieć rodzeństwo, spędzał z nią każdą wolną chwilę, w sumie to z nią albo Elsą. Nie chciał zadawać Laurze niewygodnych pytań, ale czasami sam nie mógł się opanować. Patrzył na nią i nie wierzył, że jest zła. Przecież nikt nie może być. Aż tak podły. Prawda?

Moje opowiadanie, może różnie się potoczyć od tego momentu. Wiadome jest jedno Laura nie jest siostrą Jack'a. Kim tak właściwie jest ? To właśnie pytanie do was moi kochani, piszcie w komentarzach:) Laura może być zarówno złą i dobrą postacią, piszcie kim chcecie by została, jeśli chcecie możecie dodać coś od siebie, możecie również napisać skąd wzięła się jej moc, czy urodziła się taka jak Elsa, czy może obdarował ją księżyc jak Jack'a, a może jest jeszcze inna możliwość? Dalsze losy bohaterów są w waszych rękach. Liczę na kreatywne odpowiedzi :P Wybiorę jedną najbardziej mi odpowiadającą, lub połączę kilka w całość, zależy jak kreatywni będziecie. Liczę na was. Przy dobrych wiatrach, kolejny rozdział już JUTRO :P
Z pewnym smutkiem i żalem informuję niestety, iż kolejna notka nie pojawi się... przez jakiś czas.
   Mój komputer przestał funkcjonować,, dokładniej mówiąc monitor, także na szczęście w najlepszym wypadku w środę będę miała nowy. W najgorszym w sobotę, a piekle ognistym dla mojej weny w przyszłym miesiącu. Powodem takich problemów z kupnem monitora, jest po pierwsze brak gotówki, która przybędzie w poniedziałek, ale nie wiem jeszcze ile jej, no i muszę z czegoś żyć razem z dwójką rodzeństwa. Po drugie nie znam się na monitorach i musi jechać ze mną brat, ale on ma pracę dorywczą, ale zawsze, a po trzecie w piątek wraca mój tata z kasą, więc może kupimy go, a pod koniec miesiąca mama, więc wszystko zależy od budżetu. Istnieje możliwość, że skołuję taki wcześniej od kuzyna, ale nie wiadomo. Ma nadzieję, że wydaję się wam to jasne i nie będziecie się na mnie gniewać! Postaram się szybko załatwić tą sprawę. Pamiętajcie, że kocham was wszystkich i przepraszam, że nie komentuję nowych notek, ale nie am jak a nie chcę nadużywać gościnności przyjaciółki. :P Dobranoc.


Wszystko wracało, powoli i boleśnie, Jack nie mógł znieść, widoku cierpiącej ukochanej, ale nie mógł zostawić jej samej, trzymał ją mocno w swoich ramionach, tylko on mógł, bo oszalała z bóli Elsa miotała lodem na prawo i lewo. Siedzieli, więc sami zamknięci w jednym pokoju. Nikt nie mógł się nawet zbliżyć do drzwi, a co dopiero wejść do środka.
   Jack zaczął pogrążać się w rozpaczy, nie mógł już patrzeć na cierpienia ukochanej. Sam nawet nie poczuł, kiedy po jego policzkach zaczęły płonąć słone łzy. Po około godzinie, Elsa już nie krzyczała, ale jej oddech stał się ciężki, a twarz nadal wykrzywiona była w bólu.
-Mogę wejść?!- Usłyszał naglę, krzyk Anny zza drzwi i jak na zawołanie przez cale ciało blondynki, przeszedł dreszcz, z jej ciała wyszła fala mrozu.
-Jeszcze nie.- Starał się, by jego głos nie zabrzmiał zbyt płaczliwie, ale chyba mu się nie udało. Uniósł trzęsące się ciało, blondynki i ułożył je tak, że opierała się plecami o jego tors, złapał jej ręce, żeby przypadkiem, nie zrobiła sobie krzywdy. Chciał coś zrobić, ale mógł jedynie czekać, po chwili spokoju dziewczyna znów zaczęła krzyczeć, próbowała się wyrwać, ale Jack nie mógł na to pozwolić.
   Po sześciu długich godzinach, w końcu zapadła cisza, była królowa oddychała spazmatycznie, bojąc się otworzyć oczy.
-Elsa…- Usłyszała cichy szept koło swojego ucha, uśmiechnęła się lekko, od razu poznała, do kogo należy.
-Jack.- Czuła pod plecami jego tors, i każdy oddech na głowie, chciała się odwrócić, ale ze zdziwieniem spostrzegła, że trzymają ją trzęsące się od wysiłku, podrapane do krwi ręce.- Ja Ci to zrobiłam?- Wyszeptała zachrypniętym od krzyku głosem.- Przepraszam.
-Ciiii nic nie mów, już jest dobrze.- Elsa odwróciła się i nadal będąc w jego ramionach na oślep podniosła głowę i złączyła ich usta. Nic się dla niej nie liczyło, nic tylko chłopak, którego właśnie całowała, może postępowała pochopnie, ale chciała, choć przez chwilkę być zwykłą dziewczyną, bez tej całej mocy i bagażu emocjonalnego. Oderwała się od niego i mocno w niego wtuliła. Blade blond loki opadły jej na ramiona a błękitne oczy, wpatrzone były w zszokowane oczy młodzieńca, po chwili oboje je przymknęli. Dopiero po chwili Elsa zorientowała się, co tak właściwie robi i oderwała się zarumieniona od białowłosego, on mógł jedynie delikatnie pogłaskać ją po policzku. Miał nadzieję, że teraz nikt im nie przerwie.
-Elso ja…- Chciał jej powiedzieć, to już dawno, był tego pewny, a teraz jak na złość naszły go jakieś absurdalne wątpliwość. Bał się, ale sam tak naprawdę nie wiedział, czego. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko i znowu wtuliła się mocno w pierś chłopaka, potrzebowała teraz czyjejś bliskości. Chłopak westchnął tylko ni to zawiedziony, ni szczęśliwy. Chciał ponowić próbę, ale usłyszał krzyk Anny. Wiedział, że nie może trzymać jej tu w nieskończoność.
-Możesz wejść.- Odkrzyknął i dopiero teraz rozejrzał się po całkowicie zamrożonym pokoju.- Albo poczekaj.- Chciał wstać i wyjść z Elsą, ale wykończona dziewczyna zasnęła. Jack tylko się uśmiechnął widząc ją taką spokojną, chciał sprawić, żeby już nigdy nie musiała się martwić. Wziął ją pewnie na ręce i mimo szczypania, jakie towarzyszyło jego rękom, wyszedł z nią z pomieszczenia.
-Co z nią?- Spytała od razu Anna, okazało się, że na korytarzu czekali wszyscy razem. Zdążyli przyzwyczaić się do Elsy i nie chcieli jej stracić.
-Jest tylko wykończona.- Powiedział, cieszył się niezmiernie, że dziewczyna odzyskała wspomnienia.
-Naszykowałam jej sypialnie w wschodnim skrzydle, oznajmiała Zębuszka, po czym zaczęła po cichu, wyganiać wszystkich, wiedziała, że niebieskooka musi teraz odpocząć. Położył ją delikatnie na łóżku a sam udał się do łazienki, aby umyć ręce. Spojrzał na siebie w lustro i krzyknął zaskoczony, wyglądał jakby nie spał, co najmniej od kilku dni. Westchnął cicho i obmył twarz zimną wodą, miał nadzieję, że teraz już wszystko będzie dobrze.
   Wrócił do pokoju, gdzie spała Elsa i usiadł przy jej łóżku z mocnym postanowieniem, że będzie przy niej, kiedy się obudzi. Na nic się zdały jednak jego postanowienia, po chwili oparł głowę na łokciach i nim zdążył mrugnąć spał położony w połowie na pościeli.
   W gabinecie Mikołaja rozmawiały dwie osoby. Właściciel owego gabinetu- gruby, dostojny, święty Mikołaj i Zając Wielkanocny. Białobrody patrzył zamyślony przez okno, nie był do końca pewny czy chce powiedzieć to, co odkrył niedawno.
-Co cię martwi?- Spytał Zając. Doskonale wyczuwając podły nastrój swojego przyjaciela. Nie wiedział, o co mogło chodzić, w końcu przecież wszystko wydawało się w porządku, wszystko było na swoim miejscy, no może oprócz faktu, że pewnie gdzieś Mrok, czai się by ponownie zaatakować.
-Ehhh.- Nie wiedział dokładnie jak ma zacząć.- Nie chcę, aby cokolwiek wyszło z tego pokoju.
-To oczywiste inaczej nie chciałbyś, żebyśmy rozmawiali na osobności.- Odparł zaciekawiony Zając.
-Tak, wiem i przepraszam, ale wolałem się upewnić.- Mikołaj westchnął, ale nadal nie patrzył na swojego gościa. Zapadła kilku sekundowa cisza, którą przerwał Zając.
-O co chodzi?- Był już zaciekawiony, wiedział, że North nie ociągałby się tak, gdyby nie chodziło o coś naprawdę ważnego.
-Wiesz cieszę się, że Jack odnalazł siostrę, ale…- Zaczął i nie widział jak ma dalej przekazać wiadomości, które zdobył grzebiąc w przeszłości.
-Ale…- Gość zaczął się niecierpliwić.
-Widzisz, trochę niepokojące jest jej zachowanie nie uważasz?- Spytał.
-Co masz na myśli?- Zając nic nie rozumiał.
-Widzisz pojawiła się tu jak gdyby nigdy nic. Z wiarygodną historią, ale mimo to coś mi w niej nie pasowało.
-Co takiego?- Strażnik bardzo polubił dziewczynę, była żywiołowa, ale nie w tak irytujący sposób jak jej starszy brat.
-Zaraz ci to wyjaśnię.- Odwrócił się w stronę zdziwionego Strażnika Wielkanocy.- Widzisz. Jestem Świętym Mikołajem, powinienem znać wszystkie dzieci jakiekolwiek, żyją na tym świecie a jednak nie miałem pojęcia, że siostra Jack’a żyje. - Wzruszył ramionami i uśmiechną się słabo. Chciał, żeby jego przyjaciel zaczął sam wyciągać właściwe wnioski.
-Każdy się może pomylić.- Powiedział pokrzepiająco Zając. Wiedział, że dla Mikołaja tragedją jest, kiedy zapomni o jakimkolwiek dziecku. 
-Oh, Zającu, gdyby chodziło tylko o to, że nie zauważyłem istnienia Laury…- Westchnął cierpiętniczo i gwałtownie usiadł za biurkiem, kryjąc na chwilę swoją twarz w dłoniach. Zając poklepał go pokrzepiająco po ramieniu.
-O co chodzi?- Spytał łagodnie i sam zajął miejsce przed biurkiem, naprzeciw białobrodego.
- Gdybym, nie zauważył jej, pomyślałbym zapewne, że chodziło tylko i wyłącznie o to, że Mrok ją porwał i ukrył przede mną. Tak, że nie mogłem jej wyczuć.
-Więc, o co chodzi?- Mikołaj podszedł do jednej z szuflad i zaczął w niej grzebać, po dłuższej chwili wyjął z niej grubą kopertę, którą podał przyjacielowi.
-Co to?
-Sam sprawdź.- Oznajmił smutnym głosem Mikołaj. Strażnik powoli ją otworzył i wyjął z niej plik zdjęć i dokumentów. Pierwsze z nich przedstawiało około czterdziestoletnią, ładną, drobną kobietę. Ciemne włosy spięte miała w prowizorycznego koka a z oczu tryskała radość. Na kolejnym zdjęciu, była ta sama kobieta tylko o wiele młodsza, kolejne wyglądały na starsze, przedstawiały, same kobiety, lub dziewczynki, aż w końcu dotarł do czarno-białego portretu małej dziewczynki.
-Kto to?- Spytał zdezorientowany Zając.
- Sprawdziłem, trzy razy ta, którą teraz trzymasz to Laura, siostra Jack’a, kolejne przedstawiają trochę starszą ją i jej dzieci, zanim cokolwiek powiesz, sprawdzałem, czy nie są fałszywe - Zając usiadł oniemiały.- Skontaktowałem się nawet z ostatnią, żyjącą jej potomkinią. Według niej jej prababcia zmarła mając osiemdziesiąt pięć lat.
-Niemów, że jej prababcią jest…
-Tak.- Przerwał mu w pół słowa.
-Kim w takim razie jest „nasza” Laura? 
***
Mam nadzieję, że się podobało :)


Przepraszam za nieobecność, spowodowaną brakiem czasu i weny, postanawiam się poprawić, zapraszam do czytania, i sorry za błędy.



Życie toczyło się dalej, dodatkiem jednak były ćwiczenia, w razie ataku mroka, musieli się, też dowiedzieć jak mają przywrócić dziewczynom pamięć, Elsa mimo tylu osób, które starały się ją zapewnić, że Jack jest jej bliskim przyjacielem, nie mogła mu zaufać, nie rozumiała, dlaczego słyszała jego głos ani tym bardziej, czemu ma mu zaufać, czemu wszystkim tak bardzo na tym zależy, czerwonooka powoli zamykała się w sobie, unikała ludzi, do swojego grona wpuszczała tylko dwie osoby, dwie siostry. Och, nie miała wątpliwości, że Anna jest jej siostrą, czuła to w głębi serca, ale nie mogła zrezygnować z Laury. Sama Laura natomiast, oddała się w ręce starszego brata i powoli zaczęła odzyskiwać pamięć.  Pamiętała już wszystko do momentu wypadku, wszyscy z zapartym tchem czekali na jej dalsze losy, wszyscy oprócz Jack,a. Chłopak czuł się samotny, dano mu poczuć coś wspaniałego tylko po to, żeby to zaraz zabrać. Najgorsza samotność nie mierzy się w odległości od innych, najgorsza jest taka, kiedy stoisz obok ukochanej osoby i wiesz, że nie możesz złapać jej za dłoń, przytulić ani pocałować.

-Nie martw się.- Powiedziała pewnego dnia Anna. Spojrzał na nią tylko i spuścił głowę.- Ej, nie odpuściłeś w poszukiwaniach a masz odpuścić teraz! Posłuchaj moja siostra Cię kocha, wiem to! Ale będzie cholernie zła, kiedy odzyska pamięć i zobaczy, że nawet o nią nie walczyłeś. – Anna chyba pierwszy raz była zła, strasznie zła, chłopak zamiast walczyć o swoją ukochaną użala się nad sobą.

-Ale, ona nawet nie chce mnie widzieć.- Szepnął załamany, Elsa jasno dała mu do zrozumienia, że nie ma ochoty na ich spotkania.

-Bo się boi. Szczerze to nie wiem, co było gorsze, jej strach do własnej mocy, czy teraz strach przed uczuciami, to jasne, że nadal cię kocha, tylko nie może sobie ciebie przypomnieć, bo broni się przed tym.- Jack kiwnął lekko głową i powoli wstał, nie chciał martwić innych, więc znikał im z oczu. Nagle usłyszeli głośny pisk Laury. Wbiegła do pokoju krzycząc, „Pamiętam, wszystko pamiętam”. Wpadła do pokoju a przebywający tam zamarli patrząc z niedowierzaniem na dziewczynę, kiedyś brązowe włosy zrobiły się białe a złote oczy niebieskie, wyglądała jak Jack. Dodatkowo włożyła na siebie niebieską pelerynę z kapturem.

-Mówiłam już wszystko Elsie, cieszyła się i chyba w końcu przekonała się do ciebie.- Była radosna i rozkojarzona.

-Ale mów, co się z tobą działo?- Spytał Jack.

-Oh, Okej. Kiedy wpadłeś do tej przerębli, nie poszłam do domu, strach odebrał mi całą wolę, zemdlałam, obudziło mnie jasne światło, nie dałam rady nic zobaczyć, otaczało mnie z każdej strony, by po chwili znów zapadła ciemność. Zostałam obdarzona mocą razem z tobą, to chyba jakiś efekt uboczny tego, że byłam tak blisko, problem polegał na tym, że nic nie pamiętałam. Wtedy znalazł mnie Mrok, o dziwo wtedy jeszcze nie wiedział jak potężna mogę być. Od tamtego czasy byłam poddana jego iluzji, pamiętam, że raz się przebudziłam, wtedy jeszcze wyglądałam tak jak teraz, ale kiedy ponownie zamknęłam oczy miałam, brązowe włosy i to wszystko, ot cała historia.- Zakończyła z uśmiechem.

-Nie denerwuj mnie.- Warknął Jack.- Co się działo jak już Cię porwał?

-Nic takiego, to było normalnie jak sen, miałam moc uczył mnie nad nią panować i koniec, mieszkałam w tej jego iluzji cały czas. – Wzruszyła ramionami i po prostu wyszła. Jack potargał swoje włosy i nie mówiąc ani słowa, udał się do komnaty Elsy.

   Była królowa zastanawiała się jak, od teraz ma się zachowywać, Laura poczuła szczególną siostrzaną więź do Jack’a a ona jakoś nie mogła się do niego przekonać, zamknęła oczy i oparła głowę o zimną szybę okna. Tak bardzo chciała, żeby wszystko było jak dawniej, szkoda tylko, że nie pamiętała tego dawniej. Wtedy coś w niej pękło, zdała sobie sprawę, że tak naprawdę cały czas uciekała, przed prawdą a ona nie jest tchórzem.

-Elso?- Usłyszała nagle głos Jack’a za plecami, chciała coś powiedzieć, ale ją ubiegł.- Nie przerywaj mi, powiem, co mam do powiedzenia, bo jeśli tego nie zrobię to oszaleję. Kochem Cię, tak mocno, że to wydaje się nierealne, wiem, że nie znamy się długo, a tym bardziej ty nie znasz mnie, bo nie pamiętasz, ale proszę Cię daj mi szansę, zrobię wszystko, żeby być blisko ciebie, tylko nie odtrącaj mnie, pozwól mi po prostu przy tobie być, nie chcę niczego w zamian.- Po policzkach dziewczyny leciały łzy, przerażały ją jego uczucia.  Był tak szczery, nie wiedziała, czy potrafi się mu odwdzięczyć, nie wiedziała… nic nie wiedziała.- Proszę pozwól mi po prostu być.- Poddała się kiwnęła lekko głową bez przekonania i odważyła się spojrzeć prosto w jego oczy. Chłopak nie posiadał się ze szczęścia, dosłownie rzucił się na Else, zamykając ją w delikatnym jednak uścisku. Czarnowłosa zamyka oczy, czuje się niezwykle bezpiecznie, przez głowę przechodzi jej myśl, że mogłaby tak zostać na wieki. Po chwili dopiero dociera do niej, co myśli, chrząka znacząco i stara się wyswobodzić z objęć, uczucie bezpieczeństwa nie zniknęło z niej całkowicie.- Twoje włosy…- Słyszy tylko i jej głowę opanowywaną wspomnienia, nie tak jak w przypadku Laury jej wspomnienia niemal wdzierają się do jej głowy, powodując wielki ból. Zaczyna krzyczeć, że chce, żeby to się skończyło, zaciska pięści na włosach, próbując je wyrwać. Jack szybko wzywa pomoc i jedyne, co może zrobić, to trzymać ją mocno, by nie zrobiła sobie krzywdy….


Czyż nie są podobni?