Wszystko
wracało, powoli i boleśnie, Jack nie mógł znieść, widoku cierpiącej ukochanej,
ale nie mógł zostawić jej samej, trzymał ją mocno w swoich ramionach, tylko on
mógł, bo oszalała z bóli Elsa miotała lodem na prawo i lewo. Siedzieli, więc
sami zamknięci w jednym pokoju. Nikt nie mógł się nawet zbliżyć do drzwi, a co
dopiero wejść do środka.
Jack zaczął pogrążać się w rozpaczy, nie
mógł już patrzeć na cierpienia ukochanej. Sam nawet nie poczuł, kiedy po jego
policzkach zaczęły płonąć słone łzy. Po około godzinie, Elsa już nie krzyczała,
ale jej oddech stał się ciężki, a twarz nadal wykrzywiona była w bólu.
-Mogę
wejść?!- Usłyszał naglę, krzyk Anny zza drzwi i jak na zawołanie przez cale
ciało blondynki, przeszedł dreszcz, z jej ciała wyszła fala mrozu.
-Jeszcze
nie.- Starał się, by jego głos nie zabrzmiał zbyt płaczliwie, ale chyba mu się
nie udało. Uniósł trzęsące się ciało, blondynki i ułożył je tak, że opierała
się plecami o jego tors, złapał jej ręce, żeby przypadkiem, nie zrobiła sobie
krzywdy. Chciał coś zrobić, ale mógł jedynie czekać, po chwili spokoju
dziewczyna znów zaczęła krzyczeć, próbowała się wyrwać, ale Jack nie mógł na to
pozwolić.
Po sześciu długich godzinach, w końcu
zapadła cisza, była królowa oddychała spazmatycznie, bojąc się otworzyć oczy.
-Elsa…-
Usłyszała cichy szept koło swojego ucha, uśmiechnęła się lekko, od razu
poznała, do kogo należy.
-Jack.-
Czuła pod plecami jego tors, i każdy oddech na głowie, chciała się odwrócić,
ale ze zdziwieniem spostrzegła, że trzymają ją trzęsące się od wysiłku,
podrapane do krwi ręce.- Ja Ci to zrobiłam?- Wyszeptała zachrypniętym od krzyku
głosem.- Przepraszam.
-Ciiii nic
nie mów, już jest dobrze.- Elsa odwróciła się i nadal będąc w jego ramionach na
oślep podniosła głowę i złączyła ich usta. Nic się dla niej nie liczyło, nic
tylko chłopak, którego właśnie całowała, może postępowała pochopnie, ale chciała,
choć przez chwilkę być zwykłą dziewczyną, bez tej całej mocy i bagażu
emocjonalnego. Oderwała się od niego i mocno w niego wtuliła. Blade blond loki
opadły jej na ramiona a błękitne oczy, wpatrzone były w zszokowane oczy
młodzieńca, po chwili oboje je przymknęli. Dopiero po chwili Elsa zorientowała
się, co tak właściwie robi i oderwała się zarumieniona od białowłosego, on mógł
jedynie delikatnie pogłaskać ją po policzku. Miał nadzieję, że teraz nikt im
nie przerwie.
-Elso ja…-
Chciał jej powiedzieć, to już dawno, był tego pewny, a teraz jak na złość
naszły go jakieś absurdalne wątpliwość. Bał się, ale sam tak naprawdę nie
wiedział, czego. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko i znowu wtuliła się mocno w
pierś chłopaka, potrzebowała teraz czyjejś bliskości. Chłopak westchnął tylko
ni to zawiedziony, ni szczęśliwy. Chciał ponowić próbę, ale usłyszał krzyk
Anny. Wiedział, że nie może trzymać jej tu w nieskończoność.
-Możesz
wejść.- Odkrzyknął i dopiero teraz rozejrzał się po całkowicie zamrożonym
pokoju.- Albo poczekaj.- Chciał wstać i wyjść z Elsą, ale wykończona dziewczyna
zasnęła. Jack tylko się uśmiechnął widząc ją taką spokojną, chciał sprawić,
żeby już nigdy nie musiała się martwić. Wziął ją pewnie na ręce i mimo
szczypania, jakie towarzyszyło jego rękom, wyszedł z nią z pomieszczenia.
-Co z nią?-
Spytała od razu Anna, okazało się, że na korytarzu czekali wszyscy razem.
Zdążyli przyzwyczaić się do Elsy i nie chcieli jej stracić.
-Jest tylko
wykończona.- Powiedział, cieszył się niezmiernie, że dziewczyna odzyskała
wspomnienia.
-Naszykowałam
jej sypialnie w wschodnim skrzydle, oznajmiała Zębuszka, po czym zaczęła po
cichu, wyganiać wszystkich, wiedziała, że niebieskooka musi teraz odpocząć. Położył
ją delikatnie na łóżku a sam udał się do łazienki, aby umyć ręce. Spojrzał na
siebie w lustro i krzyknął zaskoczony, wyglądał jakby nie spał, co najmniej od
kilku dni. Westchnął cicho i obmył twarz zimną wodą, miał nadzieję, że teraz
już wszystko będzie dobrze.
Wrócił do pokoju, gdzie spała Elsa i usiadł
przy jej łóżku z mocnym postanowieniem, że będzie przy niej, kiedy się obudzi. Na
nic się zdały jednak jego postanowienia, po chwili oparł głowę na łokciach i
nim zdążył mrugnąć spał położony w połowie na pościeli.
W gabinecie Mikołaja rozmawiały dwie osoby.
Właściciel owego gabinetu- gruby, dostojny, święty Mikołaj i Zając Wielkanocny.
Białobrody patrzył zamyślony przez okno, nie był do końca pewny czy chce
powiedzieć to, co odkrył niedawno.
-Co cię martwi?-
Spytał Zając. Doskonale wyczuwając podły nastrój swojego przyjaciela. Nie wiedział,
o co mogło chodzić, w końcu przecież wszystko wydawało się w porządku, wszystko
było na swoim miejscy, no może oprócz faktu, że pewnie gdzieś Mrok, czai się by
ponownie zaatakować.
-Ehhh.- Nie
wiedział dokładnie jak ma zacząć.- Nie chcę, aby cokolwiek wyszło z tego
pokoju.
-To
oczywiste inaczej nie chciałbyś, żebyśmy rozmawiali na osobności.- Odparł
zaciekawiony Zając.
-Tak, wiem i
przepraszam, ale wolałem się upewnić.- Mikołaj westchnął, ale nadal nie patrzył
na swojego gościa. Zapadła kilku sekundowa cisza, którą przerwał Zając.
-O co
chodzi?- Był już zaciekawiony, wiedział, że North nie ociągałby się tak, gdyby
nie chodziło o coś naprawdę ważnego.
-Wiesz cieszę
się, że Jack odnalazł siostrę, ale…- Zaczął i nie widział jak ma dalej
przekazać wiadomości, które zdobył grzebiąc w przeszłości.
-Ale…- Gość zaczął
się niecierpliwić.
-Widzisz,
trochę niepokojące jest jej zachowanie nie uważasz?- Spytał.
-Co masz na
myśli?- Zając nic nie rozumiał.
-Widzisz
pojawiła się tu jak gdyby nigdy nic. Z wiarygodną historią, ale mimo to coś mi
w niej nie pasowało.
-Co
takiego?- Strażnik bardzo polubił dziewczynę, była żywiołowa, ale nie w tak
irytujący sposób jak jej starszy brat.
-Zaraz ci to
wyjaśnię.- Odwrócił się w stronę zdziwionego Strażnika Wielkanocy.- Widzisz.
Jestem Świętym Mikołajem, powinienem znać wszystkie dzieci jakiekolwiek, żyją
na tym świecie a jednak nie miałem pojęcia, że siostra Jack’a żyje. - Wzruszył
ramionami i uśmiechną się słabo. Chciał, żeby jego przyjaciel zaczął sam
wyciągać właściwe wnioski.
-Każdy się
może pomylić.- Powiedział pokrzepiająco Zając. Wiedział, że dla Mikołaja
tragedją jest, kiedy zapomni o jakimkolwiek dziecku.
-Oh, Zającu,
gdyby chodziło tylko o to, że nie zauważyłem istnienia Laury…- Westchnął
cierpiętniczo i gwałtownie usiadł za biurkiem, kryjąc na chwilę swoją twarz w
dłoniach. Zając poklepał go pokrzepiająco po ramieniu.
-O co
chodzi?- Spytał łagodnie i sam zajął miejsce przed biurkiem, naprzeciw
białobrodego.
- Gdybym,
nie zauważył jej, pomyślałbym zapewne, że chodziło tylko i wyłącznie o to, że
Mrok ją porwał i ukrył przede mną. Tak, że nie mogłem jej wyczuć.
-Więc, o co
chodzi?- Mikołaj podszedł do jednej z szuflad i zaczął w niej grzebać, po
dłuższej chwili wyjął z niej grubą kopertę, którą podał przyjacielowi.
-Co to?
-Sam
sprawdź.- Oznajmił smutnym głosem Mikołaj. Strażnik powoli ją otworzył i wyjął
z niej plik zdjęć i dokumentów. Pierwsze z nich przedstawiało około
czterdziestoletnią, ładną, drobną kobietę. Ciemne włosy spięte miała w
prowizorycznego koka a z oczu tryskała radość. Na kolejnym zdjęciu, była ta
sama kobieta tylko o wiele młodsza, kolejne wyglądały na starsze,
przedstawiały, same kobiety, lub dziewczynki, aż w końcu dotarł do czarno-białego
portretu małej dziewczynki.
-Kto to?-
Spytał zdezorientowany Zając.
-
Sprawdziłem, trzy razy ta, którą teraz trzymasz to Laura, siostra Jack’a,
kolejne przedstawiają trochę starszą ją i jej dzieci, zanim cokolwiek powiesz,
sprawdzałem, czy nie są fałszywe - Zając usiadł oniemiały.- Skontaktowałem się
nawet z ostatnią, żyjącą jej potomkinią. Według niej jej prababcia zmarła mając
osiemdziesiąt pięć lat.
-Niemów, że
jej prababcią jest…
-Tak.-
Przerwał mu w pół słowa.
-Kim w takim
razie jest „nasza” Laura?
***
Mam nadzieję, że się podobało :)

Laura
