Jeśli akcja dzieję się za szybko powiedzcie. Proszę o komentarze i z góry dziękuję. Zapraszam do czytania.
***
-Uspokój się!- Krzyknęła Anna do miotającego się po pokoju Jack’a- Też chcę ją znaleźć, ale to nie powód, żeby rozwalać wszystko, co napotkasz na swojej drodze. Byli sami w pokoju białowłosego, rozbite obrazy i wazony walały się po całym pomieszczeniu.
-Nie rozumiesz!- Krzyknął zrozpaczony.- Szukamy jej od ponad tygodnia i jeszcze nie natrafiliśmy na żaden jej ślad.- Po policzkach chłopaka zaczęły lecieć słone łzy.- Nie zdążyłem jej powiedzieć.
-Czego nie zdążyłeś jej powiedzieć?- Anna była spokojniejsza, nie dopuszczała nawet do siebie myśli, że Elsa mogłaby zaginąć na zawsze. Chłopak stanął przed nią, a jej ścisnęło się serce.
-Nie powiedziałem jej jak bardzo ją Ko…kocham.- Wyszeptał i rozpłakał się jak pięciolatek. Anna przytuliła go do siebie w momencie, kiedy w drzwiach stanął jej mąż. Na początku zaskoczony spojrzał w oczy ukochanej i w mig pojmując, co się dzieje wycofał się. Co, jak co, ale Anna umiała pocieszyć człowieka.
-Ja też ją kocham. Nie martw się na pewno ją znajdziemy.- Mówiła łagodnie, ale pewnie.- Tylko musimy szukać.
-Ehhhh, masz racje.- Odszedł od niej na dwa kroki.- Musimy szukać.- Wybiegł z pokoju jakby gnany przez stado wilków.
-A ty dokąd!- Krzyknęła, ale Jack tego nie usłyszał. Wybiegł z zamku. „Nie poddam się. Nie mogę” Myślał.
-Obiecałem, że będę przy tobie Elso…- Wyszeptał.
   Elsa i Laura, bawiły się świetnie, robiły zamiecie śnieżne albo lekkie płatki. Nikt ich na razie nie widział a one po prostu robiły to, co chciały. Cały czas jednak szły do przodu, znajdowały się z dala od jakiejkolwiek cywilizacji.
-Czekaj!- Krzyknęła nagle Elsa i cała burza zatrzymała się.
-Co?- Spytała uśmiechnięta od ucha do ucha złotooka.
-A jęli zrobimy tak komuś krzywdę, nigdy się w sumie nad tym nie zastanawiała, ale my jesteśmy odporne na to całe zimno i lód, ale inni nie. Myślę, że nie możemy wywoływać takiej burzy, kiedy już będziemy w mieście.- W sumie to dopiero teraz pomyślała, że mogłaby komukolwiek zrobić krzywdę.
-Nie martw się! Damy radę.- Oznajmiła nadal radośnie młodsza, zaraz jednak jej wyraz twarzy się zmienił.
-Co się stało?- Spytała wystraszona Elsa.
-Nic poważnego!- Zaprzeczyła gwałtownie Laura. Zbyt gwałtownie.- Tylko… Twoje włosy… W sumie to tylko małe pasemko.- Uśmiechnęła się sztucznie.- Prawie nie widać.- Było widać. Wśród czarnych włosów, kryło się pasmo, cienkie to prawda, ale bardzo widoczne, pasmo blond włosów, na tle czerni wyglądały niemal jakby były białe. Elsa wzruszyła jednak tylko ramionami, to prawda przejmowała się, ale na razie nic złego się z nią nie działo, nic a nic.
-Nie martw się, to na pewno nic złego.- Czerwonooka wiedziała ile poświęcenia wymagała od Laury ucieczka od rodziców. Mimo, ze jej młodsza siostra tego nie okazywała to i tak wiedziała, że jest jej z tym ciężko. Elsa miała wyrzuty sumienia, bo ona czuła się dobrze, wręcz wyśmienicie jakby na reszcie była wolna i mogła być naprawdę sobą. Wtedy właśnie nie wiadomo, z jakiej przyczyny w jej głowie odezwał się znowu „ten” męski głos. „Obiecałem, że będę przy tobie, Elso”. Czarnowłosa zachwiała się lekko, prawie nie widocznie, zauważyła to jednak brązowowłosa.
-Co się stało?- Spytała zatroskana, w takich momentach nie przypominała już beztroskiej nastolatki, wyglądała na starszą i bardziej doświadczoną.
-Nic, tylko…-Postanowiła powiedzieć prawdę.- Ostatnio cały czas słyszę głos…
   Jack wiedział, że ona musi gdzieś być niepokoiło go jednak to, że nawet Mikołaj nie umiał jej znaleźć, jakby nie było jej już, ale w to nie mógł uwierzyć. Zacisnął szczękę, musi ją znaleźć. „Obie” Odparł jakiś głosik w jego głowie, mróz powiedział, że ma „obie rzeczy” Jack nie miał pojęcia, o czym on mówi ostatnio nic mu nie zginęło.  Westchnął cierpiętniczo i zaczął myśleć na głos.
-Gdybym był kimś tak podłym jak Mrok, co bym zrobił z porwanymi?- Milczał przez dłuższa chwilę, tkwiąc w zawieszeniu miedzy ziemia a niebem. –No jasne! Koszmary! Sny! Jeśli nikt nie może znaleźć Elsy to znaczy, że jest w świecie snów! -Problem polegał na tym jak znaleźć śpiącego. Piasek, mógł znaleźć kogoś, kto od dawna nie śpi albo ma koszmary. Nie był pewien czy Elsa je ma postanowił jednak spróbować po raz kolejny. Wiedział, że piasek próbował już to zrobić, ale może teraz efekt będzie inny.
  Dziewczyny szły już jakiś czas.
-Myślałam, że następne miasto, albo, chociaż wieś będą bliżej.- Zajęczała Laura.- Jak myślisz daleko jeszcze!
-Daleko…- Usłyszały mroczny głos za sobą, ich „tata” stał na czarnej chmurze i uśmiechał się do nich kpiąco.- Tu nie ma, żadnego miasta, jest tylko nasza czwórka i nic po za tym. Nie uciekniecie.- Dziewczyny opanował niewymowny strach, bała się jak jeszcze nigdy.
   Głęboko pod lodem, w grocie, leżały trzy ciała, czarnowłosej i brązowowłosej dziewczyny oraz starszej kobiety, dwie z nich wiły się w spazmach bólu i co chwilę krzyczały a trzecia zastygła z przerażającym uśmiechem na twarzy. Nad nimi pochylała się czarna postać, wszędzie pełno było czarnego pyłu. Nagle w górze została zrobiona wielka dziura, przez którą wkroczyły trze postacie za nimi wlał się złoty pył i zaczął powoli wypierać czerń.
-Co wy tu robicie zdekoncentrowany Mrok, szybko deportował się z tamtą i w chwili, kiedy to zrobił czerń zniknęła, uniknął walki, bo nie był na nią przygotowany a i „ekipa ratunkowa” składająca się z Piaska, Jack’a i Zająca nie miała ochoty na potyczki interesowały ich tylko dziewczyny. Wszystkie trzy wstały nagle, starsza kobieta przeczuwając, co się święci także zniknęła.
-Co się…- Zaczęła czarnowłosa nadal wystraszona swoim snem.
-El, nic ci nie jest!- Krzyknęła złotooka i przytuliła się do siostry. Trójka patrzyła na dziewczyny zdziwiona, Elsa była zmieniona, ale to na pewno była ona Jack’owi nigdy nie trzepotało tak serce jak w chwilach, gdy jest blisko niej, pozostawała tylko kwestia brązowowłosej, wydała mu się strasznie znajoma.
-Elsa…- Zaczął, ale nie wiedział jak ubrać w słowa to, co czół w tej chwili, nie umiał się wysłowić. Dziewczyna spojrzała na niego słysząc znajomy głos. Wstała na równe nogi i spojrzała na niego oceniająco. Nie wyglądał na prześladowcę, za kogo go uważała.
-Kim jesteście?- Spytała, na razie interesowało ją tylko to czy są bezpieczne.
-Co?! Nie wiesz, kim jestem?- Jego świat kruszył się powoli na małe kawałeczki.- Jestem Jack, Elsa nie pamiętasz mnie?- Spytał roztrzęsionym głosem, znowu chciało mu się płakać.- A ona?- Spytał wskazując na złotooką.- Wiesz, kim ona jest, a nie wiesz, kim my jesteśmy?
-Oczywiście, że wiem, kim jest moja siostra!- Krzyknęła to wszystko ją przerastało. Nad piaskiem pojawił się pytajnik. Zając powiedział.
-Myślałem, że twoją siostrą jest Anna?- Nie znał ich zbyt długo, ale przecież wiedział, że rudowłosa jest siostrą Elsy.
-Kim jest Anna?- Spytała w końcu Laura, nie rozumiała, co się dzieje, bo jeśli jakaś Anna jest siostrą jej siostry to, kim jest ona? Miała już łzy w oczach.
-Spokojnie, to nie jest miejsce ani czas.- Zaczął zając tupiąc nogą w podłoże, od razu pojawiło się przejście. Piasek wskoczył pierwszy.- Nie bójcie się chcemy wam pomóc.- Wiedział, że musi być spokojny, bo gwałtownością nic nie zdziała. Laura nie wiedziała, czemu, ale ufała Zającowi w stu procentach. Uśmiechnęła się lekko do siostry, po czym bez ostrzeżenia skoczyła. Następna miała być Elsa, ale ona była niezbyt przekonana do tego pomysłu, co jednak miała zrobić, poza tym nowo poznani wydawali jej się kimś, kogo szukała, tymi strażnikami, wiedziała jednak tylko jak wygląda Mikołaj, gruby staruszek z brodą. Co miała jednak zrobić skoro jej siostrzyczka już tam wskoczyła, wzruszyła ramionami zachwiała się nad przepaścią i zaczęła spadać.
   Jack był załamany, cały czas zastanawiał się jak ma przekonać Else, że się znają, przecież nie miał żadnej pamiątki, może przyjaciele ją przekonają, ale nadal pozostała sprawa nieznanej a znajomej mu dziewczyny.
  Siostry siedziały przy długim stole, kazali im tu zaczekać, więc czekały, nowo czy nie nowo poznani znajomi, nie byli chyba żadnym zagrożeniem. Nagle drzwi otwarły się z hukiem a na jej szyi uwiesiła się jakaś rudowłosa istota.
-Tak się cieszę, że nic Ci nie jest, no prawie nic, bo wyglądasz nieco inaczej.- Zaczęła świergotać jak katarynka dziewczyna.
-Przepraszam, ale kim jesteś?- Spytała nieco zmieszana, wszyscy tak bardzo cieszyli się na jej widok a ona ich nie pamiętała, było jej źle z tego powodu.
-Jak to?- Spytała rudowłosa momentalnie prostują się i puszczając czerwonooką.
-Nie zdążyłem Ci powiedzieć.- Wtrąci Jack, który przed chwilą wszedł do pomieszczenia.- Ona nas nie pamięta.
-Na pewno pamięta. Prawda Elso, powiedz proszę, że mnie pamiętasz.- Wyszeptała błagalnie patrząc na czarnowłosą, Elsa uśmiechnęła się tylko przepraszająco i pokręciła głową.- Jestem twoją siostrą. Wychowałyśmy się razem, niech ktoś sprawi, że sobie przypomni!- Krzyknęła Anna, ale widząc niezrozumienie na twarzach dziewczyn mogła tylko rozpłakać się i wybiec.
-Ja… nie chciałam, żeby płakała.- Wyszeptała Elsa i popatrzyła z szokiem na Jack’a. Laurze natomiast chciało się płakać, wszyscy mówili, że Elsa nie jest jej siostrą, znali Elsę i martwili się o nią a ona sama była pominięta. Czuła się odtrącona, skoro nowo poznani mówili prawdę to, kim była? To pytanie nie dawało jej spokoju, przecież ktoś musiał ją znać. Westchnęła ciężko i przyjrzała się jeszcze raz przystojnemu białowłosemu chłopakowi, sposób, w jaki patrzył na jej siostrę wzbudzał w niej dziwną niepewność, patrzył tak jakby był jej, jakby mógł zrobić dla niej wszystko, jakby istniała tylko Elsa. Nagle do pomieszczenia wszedł duży groźnie wyglądający mężczyzna z brodą. Spojrzał na Laurę i otworzył szeroko oczy z zaskoczenia. Laura miała wrażenie, że ją zna.
-Jack wyjdź.- Chłopak wykonał polecenie, tylko Mikołaj mógł teraz coś zrobić.
Brodaty facet siadł na krześle blisko dziewczyn i zaczął mówić.
-Wiem, że ta sprawa jest dla was trudna, uwierzcie dla każdego z nas jest, ale nie ma, co was zwodzić i ukrywać prawdę. Znam was obie, jestem Świętym Mikołajem, więc znam wszystkich, problem polega na tym, że ty Lauro od bardzo dawna byłaś uznana za zmarłą.- Mikołaj spojrzał z wyrzutem na księżyc, który schował się właśnie za chmurami.- Twój starszy brat na pewno ucieszy się, kiedy dowie się, że żyjesz.
-Starszy brat?- Spytała nieśmiało.- Tak, masz starszego brata dawno temu, bawiliście się na lodzie, zaczął pękać Jack ciebie uratował, ale siebie nie dał rady. Zmienił się w Mroza a o tobie więcej nie słyszano. Mam nadzieję, że odzyskamy twoje wspomnienia.
-Jack?- Spytała.
-Tak, ale na pytania przyjdzie czas później- Odparł.- Ty Elso zaginęłaś nam nie dawno, na balu, który urządziłem, zmieniłaś się to prawda. Martwi mnie to, że obie jesteście przekonane, że jesteście siostrami, to nie prawda. Anna jest twoją siostrą, Elso, zrzekłaś się dla niej tronu, bo ty się już nie starzejesz. Masz tu pełno przyjaciół, nie wiem, czemu przybyłaś na północ, szczerze to długo się nie znamy, wiem jednak, że oprócz siostry jest u nasz jeszcze twoja kuzynka. Mam nadzieję, że szybko znajdziemy rozwiązanie tej sprawy.
-Czy możemy zobaczyć się z rodziną- Spytała Elsa, cały czas trzymając Laurę za rękę chciała jej pokazać, że mimo wszystko zawsze będzie traktowała ją jak siostrę.
-Jack jeszcze nie wie, że żyjesz, to wrażliwy chłopak, proszę bądźcie ostrożne.- Wyszedł a do pomieszczenia wpadły trzy osoby. Jack od razu podbiegł do Elsy jakby miał nadzieję, że już go pamięta, zatrzymały go niepewne słowa.
-Eeee. Część braciszku?- Spojrzał na Laurę z niedowierzaniem, rysy twarzy lekko się zmieniły, wydoroślały, ale nadal były podobne do tej dziewczynki jaką pamiętał, proste brązowe włosy też pasowały, tylko te oczy, ale to tłumaczyło to, że wydała mu się znajoma. Złapał ją w niedźwiedzi uścisk. Mikołaj poznał ją pierwszy, nie mógł sobie tego wybaczyć.
-Jak mogłem nie zauważyć.- Wyszeptał. Elsa natomiast podeszłą niepewnie do brązowowłosej i rudowłosej, nie wiedziała jak ma się zachować, dziewczyny jednak zdecydowały za nią tuląc ją do siebie.Wiedziały, że w końcu wszystko wróci do normy. Musi.



Udało mi się, wyrobiłam się w terminie. Miłego czytania.:) 

W małym domku na obrzeżu lasu, żyła z pozoru szczęśliwa rodzina, przynajmniej dwie córki małżeństwa tam mieszkającego tak uważały. Był zwykły sobotni poranek, o tej godzinie zazwyczaj w domu wszyscy spali, starsza z córek jednak nie mogła usnąć, coś nie dawało jej spokoju, a kiedy tylko zamykała oczy, słyszała ciepły chłopięcy głos. „Cały czas będę przy tobie” Ciągle powtarzał głos a dziewczyna wpadała w wściekłość, bo nie mogła sobie przypomnieć, do kogo uf głos należy. Wstała z miękkiego jednoosobowego łóżka i otworzyła czerwone okiennice wpuszczając do pokoju chłodne poranne powietrze wraz z promieniami porannego słońce. Westchnęła uradowana i zatrzymała się gwałtownie słysząc stłumione głosy z sąsiedniego pokoju. Nigdy nie podsłuchiwała rodziców, ale ze względu na poranną porę to musiało być coś naprawdę poważnego. Włożyła na nogi puchate pantofle i najciszej jak umiała podkradła się do drzwi rodziców.
-Jesteś pewny, że się nie domyślą?- Usłyszała głos mamy, od razu pomyślała, że rodzice szykują jej i siostrze jakąś niespodziankę.
-Są takie głupiutkie po wyczyszczeniu no wiesz.-Mężczyzna ściszył głos, tak, że czarnowłosa musiała przytknąć ucho do drzwi, nie usłyszała jednak całego zdania.- Nowe wspomnienia są idealne, a ty w końcu zemścisz się na tej dziewczynie, która od ciebie uciekła.
-Wszyscy Strażnicy jej szukają. Nawet ten siwobrody dureń opuścił swoją przystań.- To nie podobało się czerwonookiej, o czym oni doi Diabła rozmawiali? W słowach jej matki wyczuła strach.
-Dlatego wszystkich ich zwabimy do jednego miejsca.
-Co potem?
-Zabijemy.- Odparł mściwym głosem, którego dziewczyna się wystraszyła.- Wszystkich, te dwie smarkule też, cóż na razie sią przydatne.- Elsa zatkała usta, żeby nie krzyknąć. Szybko schowała się do pokoju. O co w tym wszystkim chodzi? Zadawała sobie pytania, nie wierzyła, że to, co usłyszała jest prawdą. Chodziła w kółko po pokoju. Była przerażona. Co ona ma teraz zrobić? Co ma zrobić z Laurą!
W panice zaczęła się pakować, to, co usłyszała na pewno było prawdą, ale z drugiej strony, to byli jej rodzice, znała ich przecież od urodzenia. Znała?
 Pamięta swoje ósme urodziny, to wtedy się tu przeprowadzili. Tata dał jej wtedy… Tort smakował…
-Jak smakował ten głupi tort!- Nie pamiętała.
-Następne urodziny NIC!- Próbowała sobie przypomnieć inne uroczystości, urodziny siostry. Była przekonana, że je pamięta, nie było, więc sensu, żeby je wspominała. Schowała spakowaną walizkę pod łóżko w momencie, kiedy podniosłą się wbiegła jej siostra.
-Wstaw… Wstałaś już?- Zdziwiła się brązowowłosa.-  Zazwyczaj długo śpisz.
-Ufasz mi?- Spytała Elsa.- Ale tak naprawdę?- Laura kiwnęła głową i usiadła koło siostry na łóżku.
-O co chodzi?- Spytała zaciekawiona.
-Słyszałam dzisiaj jak nasi rodzice rozmawiali.- Zaczęła jednocześnie cały czas się zastanawiając, czy jest sen mówić o tym siostrze, nie usłyszała przecież całej rozmowy.
-Co z tego, przecież często rozmawiają.- Odparła po chwilowym zastanowieniu Laura.
-Właśnie, często rozmawiają a wiesz, o czym?- Spytała, ale młodsza pokręciła tylko przecząco głową.
-Nie mam pojęcia.
-Ja dzisiaj podsłuchałam ich rozmowę i za nim cokolwiek powiesz do tej pory nie miałam pojęcia, czemu to zrobiłam, usłyszałam jak mówią o jakiś strażnikach, których chcą zabić. Mówili chyba o na s, że jesteśmy głupi i mamy nowe wspomnienia, nic z tego nie rozumiałam. Mówili też, że chcą zabić tych strażników i nas też.- Elsa westchnęła sfrustrowana brzmiała jak wariatka.
-O czym ty mówisz?- Spytała jej siostra myśląc, że to żart.
-Sama pomyśl, wiesz, że obchodziłyśmy nasze urodziny zawsze w rodzinnym gronie a pamiętasz jakieś szczegóły, bo ja nie. Jak się tak zastanowić to wiem, że to się zdarzyło, ale nic nie pamiętam, nie mogę sobie nawet przypomnieć moich poprzednich urodzin.- Laura na początku patrzyła sceptycznie, ale później jej oczy zaczęły wyrażać coraz to większy szok.
-To niemożliwe.- Wyszeptała Laura.- W ostatnie urodziny dostałam… Przeprowadziliśmy się tu… Nie pamiętam.
-Właśnie, to nie nasze wspomnienia, wszczepili je nam.
-Boże, masz racje…- Nastąpiła chwila myślenia.- Co teraz zrobimy? Uciekniemy? Nie wieże do końca w to, co mówisz, ale, co jest przerażające, ma to sens.
-Nie najpierw musimy mieć pewność, że mam rację, nie możemy się zdradzić, wiem, że będzie ciężko, ale pomyśl, jaki błąd popełniłybyśmy, gdyby jednak okazało się, że mam jakieś urojenia.- Laura pokiwała lekko głową.- Myślę, że najpierw powinnyśmy się dowiedzieć, kim są owi strażnicy.- Nie było czasu na tracenie zimnej krwi, jeśli ich „rodzice” byli, źli to chcieli kogoś zabić a ona nie mogła do tego dopuścić.
-Rodziców przecież o to nie spytamy.- Zauważyła rezolutnie młodsza.
-Tak, pomyślmy, jakich znamy strażników, możemy od razu wykluczyć, mówili o kimś siwobrodym. Kto jest siwobrody i jest strażnikiem, musimy go znać skoro szuka Ciebie albo Mnie.
-Mikołaj!- Wykrzyknęła nagle brązowowłosa.
-Nie bądź śmieszna.-Parsknęła Elsa.
-No, ale pomyśl to ma sens, jest Strażnikiem Świąt, a jestem pewna, że żaden inny staruszek nie byłby dopuszczony do strzeżenia czegokolwiek.- Poparła swoją tezę Laura.
-No dobrze, to może być nasz punkt wyjściowy. Reszty postaramy się znaleźć w bibliotece, w miasteczku nieopodal.
   Śniadanie minęło Elsie w dziwnej atmosferze, jedli wszyscy razem. Było tak normalnie, aż zapragnęła uwierzyć, że ranek był tylko snem.
-Możemy iść dzisiaj do miasta?- Spytała uśmiechnięta Laura, z nich dwóch to ona była tą weselszą i bardziej otwartą.
-Tak.- Odparła roztargniona „mama” a spojrzenia skierowały się na nią.- A po co?
-Skończyły się już nam książki, nie martw się mamo wrócimy przed południem, chciałyśmy też pooglądać sklepy, przydałaby mi się nowa sukienka.
-Laura!- Syknęła cała podenerwowana Elsa.
-O tak, Elsie też.- Dodała z uśmiechem i w tym momencie Elsie wydawało się, że wszystko jest dobrze, gdyby tylko rodzice nie posłali sobie, aż tak znaczącego spojrzenia.
   W bibliotece spędziły już półtorej godziny i nie znalazły nic godnego uwagi. Laura miała już dość siedzenia w miejscu i przeglądania kolejnych książek.
-Może trzeba o północy wyjść na dwór i przy pełni krzyknąć „Strażnicy przybywajcie”!- Wyszeptała w końcu brązowowłosa, nie mogąc znieść ciszy.
-Nie wymyślaj i patrz chyba coś znalazłam.- Odparła Elsa, w rękach trzymała książkę dla dzieci.
-Czytaj!- Prawie krzyknęła Laura. Elsa zaczęła czytać streszczenie z tyłu książki.
-„Mrok – zły duch z krainy baśni – zamierza zawładnąć całym światem. Powstrzymać go mogą tylko Strażnicy: Święty Mikołaj (zwany Northem), Piaskowy Ludek, Zębowa Wróżka oraz Królik Wielkanocny. Ci obrońcy beztroskiego dzieciństwa łączą siły, by ocalić szczęście ludzi. Chcą, by wspomógł ich też Jack Mróz, psotny zimowy chochlik. Ale Jack jest rozżalony i zły: ludzie w niego nie wierzą, a inne bajkowe postaci – lekceważą. Świętemu Mikołajowi nie będzie, więc łatwo przekonać go do współpracy. A czas nagli, bo Mrok już zaatakował – ukradł szczęśliwe wspomnienia śpiących dzieci...”*
-Ale zdajesz sobie sprawę, że to książka dla dzieci.- Wyszeptała młodsza z sióstr.
-Nic więcej nie mamy, ale spójrz na nas.- Pochyliła się bliżej siostry.- Rozumiesz, władamy lodem nie uważasz, że to dziwne, nasi chyba rodzice nie mają mocy.
-Niby tak, ale to szalone nawet jak na mnie.- Odparła złotooka.- Wiec musimy ich znaleźć.- Stwierdziła po chwili.
-Co?- Krzyknęła Elsa, ale jej siostra już kierowała się do wyjścia. Czarnowłosa przezornie wzięła książkę ze sobą i dogoniła Laurę.- Co masz na myśli mówiąc, że MUSIMY ich znaleźć i jak właściwie chcesz to zrobić.
-Nie mam pojęcia, ale jestem pewna, ze coś wymyślisz.- Odparła złotooka.
-Więc decyzja już zapadała. Dobrze, co ja tam mogę wiedzieć o tym, że to jest niebezpieczne.
-Sama mówiłaś, że panujemy nad lodem, co nam się może stać?- Elsa widziała, że nie ma szans, kiedy Laura coś postanowi dokona tego.
-Dobra, już nawet mam pomysł.- Elsa miała naprawdę szatański uśmieszek, a widoku dopełniały jej czerwone oczy.
-Mów.- Ucieszyła się Laura, oglądając jednocześnie wystawy.
-Chcą znaleźć którąś z nas. Prawdopodobnie.- Powiedziała.
-Tak?- Odparła złotooka oglądając śliczną sukienkę w kolorze pudrowego różu stojącą na wystawie.
-Nie ukrywajmy się, więc, bądźmy sobą, ale dopiero jak już znikniemy z tego miasteczka.
-Wiesz, co siostrzyczko? Coraz jesteś coraz bardziej odważna albo szalona. Nie obchodzie mnie które z dwóch, bo podoba mi się to.

__________________________________________________________________________________
 Proszę o komentarze. :P
*Cytat z Wikipedii  



Suknia leżała na niej tak, jakby to na nią była szyta. Wyglądała wspaniale. Kiedy usiadła przed małą toaletką, Anna od razu zaczęła zaplatać włosy siostrze, blondynka złapała ją szybko za rękę.
-Chce rozpuszczone.- Wyszeptała lekko zarumieniona. Pozostał dwójka zaśmiała się tylko lekko, wszyscy wiedzieli, dla kogo to robi. Elsa nie pozwoliła, jednak, dłużej drążyć tego tematu i gestem dłoni pośpieszyła Annę. Rudowłosa nie wyobrażała sobie siostry w prostych włosach, powinna mieć je lekko pofalowane, efekt był oszałamiający, delikatne fale pięknie kładły się na ramionach wyglądając niezwykle naturalnie. Wpięła w jej włosy delikatne spinki w kształcie śnieżynek a na szyje założyła rozbudowaną, ale delikatną kolię.
-Jeszcze tylko…- Założyła na głowę blondynki, delikatną srebrną tiarę.
-Anno…- Sapnęła Elsa nie była już królową.
-Wiem, wiem, ale nadal pochodzisz z rodziny królewskiej.- Elsa tylko westchnęła i zaczęła czesać siostrę. Anna postanowiła, nie spinać ich tak jak siostra, ona pokręciła je tylko lekko na końcówkach, chcąc nadać im ładny kształt. Ubrała delikatną kremową sukienkę, była niezwykle prosta, do tego zarzuciła na ramiona delikatny płaszcz w kolorze pudrowego różu, zrezygnowała z dodatków. Zębuszka, jak nazywały zębową wróżkę nie miała zbyt dużego wyboru, pozwoliła się jednak pomalować dziewczynom.
   Tuż przed wyjściem siostry i nowej znajomej denerwowała się jeszcze, ale kiedy tylko zniknęły za drzwiami opanowała ją niezwykła ulga, aż sama się zdziwiła. Zaraz jednak przypomniała sobie, że to nawet dobrze, nikt nie wie jakby zareagowała gdyby opanowały ją zbyt sprzeczne emocje. Czekała jednak, jeszcze na jedną bardzo ważną rzecz, nie wyobrażała sobie nawet, że mogłaby pójść gdziekolwiek bez rękawiczek, te stare jednak, ni jak nie pasowały do jej kreacji, zamówiła, więc kolejne u znajomego rodziny. Była czarodziejem i jak nikt umiał robić artefakty, zatrzymujące magie. Paczka miała przyjść dzisiaj o osiemnastej, nie było jeszcze tej godziny, ale Elsa i tak czekała.
   Równo z wybiciem szóstej do okna jej sypialni podleciała, biała sowa śnieżna i zostawiła na parapecie lekką paczkę, Elsa, czym prędzej wyjęła z niej białe krótkie rękawiczki i założyła na dłonie, chwilę potem usłyszała pukanie do drzwi, jej serce zatrzepotało.
   Jack bardzo się denerwował, co prawda znał wszystkie tańce, nie urodził się przecież wczoraj, ale nie był pewny, co do tego jak ma się zachować. Chciał wyglądać formalnie, ale jednak nie zatracić swojej naturalności, dlatego ubrał, granatowe, wygodne spodnie i koszule pod kolor sukienki Elsy, wyglądał jak nie on, miał nadzieję, jednak, że spodoba się dziewczynie z bijącym sercem zapukał do drzwi jej pokoju i zaniemówił. Była taka piękna, na jej policzkach, wykwitł lekki rumieniec zawstydzenie i wtedy spojrzał na jej dłonie.
-To nie będzie konieczne. – Złapał za jej dłonie i zaczął powoli ściągać rękawiczki.
-Są do ozdoby.- Chciała się jakoś wywinąć nie taki był plan.
-Spokojnie, cały czas będę przy tobie.- Wyszeptał, miał nadzieję, że dziewczyna mu ufa. Elsa przez moment patrzyła mu prosto w oczy, chcąc wygrać bitwę na spojrzenia, ale im bardziej się starała wyglądać stanowczo tym bardziej czuła, że rozpływa się w jego spojrzeniu. Kiwnęła, więc tylko głową i pozwoliła zdjąć z siebie to zabezpieczenie. Jack pod wpływem chwili pocałował jedną jej dłoń i uśmiechnął się do niej zawadiacko.- Idziemy zawojować świat!- Krzyknął, na co dziewczyna zaśmiała się lekko, jego głos ją odprężał. 
   Weszli chyba, jako ostatni, z przyjemnością powitała kilka swoich kuzynek i kuzynów, najbardziej jednak cieszyła się z krótkiej fryzury jej ulubionej kuzynki.
-Roszpunka!- Rzuciła się na nią i przytuliła do swojej piersi, nie zawracając sobie głowy tym, że dziewczyna stała w grupce osób.
-Elsa!- Odwróciła się i przytuliła kuzynkę. Roszpunka była zaskoczona zachowaniem Elsy, podczas ostatniego balu nie była taka otwarta.
-Zostaw moją, żonę, bo zacznę być zazdrosny.- Powiedział udawanym poważnym głosem Julian. Elsa dopiero teraz zauważyła lekko zaokrąglony brzuch swojej kuzynki.
-Mały król?- Spytała, Roszpunka powiedziała „Tak” a Julek „Królowa”
-Nie będziemy się o to teraz spierać.- Zaśmiała się brązowowłosa.
- Wybaczcie, to Jack. Jack to Roszpunka, moja kuzynka i jej mąż Julian, reszty niestety nie znam.- Zaśmiała się zakłopotana.
-To Merida, Czkawka i Astrid.- Trójka nowo-poznanych uśmiechnęła się szeroko. Pierwsza miała nieokrzesane rude włosy i najbardziej niebieskie oczy, jakie widziała. Czkawka, był raczej, wątły i nie w jej typie, ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że blond-włosa Astrid ciągle na niego zerka.
- Wiesz, kto tu jeszcze jest?- Spytała z ciekawością blondynka i ścisnęła rękę Jack’a.
-O Tiana i Naveen, są świetną parą a ich córeczka jest po prostu urocza. Śnieżka też się tu gdzieś kręci. Widziałam też kilku czarodziei, Eragona, a propos Eragona on i Czkawka naprawdę powinni się poznać oboje jeżdżą na smokach. Mignęła mi tu też ta blond-włosa, wiesz, tak, która była tak wykorzystywana przez e dwie przyrodnie siostry, ale ich na szczęście nie ma. Mavis i Jonathan też się gdzieś tu kręcą, ale wiesz jest jeszcze słońce, więc pewnie wyjdą po zmroku. Ta to chyba wszyscy, są też zwykli ludzie a i nawet podobna pół boogie...- Mąż Roszpunki zatkał jej usta.
-Zrobiła się strasznie rozmowna, od kiedy jest w ciąży.- Uśmiechnął się przepraszająco, jego żona naprawdę ubiła podziwiać świat.
   Porozmawiali jeszcze chwilę, muzyka zrobiła się idealna do tańca Jack, postanowił, więc zaprosić Else. Tańczyli wspaniale, nawet ślepiec widział jak między nimi iskrzy. Dla nich jednak nie istniała cała reszta, liczył się tylko partner w tańcu. Elsa zapomniała o swoich problemach i dała się ponieść, chwilę później zobaczyła jak ręka białowłosego pokrywa się lekkim szronem, on chyba nic nie zauważył, nie chciała go martwić, utwór właśnie się kończył, więc przeprosiła go na chwilę i udała się na balkon.
-Dlaczego ja muszę taka byś?- Spytała gwiazdy. Słone łzy spłynęły po jej policzku, już prawie zapomniała, jakim jest potworem. Zamknęła oczy, tak bardzo się bała.
-Nie bój się.- Usłyszała słowa za sobą, odwróciła się szybko za nią stał wysoki, szczupły mężczyzna w czarnej szacie.- Jeśli zechcesz nie będziesz się musiała już nigdy bać. –Jego złote oczy patrzyły na nią z ekscytacją i pewnym wyczekiwaniem.- Wystarczy, że zechcesz. – Wyciągnął do niej dłoń.
-Nie rozumiem, kim pan jest?- Spytała z lękiem, mężczyzna ją przerażał.
-To teraz nie ważne, powinno Cię interesować to, że mogę Ci pomóc pogodzić się ze swoją mocą, nie będziesz się przez nią, źle czuła.- Mówił spokojnie i powoli zaczęła mu ufać, był przekonujący.
-Co mam zrobić.- Szepnęła zrozpaczona, Jack’a nie może skrzywdzić a co jeśli skrzywdzi kogoś innego, zamknęła powoli oczy. Ostatnie, co zapamiętała to ostry ból w głowie i ciemność.
   Elsa zniknęła z zamku Jack był zrozpaczony, bla został przerwany i wszyscy zaczęli szukać białowłosej, bez skutku. Czarodzieje wyczuli jednak duże ilości czarnej magii w powietrzu. Biało włosy znalazł koło swojej laski, liścik „Zabrałem obie rzeczy, które najbardziej kochasz”
-Obie? Gdzie ona może być?- Spytał Jack, nic innego nie przychodziło mu do głowy. Odleciał na indywidualne poszukiwania, powiadomił jednak najpierw resztę o wiadomości.
   Elsa powoli otwarła swoje oczy, czuła się niezwykle wypoczęta. Nagle ktoś na nią wskoczył śmiejąc się z radością.
-Wstawaj siostrzyczko!- Krzyknął ów ktoś i próbował zerwać z Elsy przykrycie.
-Laura! Przestań- Krzyknęła i rzuciła poduszką w młodszą o parę lat od niej brązowowłosą dziewczynę.
-Tata powiedział, że mamy wstać i zjeść śniadanie, bo później mamy spotkanie.-Elsa westchnęła i niechętnie wstała. Laura, miała ciepłe brązowe oczy i brązowe włosy, miała na sobie ciemną, bluzę i spudniczkę, we włosy wpiętą miała czerwoną kokardkę, a na ramiona zarzucony czerwony szal i czerwone podkolanówki, koło jej nóg plątał się czarny kociak.
. Zaspana Elsa podeszła do lustra i zaczesała czarne włosy w warkocz. Ubrała obcisłą czarną, błyszczącą sukienkę i spojrzała w swoje czerwone oczy, wypełnione mocą, po czym ześlizgnęła się po lodowej zjeżdżalni, którą stworzyła, na dół za nią Laura roztopiła ją i odparowała wodę.
-Cześ tato!- Krzyknęły jednocześnie do wysokiego, szczupłego mężczyzny ubranego w czarną szatę, jego złote oczy świeciły radością na ich widok.
-Co chcecie na śniadanie.- Zapytał z niezwykłą radoscią.
-Jajecznicę.-Odparły jednogłośnie.- A gdzie mama?
-Tu jestem, do pomieszczenia weszła czerwonooka, czarnowłosa kobieta, niezwykłej urody, miała bladą skórę a jej  włosy były kręcone i kręcone. Czerwona suknia ładnie na niej wyglądała, mimo wszystko Elsa zawsze czuła respekt do rodziców- Pójdziemy później na spacer?

Mam nadzieję, że nie zaszalałam za bardzo:p
ANNA

ELSA I JACK

"nowa"ELSA i LAURA

Rodzice