Nowy rozdział dodam jak najszybciej, mam poważne problemy z internetem i czasem go po prostu nie mam, ale nie martwcie się daleka jestem od porzucenia tego bloga. Dziękuję za wszystkie komentarze, postaram się wejść na wszystkie blogi, których adresy przysłaliście, jednak, może to mi zająć trochę czasu:) Zapraszam na mojego aska


 Przepraszam, za nieobecność i zapraszam do czytania :)
***  
   Teraz, kiedy pod osłoną nocy wymykała się z zamku, alby uniknąć niebezpiecznych pytań, zaczęła mieć wątpliwości. Kiedy mijała bramę odwróciła się jeszcze, by zobaczyć zapłakaną, ale uśmiechniętą twarz siostry w oknie jej sypialni. Widząc swój dom w całej okazałości, zaczęła się zastanawiać czy robi słusznie, kiedy miała już zawrócić obok Anny stanął Kristoff, byli tacy szczęśliwi, miłość między tym dwojgiem wyczułby nawet ślepiec i mimo, że Elsa wiedziała, że Anna darzy ją równie głębokim uczuciem, co swojego męża, sama chciała też się zakochać. Chciała być traktowania normalnie, jak można było zaobserwować ludzie wokół niej zachowywali pewien dystans, mimo, iż na pewno szanowali ją, jako królową nie mogła się oprzeć wrażeniu, że gdzieś w głębi czuje, że się jej boją, to było przygnębiające, ale jednak prawdziwe. Pomachała im jeszcze na pożegnanie i ruszyła przed siebie.
   Zatrzymała się nad jeziorem i popatrzyła na wysokie żagle wielkich łodzi, podróż, w którą wyrusza może nie skończyć się dla niej szczęśliwie, czy warto zostawiać szczęśliwy dom, w pogoni za czymś, co może okazać się złudne, albo w ogóle nie istnieć? Marzyła o wydostaniu się z zamku prawie od zawsze, a teraz, kiedy w końcu ma ku temu okazje nadeszły ją wątpliwości. Nie, nie wątpliwości a czysty strach, strach przed nieznanym. Poczuła nieprzyjemny uścisk w brzuchu a pod stopami ślizgi lód.
-O nie, tylko nie to.- Jęknęła i by zapobiec całkowitemu oblodzeniu przystani, zaczęła dość szybkim krokiem kierować się w stronę gór, tam i tak cały czas pada śnieg.
Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że zostawia za sobą cienkie ślady z lodu, miała nadzieję, że poranne gorące słońce je roztopi. Kiedy dotarła do podnóża góry ze zdziwieniem zorientowała się, że jej lodowy pałac jeszcze stoi, uśmiechnęła się lekko na wspomnienie tego jak chciała odciąć się od ludzi i tu mieszkać, ale była głupia.
-To gdzie teraz idziemy?-  Niespodziewane pytanie zadane znajomym głosem gdzieś z dołu, zaskoczyło ją na tyle mocno, że podskoczyła i uderzyła w przestrzeń dość dużym kawałkiem zlepionego śniegu.-Łaaaaaa to było piękne.
-Olaf?!- Krzyknęła zdziwiona patrząc na małego bałwana z chmurką sypiącą śniegiem nad głową.
-Tak, a co?
-Wyszedłeś z zamku?!- Była wstrząśnięta.
-Tak, a co?
-I poszedłeś za mną?!- Nie miała pojęcia jak zareagować.
-Tak, a co?- Nie wiedziała, co ma powiedzieć.
-Ale Olaf, ty musisz wrócić do zamku do Anny!- Krzyknęła sfrustrowana.
-Co?! Ale Anna powiedziała, że mam Cię pilnować.- Uśmiechnął się lekko.- To gdzie idziemy?- Elsa pokręciła niedowierzająco głową.
-Musimy znaleźć sobie jakieś transport na biegun północny. – Nie wiedziała, co ma robić, z jednej strony cieszyła się, że będzie miała towarzysza z drugiej jednak, nie wiedziała jak poradzi sobie z zapewnieniem bezpieczeństwa i jemu, i sobie. Westchnęła cicho chcąc opanować swoje uczucia, już nie może się wycofać. Umiała stworzyć lodowy pałac to i znajdzie sposób na dotarcie na biegun. Gdy tylko o tym pomyślała pod jej stopami utworzyła się śnieżka, na tyle duża, że bez trudu pomieściła i ją i bałwana. Wznieśli się w powietrze, okazało się to łatwiejsze niż sądziła, mogła manewrować swoim prowizorycznym pojazdem, dzięki swojemu ciału, coś takiego jak jazda na sankach tylko, że w powietrzu. Ruszyła przed siebie, szybko jednak okazało się, że poruszanie się w ten sposób naraża ją na niewyobrażalne wręcz zimno. Wyjęła ze swojej niewielkiej torby gruby biały płaszcz z kapturem, miała go nie brać, całe szczęście, że jednak posiada pewną dozę rozsądku. Ruszyła na przód chcąc jak najszybciej znaleźć się u celu swojej podróży. Jechała kilka godzin, bądź minut, pędząc w śnieżnej zamieci trudno było zorientować się ile leci.
   Nie wzięła jednak nic do jedzenia, więc już po chwili poczuła ostre ssanie w żołądku, była głodna.
   Zleciała w dół nieopodal małego miasteczka, wydawało się obiecujące a w sakiewce miała trochę złota. Nie przewidziała, że gdy tylko stanie na nogach zamiast zdziwionych spojrzeń powita ją… obojętność. Weszła między ludzi, próbowała ich zatrzymać, ale… nikt jej nie słyszał, tak… tak jakby w ogóle nie istniała. Chciała schwytać staruszkę za ramię, ale przeleciała przez nią niczym duch. Znalazła się w mieście duchów, a przynajmniej wtedy rak myślała. Widziała małe dzieci, które nie zwracały na nią uwagi i przelatywały przez nią jakby jej w ogóle nie było.  Załamała się a płatki śniegu zaczęły coraz szybciej wirować wokół niej, ludzie zaczęli uciekać a ona staczała się w czarną dziurę rozpaczy. Wtedy właśnie ktoś złapał ją od tyłu, uderzyła plecami o ciepły tors.
-Spokojnie.- Usłyszała ciepły i radosny głos za swoimi plecami.- Zaraz zmieciesz to miasteczko z powierzchni ziemi.- Sprzeciwiała się na początku, ale później dotarło do niej, że on ja widzi i nie jest duchem. Wzięła głęboki wdech i dopiero wtedy poczuła, że coś jest przyczepione do jej łydki, spojrzała tam automatycznie i zobaczyła uśmiechniętego Olafa. Śnieg opadł, wiatr ustał, ale osobnik nadal jej nie puszczał. Chrząknęła znacząco i dopiero wtedy silne ramiona ją puściły. Odwróciła się i cały świat się zatrzymał, ograniczył do tych błyszczących srebrnych oczu.
 Zapraszam do przeczytania Prologu, kolejne notatki będą dłuższe, piszcie czy się wam podoba.
***
-Moje życie w Arendelle nie było takie różowe jak mogłoby się wydawać, mimo, że nie musiałam już ukrywać swojej mocy i ludzie nie bali się mnie, to z każdym nowym dniem zaczynało mi czegoś brakować.- Na balkonie stała młoda piękna, blondwłosa kobieta a jej niebieskie oczy śledziły tłum zebrany pod pałacem, ludzie z zainteresowaniem czekali na to, co ma do powiedzenia, gdyż nie często przemawiała w taki właśnie sposób.- Wstawałam punktualnie o siódmej, obowiązki królowej wymagają poświęceń, więc już po godzinie swobody musiałam zająć się moim małym królestwem. Nie byłam szczęśliwa.- Zrobiła chwilową pauzę, aby tłum mógł się uspokoić.- Ale nieszczęśliwa, też nie, bo pomimo pewnej swobody dzięki ujawnieniu mojego daru to nadal nie mogłam używać go podczas pertraktacji z innymi krainami, na moje nieszczęście jednak moje życie polegało prawie głównie na takich pertraktacjach.- Westchnęła ciężko, jakby mówienie przychodziło jej z trudem, zamknęła na chwilę oczy i znów rozpoczęła swój monolog.-  Szybko okazało się, że nie mam do tego takiego talentu jak myślałam, ciągle musiałam się pilnować, więc byłam skłonna do oschłości i braku uległości, co zniweczyło wiele okazji i starań, które włożyłam nie tylko ja, ale całe państwo.- Uśmiech, jaki posłała swojemu ludowi był szczery i pełen sentymentu, uważny obserwator mógł jednak dostrzec w nim też smutek. -Często, więc pomagała mi Anna, bo, mimo, że nie miała głowy do papierkowej roboty to szybko okazało się, że jest lepszym negocjatorem niż ja.- Spojrzała na swoją młodszą siostrę z rozczuleniem, żadna z nich nie była już małą dziewczynką, wiedziały, że życie nie jest sprawiedliwe.- Niestety, często ludzie chcieli rozmawiać z królową i tylko z nią. To z jednej strony pokazywało jak wielkie ludzie mają do mnie zaufanie, za co dziękuję, ale z drugiej strony zniweczyło wiele potencjalnie korzystnych transakcji.- Zrobiła pauzę i wzięła kilka wdechów, teraz dopiero pokazała jak bardzo się denerwuje, widniejący dotychczas uśmiech na twarzy Anny zbladł.- Z tej właśnie przyczyny…- Zaczęła bardzo oficjalnym tonem.
-Co planuje…- Zdążyła wyszeptać Anna zanim z ust władczyni nie padły szokujące słowa.
-Zrzekam się tronu i wszystkich przywilejów, które otrzymywałam z tego tytułu i przekazuję całkowitą władzę Annie jestem pewna, że będzie wspaniałą i dobrą królową.- Powiedziała to szybko i wbiegła z powrotem do zamku, pozostawiając zdziwionych poddanych z mnóstwem pytań bez odpowiedzi. Dłonie odziane w błękitne rękawiczki zacisnęła w pięści, wiedziała, że podjęła słuszną decyzję, tylko czy teraz będzie szczęśliwa.
-Co to miało być?!- Krzyknęła księżniczka podbiegając do siostry.
-Tak będzie lepiej.- Odparła spokojnie.
-Co Ci znowu uderzyło do głowy! Nikogo nie skrzyw…
-Nie o to chodzi.- Przerwała wiedząc, co chce zasugerować jej siostra.
-Więc, o co?- Spytała już ciszej.
-Przez całe życie uczono mnie, uczona nas jak być dobrymi władczyniami, nie szczędzono nam przy tym jednak wolności. To były dobre czasy, ale teraz każda z nas dorosła, ty odnalazłaś drogę, masz dom..,
-Ty też masz.- Przerwała jej Anna.
-Oh, Anno nie chodzi mi o budynek, masz swoje miejsce, masz osobę, z którą łączy cię niezwykła więź i wiem, że to wspaniale, ale ja, ja też chcę znaleźć swoją więź. Chcę poznać tego jedynego, królestwo potrzebuje króla.
-Nie możesz go szukać jednocześnie będąc królową.
-Nie.- Odparła pewna siebie i nagle tak jakby wolna.- Nie chce by związał się z królestwem, chcę by pokochał Mnie. By był taki jak ja.
-Elsa, ja…- Anna westchnęła.- Nie wiem… Nie wiem czy jest ktoś taki jak ty.
-Chcę w to wierzyć, wierzę, że jest ktoś obdarzony taką mocą jak ja.- Elsa westchnęła i uśmiechnęła się radośnie.- Mam jednak pełną świadomość, że nie ma go tutaj, dlatego wyjeżdżam.
-Ale…
-Nie martw się, poradzisz sobie.- Blondynka uśmiechnęła się do siostry, ale zaraz jakby o czymś sobie przypomniała i jej uśmiech zbladł.
-Co się stało?- Spytała od razu zauważając jej podły nastrój.
-Jest jeszcze jedna rzecz. – Westchnęła, jakby to, co miała teraz powiedzieć było strasznym grzechem, bądź klątwą.- Myślę, sądzę, że przestałam się starzeć.
-Co?! To absurd.- Krzyknęła w odpowiedzi.
-Nie, od dnia pełnoletności nie postarzałam się o nawet jeden dzień. Anno posłuchaj mnie, nie jestem taka jak inni, to już wiadomo, ale nie mogę, rządzić wiecznie, lepiej żeby nikt się o tym nie dowiedział.
-Jeśli to znaczy, że już Cię nie zobaczę to niech wszyscy się dowiedzą.
-Oh, Anno zobaczysz mnie to oczywiste, nie będę tylko królową a twoją star… no wtedy już zapewne młodszą siostrą, zawsze będziemy rodziną. Kocham cię i uważam, że to twoje potomstwo zasługuje na tron.
-Kocham Cię.- Odparła rudowłosa.
-Pozdrów ode mnie Kristoffa i Olafa, nawet tego renifera, powiedz, że są moją rodziną.
-Nie… Czekaj, dlaczego się już żegnasz, już idziesz, nie możesz.- Elsa przyłożyła jej palec do ust.
-Ciii. Spokojnie, dasz radę, byłaś przy mnie zawsze, jesteś gotowa przejąć tron a mną się nie przejmuj wrócę.
-Przedstawisz mi go?- Spytała Anna chcąc zmienić trudny temat.
-Tobie pierwszej.- Elsa uśmiechnęła się.- Ja też chcę być wolna, choć przez chwilę.
-Powiesz mi, chociaż gdzie jedziesz?- Spytała z nadzieją młodsza.
-Tak, na biegun północny, podobno tam jest wiecznie śnieg, będę mogła się wyszaleć, bo teraz podczas lata moja moc znowu wzrasta, a nie chcę nikogo…
-skrzywdzić. Wiem Elsa.- Blondynka uśmiechnęła się czule i wytarła łzy z policzka siostry i z uśmiechem powiedziała.
-Zbudujemy dziś bałwana bałwana?