Zapraszam do przeczytania Prologu, kolejne notatki będą dłuższe, piszcie czy się wam podoba.
***
-Moje życie w Arendelle nie było takie różowe jak mogłoby się wydawać, mimo, że nie musiałam już ukrywać swojej mocy i ludzie nie bali się mnie, to z każdym nowym dniem zaczynało mi czegoś brakować.- Na balkonie stała młoda piękna, blondwłosa kobieta a jej niebieskie oczy śledziły tłum zebrany pod pałacem, ludzie z zainteresowaniem czekali na to, co ma do powiedzenia, gdyż nie często przemawiała w taki właśnie sposób.- Wstawałam punktualnie o siódmej, obowiązki królowej wymagają poświęceń, więc już po godzinie swobody musiałam zająć się moim małym królestwem. Nie byłam szczęśliwa.- Zrobiła chwilową pauzę, aby tłum mógł się uspokoić.- Ale nieszczęśliwa, też nie, bo pomimo pewnej swobody dzięki ujawnieniu mojego daru to nadal nie mogłam używać go podczas pertraktacji z innymi krainami, na moje nieszczęście jednak moje życie polegało prawie głównie na takich pertraktacjach.- Westchnęła ciężko, jakby mówienie przychodziło jej z trudem, zamknęła na chwilę oczy i znów rozpoczęła swój monolog.-  Szybko okazało się, że nie mam do tego takiego talentu jak myślałam, ciągle musiałam się pilnować, więc byłam skłonna do oschłości i braku uległości, co zniweczyło wiele okazji i starań, które włożyłam nie tylko ja, ale całe państwo.- Uśmiech, jaki posłała swojemu ludowi był szczery i pełen sentymentu, uważny obserwator mógł jednak dostrzec w nim też smutek. -Często, więc pomagała mi Anna, bo, mimo, że nie miała głowy do papierkowej roboty to szybko okazało się, że jest lepszym negocjatorem niż ja.- Spojrzała na swoją młodszą siostrę z rozczuleniem, żadna z nich nie była już małą dziewczynką, wiedziały, że życie nie jest sprawiedliwe.- Niestety, często ludzie chcieli rozmawiać z królową i tylko z nią. To z jednej strony pokazywało jak wielkie ludzie mają do mnie zaufanie, za co dziękuję, ale z drugiej strony zniweczyło wiele potencjalnie korzystnych transakcji.- Zrobiła pauzę i wzięła kilka wdechów, teraz dopiero pokazała jak bardzo się denerwuje, widniejący dotychczas uśmiech na twarzy Anny zbladł.- Z tej właśnie przyczyny…- Zaczęła bardzo oficjalnym tonem.
-Co planuje…- Zdążyła wyszeptać Anna zanim z ust władczyni nie padły szokujące słowa.
-Zrzekam się tronu i wszystkich przywilejów, które otrzymywałam z tego tytułu i przekazuję całkowitą władzę Annie jestem pewna, że będzie wspaniałą i dobrą królową.- Powiedziała to szybko i wbiegła z powrotem do zamku, pozostawiając zdziwionych poddanych z mnóstwem pytań bez odpowiedzi. Dłonie odziane w błękitne rękawiczki zacisnęła w pięści, wiedziała, że podjęła słuszną decyzję, tylko czy teraz będzie szczęśliwa.
-Co to miało być?!- Krzyknęła księżniczka podbiegając do siostry.
-Tak będzie lepiej.- Odparła spokojnie.
-Co Ci znowu uderzyło do głowy! Nikogo nie skrzyw…
-Nie o to chodzi.- Przerwała wiedząc, co chce zasugerować jej siostra.
-Więc, o co?- Spytała już ciszej.
-Przez całe życie uczono mnie, uczona nas jak być dobrymi władczyniami, nie szczędzono nam przy tym jednak wolności. To były dobre czasy, ale teraz każda z nas dorosła, ty odnalazłaś drogę, masz dom..,
-Ty też masz.- Przerwała jej Anna.
-Oh, Anno nie chodzi mi o budynek, masz swoje miejsce, masz osobę, z którą łączy cię niezwykła więź i wiem, że to wspaniale, ale ja, ja też chcę znaleźć swoją więź. Chcę poznać tego jedynego, królestwo potrzebuje króla.
-Nie możesz go szukać jednocześnie będąc królową.
-Nie.- Odparła pewna siebie i nagle tak jakby wolna.- Nie chce by związał się z królestwem, chcę by pokochał Mnie. By był taki jak ja.
-Elsa, ja…- Anna westchnęła.- Nie wiem… Nie wiem czy jest ktoś taki jak ty.
-Chcę w to wierzyć, wierzę, że jest ktoś obdarzony taką mocą jak ja.- Elsa westchnęła i uśmiechnęła się radośnie.- Mam jednak pełną świadomość, że nie ma go tutaj, dlatego wyjeżdżam.
-Ale…
-Nie martw się, poradzisz sobie.- Blondynka uśmiechnęła się do siostry, ale zaraz jakby o czymś sobie przypomniała i jej uśmiech zbladł.
-Co się stało?- Spytała od razu zauważając jej podły nastrój.
-Jest jeszcze jedna rzecz. – Westchnęła, jakby to, co miała teraz powiedzieć było strasznym grzechem, bądź klątwą.- Myślę, sądzę, że przestałam się starzeć.
-Co?! To absurd.- Krzyknęła w odpowiedzi.
-Nie, od dnia pełnoletności nie postarzałam się o nawet jeden dzień. Anno posłuchaj mnie, nie jestem taka jak inni, to już wiadomo, ale nie mogę, rządzić wiecznie, lepiej żeby nikt się o tym nie dowiedział.
-Jeśli to znaczy, że już Cię nie zobaczę to niech wszyscy się dowiedzą.
-Oh, Anno zobaczysz mnie to oczywiste, nie będę tylko królową a twoją star… no wtedy już zapewne młodszą siostrą, zawsze będziemy rodziną. Kocham cię i uważam, że to twoje potomstwo zasługuje na tron.
-Kocham Cię.- Odparła rudowłosa.
-Pozdrów ode mnie Kristoffa i Olafa, nawet tego renifera, powiedz, że są moją rodziną.
-Nie… Czekaj, dlaczego się już żegnasz, już idziesz, nie możesz.- Elsa przyłożyła jej palec do ust.
-Ciii. Spokojnie, dasz radę, byłaś przy mnie zawsze, jesteś gotowa przejąć tron a mną się nie przejmuj wrócę.
-Przedstawisz mi go?- Spytała Anna chcąc zmienić trudny temat.
-Tobie pierwszej.- Elsa uśmiechnęła się.- Ja też chcę być wolna, choć przez chwilę.
-Powiesz mi, chociaż gdzie jedziesz?- Spytała z nadzieją młodsza.
-Tak, na biegun północny, podobno tam jest wiecznie śnieg, będę mogła się wyszaleć, bo teraz podczas lata moja moc znowu wzrasta, a nie chcę nikogo…
-skrzywdzić. Wiem Elsa.- Blondynka uśmiechnęła się czule i wytarła łzy z policzka siostry i z uśmiechem powiedziała.
-Zbudujemy dziś bałwana bałwana?