Dla Anny. ( Dziewczyny, która napisała dwusetny komentarz na moim blogu)

Z góry zaznaczam, że historia opisana w tej notce, ma związek z całym opowiadaniem, ale nie ma określonego czasu. Można ją nazwać wspomnieniem Elsy, ale nie ma wpływu na inne wydarzenia. No może jakieś tam ma, bo na pewno będzie jeszcze wspomniana, ale dużo wody upłynie nim o niej wspomnę. Zapraszam.

 Ten ranek był dla mnie koszmarny. Na dworze szalała burza, wszystko mnie irytowało. Nie miałam najmniejszej nawet ochoty wstawać z łóżka, w sumie takie przespanie dnia albo nawet przeleżenie w łóżku nie jest takim złym pomysłem? Pomyślałam, że każdy ma czasami zły dzień i nie warto narażać innych na mój zły humor. Zdążyłam znowu zapaść w przyjemne odrętwienie. Wiecie, taki stan między snem a jawą, jesteście świadomi, ale jednocześnie czujecie się jak we śnie. Już powoli zapadłam w sen, kiedy z letargu wyrwało mnie głośne otworzenie drzwi. Usiadłam patrząc zimnym wzrokiem na białowłosego, który próbował zrobić minę niewiniątka. Podniosłam rękę, by wskazać mu wyjście, naprawdę byłam nie w humorze, wolałam z nim nawet nie rozmawiać. Chłopak zamknął powoli drzwi, cały czas stojąc do mnie przodem, już chciałam otworzyć usta i w dość nieprzyjemny sposób go wyprosić, kiedy niemal niesłyszalnie powiedział.
 -Ciii, pragnę tylko Cię uszczęśliwić.- Moje serce dziwnie drgnęło, nie miałam pojęcia, do czego to wszystko zmierza, nikt nigdy tak do mnie nie mówił, ani takim tonem.- Dzisiaj jesteś cała moja, nie ważne, czego chcą inni.- Z każdym słowem zbliżał się do mnie o krok, nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie był tą radosną wersją siebie, nie wiedziałam, czy mam się zacząć bać, czy uśmiechnąć. Moje serce zabiło mocniej a w brzuchu pojawił się dziwny skurcz. Jack uśmiechną się tym swoim seksownym uśmiechem, od którego zawsze miękło mi kolana i powolnie wyciągnął zza pleców śliczny i delikatny bukiet złożony z czerwonych róż. Byłam całkowicie zagubiona, ale przyjęłam kwiaty. Pocałował mnie w policzek, nie zdążyłam się nawet zarumienić, bo wyszedł ze słowami ”Czekam na dole”.         Rozważałam pozostanie w łóżku, naprawdę nie czułam się zbyt pewnie i nie podobało mi się to, ale ciekawość była przeważającym uczuciem. Ubrałam swoją grubą niebieską sukienkę z złotymi zdobieniami i czarna górą, przeczuwałam, że chłopak nie chce ze mną zostać w domu Mikołaja. Z sercem bijącym w szalonym tempie zeszłam na dół. Jack czekał a jakże. Nie spodziewałam się, że zrzuci swoją ulubioną bluzę i wygodne spodnie na rzecz czarnego garnituru, z niebieską koszulą i czarnym krawatem. W ręce trzymał swoją ośnieżoną laskę, wyglądał niesamowicie.
-Co… ty planujesz?- Spytałam niepewnie a całą złość z poranka wyparła czysta ciekawość, podekscytowanie i lekka niepewność. Uśmiechnęłam się widząc, że nadal nie ma na sobie butów.
-Zobaczysz.- Powiedział i ujął moja dłoń, odziana w rękawiczki. Nie byłam w stanie mu się sprzeciwić, zupełnie jakby mnie w jakiś magiczny sposób zaczarował, ale wcale nie czułam się z tym, źle.- To nie będzie Ci potrzebne.- Wyszeptał niemal do mojego ucha i szybko je zdjął, nie zdążyłam się odezwać, bo wyciągnął mnie na zewnątrz. Miałam dziwne przeczucie, że raczej nie odda mi mojego zabezpieczenia przed sama sobą, więc nawet nie narzekałam. Spojrzałam najpierw na niego, a później podążyłam za jego wzrokiem. Przed schodami stały stare sanie Mikołaja zaprzęgnięte w renifery, zwierzęta patrzyła na nas a ja miałam wrażenie, że się uśmiechały.
-Mikołaj Ci je pożyczył?- Spytałam siadając w wnętrzu, chłopak uśmiechnął się szeroka i złapał lejce.
-Nie.- Odparł i skradł mi szybki pocałunek. Naprawdę nie rozumiałam jak on może się zmieniać w radosnego niedojrzałego chłopca w mężczyznę, któremu nie mogę się oprzeć. Zazwyczaj nie pozwoliłabym mu na takie traktowanie, ale odgonił mój zły humor i przecież nikt nas nie widział, więc mogłam spokojnie po prostu odpuścić. Chłopak nagle puścił lejce a widząc mój wystraszony wzrok uśmiechnął się szeroko- Spokojnie wiedzą gdzie maja lecieć.
-Gdzie?- Spytałam od razu patrząc, jak schyla się i wyciąga spod siedzenia mały koszyk. 
-Zobaczysz.- Uśmiechnął się i wyjął z koszyka kanapki. Spojrzałam na nie sceptycznie, daleko było im do normalnych kanapek.- Sam je zrobiłem.- Powiedział z wyraźną dumą, więc ugryzłam mały kenes i sama przed sobą musiałam przyznać, że były naprawdę dobre.
- Od teraz już zawsze robisz mi kanapki.- Spojrzał na mnie tak sentymentalnie. 
-Zawsze.- Powtórzył i o ile to możliwe stał się jeszcze bardziej radośnie. Jechaliśmy tak długo rozmawiając o niczym konkretnym, lub obserwując krajobraz, który powoli zmieniał się na coraz bardziej egzotyczny i słoneczny, przynajmniej ja obserwowałam krajobraz, bo białowłosy patrzył się tylko na mnie i moją twarz, czym wprawiał mnie w ciągłe zakłopotanie. Zwracałam mu uwagę kilka razy, ale on zachowywał się tak jakby mnie nie słyszał zbyt wyraźnie, uśmiechał się tylko z taką melancholią i rozmarzeniem, jakby, co najmniej cuda jakieś jego oczy widziały. Schlebiało mi to bardzo, ale nie byłam przyzwyczajona by ktokolwiek patrzył na mnie takim wzrokiem, by ktokolwiek patrzył na mnie tak otwarcie. Odwracałam głowę, niemal natychmiast nie mogłam znieść tych jego oczu, bałam się, co mogę w nich zobaczyć, bałam się, co on może zobaczyć w moich własnych.
   Kiedy wysiedliśmy słońce stało wysoko na niebie a chmury, które rano wprowadziły mnie w stan lekkiej depresji gdzieś zniknęły. Jack złapał mnie delikatnie za rękę i prowadził po bajecznie kolorowym ogrodzie. Wszędzie rosły zielone żywopłoty do kolan tworzące niby labirynt z korytarzy. Gdzieniegdzie widać było czerwone i białe kwiaty, tak piękne, iż byłam pewna, że oczy mi się świeciły na sam ich widok. Chciałam zapamiętać wszystko, nie miałam pojęcia, kiedy może trafić się taka okazja.
-Znasz Francuzki?- Spytał z ciekawością, cały czas na mnie patrząc.
-Tak.- Nasz kraj pertraktował z Francję, sprowadzaliśmy z niej głównie stroje lub tkaniny, znajomość tego języka znacznie pomogła mi w handlu. On uśmiechnął się jedynie i zaprowadził mnie do pięknego zdobnego budynku. Weszliśmy do środka, nie miałam pojęcia, co zastanę w środku.-Oh, teatr.- Westchnęłam mimowolnie, uwielbiałam to, kiedy jeszcze byłam w królestwie, to nie znaczy wcale jednak, że często mogłam sobie pozwolić na takie przyjemności. „Romeo i Julia” Widziałam to po raz pierwszy, ale dużo o tej sztuce słyszałam. Białowłosy, co chwilę ściskał delikatnie mą dłoń, całował w policzek, gorsząc siedzących w około nas ludzi, lub wyszeptując cichutko wprost do mojego ucha zawstydzające słowa. Od zwyczajnego „Kocham Cię”, od którego moje serce galopowało jak stado spłoszonych koni po „moja miłość jest większa od tej Romea do Juli” w tej chwili nawet nie przeszkadzało mi, że oglądam tragedię, bo, mimo iż damy wokoło miały łzy w oczach, lub cicho popłakiwały, ja musiałam powstrzymywać się by na moje usta nie wpłynął ogromny uśmiech. Chciałam odpowiedzieć, ale nie miałam w sobie tyle odwagi, nie wiedziałam nawet, co chciałabym powiedzieć.
   Świeże powietrze było zbawieniem, myślałam, że od razu wrócimy, Jack miał jednak inne plany. Szliśmy przez ten piękny ogród w nieco dzikszą jego część, gdzie przed wzrokiem wścibskich osób chronił nas wysoki żywopłot. Znajdowała się tam mała polana ubarwiona kwiatami. Chłopak po raz kolejny zaskoczył mnie szykując dla nas piknik. Nie zdążyliśmy tam dojść, bo zatrzymałam go i zdążywszy jeszcze szepnąć ciche „dziękuję” złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek, trwający dłużej niż planowałam, ale nie miałam najmniejszej ochoty się od niego oderwać.
   Czerwone wino, wykwintne potrawy i swobodna, ciekawa rozmowa. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałam się, dlaczego właśnie on zawładnął moim sercem, to w takich momentach dostawałam najcudowniejszą z możliwych odpowiedzi. Po pikniku długo jeszcze leżeliśmy, on na kocu, ja na jego piersi i wygrzewaliśmy się w promieniach słońca. Słyszałam bicie jego serca, czułam każdy jego oddech i byłam szczęśliwa. Złączył nasze dłonie i zapragnęłam by tak było już zawsze, czułam bezpieczeństwo. Powiedziałabym, że byłam tam gdzie powinnam być, ale to nie byłaby prawda, ja po prostu byłam z Nim i z Nim być powinnam, nieważne gdzie.
   Nie zliczyłabym, nawet gdybym próbowała ile razy rozśmieszył mnie w drodze powrotnej, już nie liczyły się dla mnie krajobrazy, liczyła się tylko jego szczęśliwa twarz. Już nie czułam zażenowania, bo wiedziałam, że oboje powinniśmy tak na siebie patrzeć, jakby nie istniało nic oprócz nas. W każdy inny dzień moje uczucia niepokoiłyby mnie, ale nie dzisiaj, bo, mimo, iż wstałam zła bez powodu, to dzisiejszy dzień nie mógłby być lepszy. Pożegnał mnie przy pokoju pocałunkiem, prosząc jeszcze bym ubrała coś swobodnego. Myślałam, że jego wszystkie pomysły się wyczerpały, nie miałam wtedy jeszcze pojęcia jak bardzo się mylę. Zeszłam powoli do jadali, chcąc zjeść jak zwykle z wszystkimi kolację, niepokoiła mnie jednak ta cisza i ciemność. Poczułam strach. Weszłam ostrożnie do pomieszczenia jadalnego i zewsząd ogarnął mnie hałas i cała paleta barw.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.- Wyszeptał Jack i pocałował mnie, nie zdążyłam się nawet zakłopotać tym, że wszyscy na nas patrzą, bo oderwał się ode mnie i wszyscy po kolei składali mi życzenia. Zebrali się wszyscy znajomi, to nie był wykwinty bal, ale spotkanie w gronie najbliższych. Tańczyłam z nim przez cały wieczór i nawet nie pomyślałam, że zaniedbuję gości. Dopiero później Anna uzmysłowiła mi, że nikt nie miał mi tego za złe, bo pierwszy raz widzieli mnie tak szczęśliwą.
   Dopiero, kiedy białowłosy odprowadzał mnie to pokoju, tym razem już bez żadnych niespodzianek, spostrzegłam, że przez cały ten czas nie miałam na sobie tych rękawiczek. Nie martwiłam się, co przyniesie jutro, chodź wiedziałam, że mój spokój nie będzie trwał wiecznie. Pod drzwiami znów mnie pocałował a ja pozwoliłam na to.
-Chciałbym, żebyś pozwalała mi się tak często całować już zawsze.- Uśmiechnęłam się i tuż przed zaniknięciem drzwi powiedziałam.
-Zapomnij.- Szłam spać z dźwiękiem jego śmiechu odbijającym się echem w mojej głowie jeszcze przez długi czas. To był jeden z sześciu najszczęśliwszych dni mojego życia.



   Uhuuuu, udała mi się notka na czas, jestem z niej nawet zadowolona. Sprawdziłam, poprawiłam kilka błędów i mam nadzieję, że robię ich już mniej :P Od razu mówię, że jeszcze nie znam daty następnej notki, ale jak już będę coś wiedziała, to was powiadomię :) 
ZAPRASZAM DO CZYTANIA!
   Siedziały dwie godziny nim nie wymyśliły, kogo mają również wtajemniczyć w ich tajny plan. Elsa, mimo, że bardzo kochała Jack’a nawet nie proponowała, aby szedł razem z nimi. Był silny i na pewno stanowiłby duże wsparcie, ale niestety był też trochę za bardzo porywczy i głośny, a naprawdę akurat tą sprawę trzeba było załatwić po cichu. Nie chciały brać ze sobą żadnego ze strażników, byli silni i na pewno daliby im potrzebne wsparcie, ale miały dziwne przekonanie, że wybraliby oni rozwiązanie siłowe, a tego za wszelką cenę starały się uniknąć. Obie zgadzały się, co do tego, żeby razem z nimi poszedł Czkawka, był cichym, spokojnym i niezwykle inteligentnym chłopcem, ale to nie były główne powody, do tego, że to właśnie go wybrały. Chodziło im głównie o to, żeby ktoś obserwował sytuację z powietrza i w razie, czego wkroczył do akcji. Długo zastanawiały się nad Astrid, dziewczyna nie była tak otwarta jak Czkawka, ale Laura zwróciła uwagę na to, że łatwiej będzie wytłumaczyć ich zniknięcie, jeśli faktycznie nie będzie ich obu. Tak naprawdę nie potrzebowały dużego składu i najlepiej, jeśli będą z nimi jedynie istoty magiczne. Nie chciały bezpośredniego starcia, naprawdę pragnęły załatwić to po cichu. Elsa wiedziała, że plan trzeba wprowadzać powoli i etapami, nie mogły tylko zebrać ludzi i ruszyć, musiały powoli i systematycznie zbierać informacje. Żeby jak najbardziej zminimalizować zagrożenie, nie chciały ofiar.
-Nie możemy zabrać zbyt wielu ludzi stąd, bo, mimo, iż Mikołaj raczej nam ufa, to jestem pewna, że jego elfy będą obserwować przede wszystkim ciebie.- Elsa chciała tym razem wszystko zaplanować, musiała uczyć się jak ochraniać tych, których kocha. – Drugą sprawą, jest to, żeby zająć mieszkańców tak, aby przypadkiem nie ruszyli nam na ratunek. Musimy jednak wymyślić jak zawiadomić ich w razie gdyby coś nie poszło po naszej myśli.
-Na pewno wszystko się uda.- Laura naprawdę chciała w to wierzyć.
-Potrzebujemy małego rozeznania, musimy mieć pewność jak rozstawieni są strażnicy, najlepiej też, jeśli wiedziałybyśmy, przypadkiem o kilku planach Mroka.
-Na rozeznanie możemy wysłać Czkawkę, ma silnego i szybkiego smoka, sporządza wspaniałe mapy i jest spostrzegawczy, mam nadzieję, że będzie chciał nam pomóc.
-Nie martw się nim, ja porozmawiam z nim jutro, na pewno będzie szczęśliwy, że może coś zrobić, mam wrażenia, że strasznie się tu nudzi. Po za tym jest wikingiem oni się chyba niczego nie boją.
-Tak, mam nadzieję.- Młodsza z dziewczyn powątpiewała trochę w rolę Czkawki.
-Nie martw się wszystko okaże się jutro, a teraz zajmijmy się kolejnym punktem, ostatnim dzisiaj, bo robię się senna.
-Tak, ale żeby wszystko poszło dobrze, potrzebujemy, kogoś, kto, będzie mógł nas obronić przed koszmarami. Na pewno istnieje taki ktoś.- Zasugerowała Laura, Elsa niemal widziała trybiki w jej głowie tak intensywnie myślała.
-Wiesz, do pokonania Mroka nie trzeba tak wiele, wystarczy się nie bać.
-Taaa, jakby to było takie łatwe.-Laura nagle rozszerzyła oczy.- A jeśli istniej coś, co odgania wszystkie straszne i nieprzyjemne myśli?
-To całkiem możliwe, ale wiesz, co to może być?- Elsa osobiście nigdy nie słyszała o czymś takim, ale została zatrzymana w jednym miejscu. Była teraz na siebie trochę zła, zaczynała widzieć swoje błędy i była z tego powodu sfrustrowana, miała tyle czasu, żeby zastanowić się jak zapanować nad mocą, miała tyle czasu, żeby zacząć szukać odpowiedzi, dlaczego w ogóle taka jest. Ona niestety nie zrobiła nic w tym kierunku. Miała wrażenie jakby to tej pory coś ją blokowało, nie pozwalało racjonalnie myśleć.
-Może znajdziemy coś w bibliotece?- To mógł być dobry trop. Kto, jak kto ale Mikołaj miał ogromny zbiór ksiąg z całego świata i chętnie udostępniał je innym, lubił ludzi, którzy poszerzali swoją wiedzę o nowe informacje.
-Ty jutro tam poszukaj, tylko spytaj się Mikołaja czy możesz z niej skorzystać, rób wszystko, żeby jak najmniej skupiać na sobie ich uwagę, jeszcze nie wiedzą, że masz powiązania z Mrokiem, ale szybko mogą to odkryć. Gdyby spytał cię, czego chcesz poszukać, w co wątpię, to powiedz prawdę, ale nie całą. A ja spróbuję wypytać Jack’a. Ma dużo lat i zwiedził cały świat, może coś będzie wiedział.- Elsa ziewnęła i to był ostateczny znak, że pora już zakończyć to spotkanie- A teraz pójdę do siebie, zrobiłam się senna.
-Tylko bądź dyskretna.- Szepnęła Laura a blondwłosa przez chwilę w jej oczach mogła dostrzec prawdziwy ból i tęsknotę. Jeśli miała jakieś wątpliwości, co do intencji Laury to właśnie teraz wszystkie zostały rozwiane. Uśmiechnęła się pocieszająco.
-Będę, ty też. Dobranoc.- Otworzyła drzwi.
-Dobranoc.
   Następnego ranka Laura zerwała się o świcie, miała pewność, że Mikołaj już nie śpi, bo zima zbliżała się szybciej niż mogli sądzić a razem z tym święta, wiedziała, że ma dużo pracy, dlatego nie chciała mu przerywać, kiedy będzie zbyt zajęty, a przygotowania do bitwy z Mrokiem też nie odejmowały mu obowiązków. Spała może dwie godziny i to było widać, ale była tak nakręcona żeby jak najszybciej odzyskać siostrę, że nawet tego nie zauważała. Weszła do jadalni, gdzie Mikołaj jadł właśnie ogromną porcję kanapek.
-Dzień dobry.- Powiedziała z lekkim uśmiechem.
-Witaj, co robisz tutaj tak wcześnie?- W jego głosie nie było słychać wścibskości a raczej czystą niemal dziecięcą ciekawość.
-Chciałam Cię złapać wcześnie, żeby później nie zawracać Ci głowy.- Mimo, że do niedawna naprawdę knuła przeciw niemu to zdążyła obdarzyć go dużą sympatią.- Chciałam skorzystać z biblioteki.- Przesunął w jej stronę talerz z kanapkami, więc usiadła szykując się na dłuższą pogawędkę i zaczęła powoli jeść śniadanie.
-A, co chcesz znaleźć?- Znów słyszała uprzejmą ciekawość w tonie jego głosu, ale z jego postawy zaobserwowała także niepewność. Przypomniała sobie słowa Elsy „Powiedz prawdę” i mimo, że całe jej życiowe doświadczenie, rozum i ciało kazało jej kłamać, postanowiła posłuchać starszej koleżanki.
-Chciałabym znaleźć informacje na temat ochrony przed negatywnymi uczuciami?
-Po, co ci taka wiedza?- Spytał szczerze zdziwiony. Postanowiła powiedzieć prawdę, do połowy.
-Boję się Go. Boję się, że nie będę się w stanie poruszyć, kiedy zaatakuje, że będę widziała jak giną moi bliscy i nie będę mogła nic zrobić…- Z jej oka zleciała samotna łza. Ten widok rozczulił mężczyznę w tej chwili nie mógł jej sobie wyobrazić, jako kogoś złego.
-Wątpię czy znajdziesz coś takiego, ze strachem walczy każdy i wszyscy starają się go pokonać, mam nadzieję, że jeśli nie znajdziesz sposobu by obejść etap walki ze strachem to, chociaż ją podejmiesz, mimo wszystko wspaniale by było gdybyś coś takiego znalazła.- Laura uśmiechnęła się radośnie i po chwili biegła już w stronę biblioteki.
    Elsa za to spała jak kamień dochodziła pora obiadu i wszyscy zaczęli się o nią martwić, w końcu Jack zapukał do jej pokoju, kiedy nie usłyszał odpowiedzi po prostu do niego wszedł. Rozczulił go widok, jaki zastał. Rozespana Elsa siedziała na łóżku w koszuli nocnej i nie była jeszcze do końca świadoma tego, co się z nią dzieje, co za tym idzie, zniknęło jej zwyczajowe opanowanie.
-Chciałbym częściej Cię taką widzieć.- Powiedział głośno a od razu się obudziła i zakryła po szyję kołdrą.
-Cześć Jack.- Z jej głosu można było wyczytać podenerwowanie, a na jej policzkach pojawiły się tak rzadko tam goszczące rumieńce.
-Witaj moje słońce. Wiesz, że za chwilę będzie obiad a ty śpisz i śpisz i śpisz.- Z każdym słowem zbliżał się do niej coraz bardziej. W końcu przyspieszył i złączył ich usta w namiętnym pocałunku. Z każdą chwilą całował ją mocniej.
-Jack?- Wyszeptała, kiedy oderwali się od siebie, by zaczerpnąć powietrza. Nikt jej jeszcze tak nie całował i nie była pewna jak ma zareagować, niemniej jednak podobało jej się to.
-Tak?- Spytał z anielskim uśmiechem.
-Chciałabym się ubrać.- Czar prysł. Chłopak odsunął się od niej nie bez żalu.
-Już wychodzę.- Był lekko poirytowany, za każdym razem, kiedy zbliżał się do dziewczyny ta pokazywała mu gdzie ma granice.
-Nie gniewaj się, wiesz jak zostałam wychowana.
-Nie gniewam się.- Uśmiechnął się na potwierdzenie swoich słów.- Poczekam przed drzwiami.- Elsa uwinęła się najszybciej jak umiała i już po ośmiu minutach stała koło Jack’a. Ruszyli na posiłek.
-Wiesz Jack tak się zastanawiam.
-Tak?
-Wiesz Mrok może wytwarzać koszmary, a czy istnieje coś, co je odgania, nie wiem jakieś urządzenie, moc, czar?- Nie było to dyskretne, ale Elsa straciła już dużo czasu a musiała jeszcze porozmawiać z Czkawką.
-Czemu cię to tak interesuje?- W jego głosie nie było słychać żadnej niepewności czy podejrzenia.
-Wiesz chciałabym mieć coś, co pozwoli nam ochronić się samemu. Piasek jest wspaniały, ale nie ma aż tyle mocy.
- W sumie masz racje. Czemu sam na to nie wpadłem?
-Bo ja bym wtedy nie miała, co robić.- Odparła i pocałowała go w policzek. Jack uśmiechnął się szczęśliwy, że dziewczyna zaczyna coraz bardziej się do niego zbliżać.
-Zastanówmy się…- Wiedziała, że chłopak jej ufa i nie podejrzewa jej o nic, nie chciała go okłamywać, ale znała jego charakter i porywczość. Przy odrobinie szczęścia Jack nawet nie dowie się o całej akcji a jej sumienie jakoś to przeżyje.- Nigdy o czymś takim nie słyszałem, ale obiecuje ci, że jeszcze pomyśle.
-Dziękuję.- Uśmiechnęła się do niego łagodnie.
   Laura całkowicie zatonęła w lekturach, straciła poczucie czasu i mimo, że przejrzała już wiele ksiąg nie znalazła tego, czego szukała. Prawie się poddała, kiedy do jej rąk trafiła niewielka książeczka o tytule. „Silne zaklęcia ochronne”. Słowo zaklęcia trochę ją przerażało, nie chciała igrać z siłami, których nie zna. Otworzyła niepozorną książkę i zaczęła czytać. Oprócz tarcz przed innymi zaklęciami znalazła jedno, które ją zainteresowało.

Patronus — najsłynniejsze a zarazem najtrudniejsze zaklęcie obronne, dające ochronę przed dementorami a także umożliwiające przekazywanie wiadomości pomiędzy czarodziejami. Zdolność do jego wyczarowania posiadają jedynie najpotężniejsi magowie. Zaklęcie Patronusa jest jednym z najstarszych uroków obronnych, znanych dotychczas czarodziejom. Stanowi ono tarczę pomiędzy dementorem a czarodziejem. Patronus jest rodzajem pozytywnej siły, projekcją tego, czym żywi się demon (nadziei, szczęścia, woli przeżycia). Nie może odczuwać jednak rozpaczy jak prawdziwy człowiek, więc dementor nie jest w stanie mu nic zrobić.
Patronus jest także jedynym znanym zaklęciem odpędzającym śmierciotule.

Zaraz obok siebie miała grubą księgę z magicznymi stworzeniami, od razu tam zajrzała w poszukiwaniu odpowiedzi, czym są dementorzy i śmierciotule.

Śmierciotula (ang. Lethifold) — rzadko spotykane stworzenia, żyjące tylko w tropikalnym klimacie. Z wyglądu przypominają czarną pelerynę grubości około pół cala, a nocą sunie po ziemi. Jedynym znanym czarodziejom zaklęciem odpędzającym śmierciotulę jest Patronus. Nie da się ustalić liczby ofiar śmierciotuli, gdyż atakuje śpiących czarodziejów i spożywa swą ofiarę w jej własnym łóżku. Nie pozostawia po sobie ani swoim posiłku żadnych śladów. Z racji tego, że atakowani są śpiący - rzadko, kiedy mają czas rzucić odpowiednie zaklęcie.

Przeraziła się samym faktem, że takie stworzenia istnieją, na szczęście w tym klimacie nie miała szansy ich spotkać, za co była niezmiennie wdzięczna. Bała się poszukać informacji na temat drugiego stworzenia, ale musiała dowiedzieć się, czy Patronus może być tym, czego szukają. Przewróciła kilkanaście kartek wstecz.

Dementor (ang. Dementor) — jedne z najobrzydliwszych i najokropniejszych stworów, wysysające duszę magicznym stworzeniom. Dementorzy wysysają wszelkie pozytywne wspomnienia z człowieka, pozostawiając tylko te najgorsze. Stałe przebywanie w obecności dementorów może doprowadzić do trwałej zmiany osobowości oraz psychiki (od łagodnych postaci depresji nawet do skrajnych postaci szaleństwa) jak w przypadku długoletnich więźniów Azkabanu. Jedną z najskuteczniejszych metod walki z dementorami jest użycie Zaklęcia Patronusa. Patronus, jako emanacja dobra i skumulowanych pozytywnych uczuć i myśli jest w stanie przeciwstawić się dementorowi, o ile czarodziej jest na tyle silny, by przezwyciężyć swój lęk, strach i słabości. Nawet niecielesne patronusy, w postaci mgiełki potrafią odstraszyć na chwilę dementora, jednak dopiero zwierzęca forma Patronusa może go przepędzić. 

Tonie było może dokładnie to, czego się spodziewała, ale i koszmary Mroka i Dementorzy przywołują najgorsze wspomnienia, a patronus tworzy tarczę z tych pozytywnych, więc może ochroni ich przed koszmarami, może je przegoni. Nadzieja wstąpiła w Laure po chwili przypomniała sobie jednak, że aby wyczarować Patronusa potrzebny jest potężny czarodziej. A ona nie znała żadnych czarodziei. Wzięła obie książki i udała się do swojego pokoju, kiedy zobaczyła, która godzina, zostawiła je tam i ruszyła na obiad.
   Elsa obserwowała zmęczoną dziewczynę kontem oka i nie była zadowolona z jej wyglądu. Kiedy obiad dobiegł końca podeszła do niej dyskretnie i niemal rozkazała położyć się spać. Elsa musiała teraz porozmawiać z Czkawką. Miała nadzieję, że wysłucha ją i poprze. Wszystko pokarze czas.





   Naprawdę długo szukałam weny, żeby zacząć w ogóle pisać ten rozdział i nie jestem pewna, kiedy przyjdzie by pomóc mi napisać następny ale mam nadzieję, że będziemy czekać krócej. Zapraszam do czytania. Mam nadzieję, że jest mniej błędów, bo jak mnie dzisiaj ta wena nawiedziła to napisałam bardzo szybko ten rozdział i chciałam jak najszybciej go dodać.
***
Elsa, mimo, że otwarła się na ludzi nadal czuła pewien dyskomfort, kiedy przebywała wśród zbyt dużej ilości osób. Dlatego, w porze obiadu, kiedy w jadalni był największy ruch zazwyczaj znajdowała jakąś wymówkę, by zjeść później. Dzisiaj jej się to nie udało. Siedziała między Anną a Jack’iem i zaciskała mocno dłonie na sztućcach, z każdej strony dobiegał ją hałas. Z dworu dobiegały odgłosy dwóch latających i ryczących do siebie smoków. Czasami można było zobaczyć przebłysk ognia to ją przerastało. Żołądek skurczył jej się do rozmiarów orzeszka a wielka gula w gardle odebrała głos. Czuła jak oczy zaczynają ją szczypać a serce przyśpiesza nienaturalnie. Doskonale wiedziała, co się zaraz zacznie i tak bardzo jak tego nie chciała, tak szybko to się zbliżało. Szturchnęła Annę i wystarczyło jedno spojrzenie a młodsza siostra wiedziała, o co chodzi.
   Blondynka biegła najszybciej jak potrafiła, aby wydostać się z domu. Kiedy jej stopy uderzyły o drzwi wejściowe, zdała sobie sprawę, że ma na nogach tylko baletki. Stała chwilę zdezorientowana, ale moc kumulująca się w jej wnętrzu nie pozwoliła jej się zatrzymać. Znów biegła przed siebie byle jak najdalej od ludzi. Zatrzymała się dopiero, kiedy straciła z oczu zamek.
-Co się znowu ze mną dzieje?- Spytała sama siebie, wiedziała jednak, że nie uzyska odpowiedzi. Oddychała szybko, powoli się uspokajając, nie mogła dopuścić do kolejnych zniszczeń z jej strony. Musi być silna. Nie! Nie musi brać wszystkiego na siebie, to właśnie doprowadzało do katastrofy, musi się wyszaleć. Może nie było to zbyt błyskotliwe z jej strony, ale tak naprawdę dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie musi dbać o wszystkich. Była silna, ale to nie oznaczało, że musi za wszelką cenę wszystkich ocalić. Dopiero w tym momencie uświadomiła sobie tak naprawdę, że nie jest sama. Nogi zachwiały jej się i upadła, była taka głupia. Wszyscy traktowali ją jak jajko, myślała, że z miłości, ale tak naprawdę był to strach pomieszany z żalem. Żałowali jej, bo była żałosna. Chciała na siłę robić coś, do czego nigdy nie miała sił. Teraz dopiero ujrzała tak naprawdę jak musi wyglądać w ich oczach. Drobna blondynka tak dobra i miła, że nie można na nią patrzeć, skrywająca moc, która może ich wszystkich zniszczyć, bo nie umie nad nią panować. W tym momencie Elsa pomyślała, że bardzo chętnie pozbyłaby się mocy raz na zawsze.
-Elsa?- Usłyszała nagle za sobą. Wyprostowała się i odwróciła do Laury.
-Tak?- Spytała i wtedy stało się coś, czego by się nie spodziewała. Laura podbiegła do niej i przytuliła się mocno do jej piersi. Blondynka nie wiedziała jak ma zareagować.
-Przepraszam, ja po prostu już nie daję sobie rady. Nie wiem jak ty wytrzymujesz z tym wszystkim. Anna… tak bardzo ją kochasz… a ja...- Laura nie wiedziała jak ma wysłowić to, co chce powiedzieć.
-Ale Annie nic nie jest?- Spytała automatycznie Elsa.
-Nie, ale…- Laura wyglądała jakby do końca nie była przekonana, co do tego, co robi.
-Może się przejdziemy?- Spytała Elsa. Laura z wdzięcznością pokiwała głową.
   Szły około piętnaście minut, Elsa wiedziała, że musi dać czas Laurze, ale do końca nie była pewna jak to się stało, że teraz ma pewność, co powiedzieć i jak się zachować.
-Elsa? Wysłuchasz mnie do końca.- Blondynka kiwnęła głową a białowłosa zaczęła mówić.
- Pewnie domyśliliście się, że nie jestem tak naprawdę siostrą Jack’a?- Elsa tylko kiwnęła głową, czekając na dalsze słowa Laury.- Ja… Naprawdę nie chcę robić wam jakiejkolwiek krzywdy, ale… Elso musisz mi pomóc. ON zabrał mi coś, bez czego nie wyobrażam sobie życia i tylko tobie mogę zaufać, nie chcę byś komukolwiek mówiła o tym, co ci teraz wyjawię.- Laura mówiła szybko, trudno było ją zrozumieć, ale mimo wszystko kiwnęła głową na znak zgody.- Dobrze, mrok kazał mi sprawić, żebyś ty i Jack sami dostali się w jego ręce, zostali jego sługami, tylko, że sam nie mógł tego zrobić, dlatego wysłał mnie. Myślałam, że to będzie proste zadanie, ale wy wszyscy jesteście tacy… mili dla mnie… dobrze wiecie, że nie mam czystych zamiarów a i tak nie daliście mi odczuć, że jestem nie potrzebna, ja nie chcę zrobić wam krzywdy, naprawdę, ale on… on ma…- Laura rozpłakała się na nowo.- Elso błagam pomóż mi ja sobie nie dam dłużej rady sama. Nie chce być zła, już nie chcę udawać, pomóż mi zabrać mu to, co sprawia, że muszę go słuchać. Błagam cię.- Laura była załamana, pod koniec wypowiedzi klęczała i z nadzieją trzymała rąbek od spódnicy byłej królowej.
-Pomogę ci.- Zdecydowała Elsa i pomogła podnieść się dziewczynie.- Opowiedz mi tylko, co takiego on ma, że daje mu nad tobą władzę. Najlepiej zacznij od początku.
    „Najcieplejszego dnia w roku, w ukrytej w lesie posiadłości narodziła się śliczna białowłosa dziewczynka, miała urocze zielone oczy i piegi, jej nietypowy wygląd zachwycał rodziców, przynajmniej matkę, ojciec jednak miał wątpliwości, oboje byli czarnowłosi i mieli ciemne oczy, on czarne ona czerwone, małżeństwo bardzo długo starało się o dziecko, więc mały szkrab był najpiękniejszym prezentem od losu, jaki mogli dostać, ale ta sprawa niezmiernie męczyła mężczyznę. Byli zamożni, więc mogli dać dziewczynce wszystko, czego zapragnęła.
Kiedy dziewczynka miała cztery latka, rodzice pokłócili się o to, kto jest jej prawdziwym ojcem. Kobieta była oburzona a mężczyzna wskazywał coraz to nowe cechy wyglądu, które nie występowały, w zadniej z ich rodzin. Nie wiedzieli, że dziecko ich słyszy, kiedy weszli do pokoju dziecka, na podłodze wśród lalek siedziała czarnowłosa, czerwonooka dziewczynka i uśmiechała się do taty. Zaczęli, więc szukać informacji, co mogło spowodować takie przemiany wyglądu, dziewczynka nie rozumiała, co się dzieje. Kidy miała cztery latka jej mama ponownie zaszła w ciąże, to było niespodziewane i teraz cała uwaga skupiła się na niej. Małe dziecko, które umiało zmieniać swój wygląd zostało odrzucone i pozostawione samej sobie. Dziewczynka, zmieniała codziennie swój wygląd, na coraz inny i nieprawdopodobny, ale nie mogła skupić na sobie uwagi swojego ojca. Do domostwa przyjeżdżali coraz to nowi lekarze i badali ją, ale nie mogli stwierdzić, co jej dolega. Po narodzeniu ślicznej czarnowłosej dziewczynki. Pięciolatka została wysłana do zagranicznej szkoły, tak przynajmniej wydawało się jej rodzicom. Zabrał ją wysoki i blady mężczyzna, twierdził, że nie może wyleczyć jej do końca, ale może zablokować je moc. Rodzice od razu się zgodzili i zajęli wychowaniem drugiej córki, dostając miesięczne raporty z postępów pierwszej. Na ścianach wisiały jej zdjęcia, więc druga z córek w wieku trzech lat zaczęła dopytywać się o siostrę. Kochali swoje córki, musieli jednak dbać o reputację, więc następnego dnia zdjęcia zniknęły, wszystkie prócz jednego, które mała czarnooka zabrała do swojego pokoju. Dziecko na zdjęciu było szczęśliwe, siedziało koło swojej mamy w ciąży i uśmiechało się. Następnego dnia druga z córek miała już czerwone oczy, natychmiast została wysłana do swojej siostry.”
-Tak trafiłyśmy do Mroka.- Laura podniosła wzrok na Elsę i z niepewnością powiedziała.- Tylko się nie bój. – Po chwili przed byłą królową stała śliczna czarnowłosa dziewczyna.- Tak wyglądam zazwyczaj, kiedy nie skupiam się na danym wyglądzie.- Westchnęła i znów podjęła swoją opowieść.- Mrok uczył nas jak się przemieniać i kłamać, ufałyśmy mu. Ale kiedy kazał nam kraść zaczęłyśmy się buntować, zaczął przesyłać nam koszmary, tak bardzo się go boję Elso. Grozi, że zabije moją siostrę, jeśli nie dam mu Anny.- Dziewczyna znowu się rozpłakała.
-Spokojnie, pomożemy Ci.- Powiedziała blondynka.
-Nie Elso, on cały czas obserwuje zamek, jeśli zacznie się coś dziać zrobi coś Lavinia na to nie mogę pozwolić, ona ma tylko dwanaście lat.- Elsa pokiwała w milczeniu głową.
-Dobrze spokojnie, powoli ułożymy jakiś plan, ale same nie damy sobie rady. Za to możesz pomóc nam dowiedzieć się, czy Mrok nie ma jakiejś tajnej broni.
-Tak, rozmawia z wieloma ludźmi i nie ludźmi, ale większość z nich nie chce mieć z nim nic do czynienia.
-To dobrze. Spotkajmy się po północy w twoim pokoju.
   Tymczasem w zamku panował nastrój niepokoju Elsa i Laura zniknęły i nikt nie mógł powiedzieć gdzie poszły. Mikołaj miał czarne myśli i czół się już naprawdę stary, już miał wysyłać któregoś z smoczych jeźdźców na poszukiwanie, kiedy do jadalni z uśmiechem weszła Laura, długo próbowała się uspokoić, ale Elsa bardzo jej w tym pomogła, teraz jednak, kiedy wszystkie spojrzenia skierowały się na nią nie wiedziała czy da radę. Zaczęła nerwowo bawić się swoimi białymi włosami.
-Czy coś się stało?- Spytała i przestąpiła z nogi na nogę.
-Nie, tylko chciałbym wiedzieć czy wiesz gdzie jest Elsa?- Spytał Nort.
-Byłyśmy na spacerze, poszła do swojego pokoju.- Uśmiechnęła się lekko i usiadła przy stole sięgając po kilka kruchych ciasteczek. Małe zgromadzenie powoli opuszczało jadalnie.
   Po kilku minutach od wejścia Elsy do pokoju, usłyszała donośne pukanie.
-Proszę?- Powiedziała i usiadła przy małym biurku. Do pomieszczenia wszedł Jack.
-Słyszałem, że byłaś na spacerze z Laurą.- Objął ją i pocałował w kark.
-Tak, to miła dziewczyna i można z nią porozmawiać na błahe tematy.- Uśmiechnęła się przez ramię.
-Nic Ci nie zrobiła prawda?- Jack stał się ostrożny.
-Przecież widzisz, że jestem cała.- Odparła z uśmiechem, ale w duchu modliła się, żeby Jack, już odszedł, bo nie miała siły na poważne rozmowy, szczególnie, że po rozmowie z Lauro, urządziła dla niej mały pokaz swoich umiejętności i przy okazji wyładowała swoją moc.- Potrzebna mi była taka dziewczęca rozmowa a Anna jest moją siostrą, ale ona zna mnie za dobrze i potrafi wszystko ze mnie wyciągnąć, nawet, jeśli chce się z czymś uporać sama.
-Wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim.- Elsa pokiwała głową i ziewnęła potężnie, kompletnie tego się nie spodziewała, więc jej mina była, co najmniej komiczna. Jack zaśmiał się i przytulił mocno do ukochanej.- Myślę, że powinnaś się przespać.- Pocałował ja delikatnie i nadal z uśmiechem opuścił pokój. Elsa w stu procentach zgadzała się z ukochanym.
   Dokładnie o północy wymknęła się ze swojego pokoju, za jedyne oświetlenie miała małą świeczkę, pokój Laury znajdował się w innym skrzydle domu i Elsa modliła się, żeby nikogo nie spotkać, na całe szczęście los jej sprzyjał, bo już po chwili wyszła przez uchylone drzwi do średniej wielkości pokoju Laury, na łóżku już siedziała czarnowłosa dziewczyna, która poderwał się, kiedy tylko usłyszała szuranie drzwi.
-Myślałam, że nie przyjdziesz.- Wyszeptała i rzuciła się na szyje Elsie.
    Laura mówiła wszystko, co wie o miejscy, gdzie znajduje się siedziba Mroka. Znała lokalizacje i miejsca, gdzie na pewno są strażnicy.
-Od czasu do czasu wyjeżdża i wtedy zostaje tam tylko moja siostra i ja oraz kilka koszmarów, które nie pozwalają nam uciec.
-A co z twoimi rodzicami?- Spytała Elsa.
-Nie miałam z nimi kontaktu do piątego roku życia, ale wiem gdzie mieszkali.- Laura, okazała się całkowicie inną osobą, niż przypuszczała Elsa. Miała tylko szesnaście lata, ale inteligencją przewyższała swój wiek. Elsa dokładnie wiedziała, dlaczego została wybrana by pomóc Laurze. Ona sama zrobiłaby to samo dla swojej młodszej siostry.
   Dziewczyny, powoli planowały wszystko, miał świadomość, że same nie dają sobie rady, musiały jednak dobierać sprzymierzeńców, którzy nie będą nadpobudliwi. Doskonale zdawały sobie sprawę, że mrok na odległość fizycznie ich nie zabije, ale jego mocą była psychika ludzi. Mógł na nie zesłać takie wizje, po których same będą chciały umrzeć. Wiedziały jednak, że muszą podjąć to ryzyko. Laura dla młodszej siostry a Elsa mimo, iż miała dobry charakter bynajmniej nie robiła tego tylko ze szczerej chęci pomocy ani dla tego, że to samo zrobiła by dla Anny. Robiła to dla siebie, by udowodnić przede wszystkim sobie, że może panować nad swoją mocą, że jest silna i może dać sobie radę. Bez ciągłego uciekania i hamowania swoich uczuć. Chciała znaleźć coś, co da jej życiu sens a ukrywanie siebie na pewno nie pisało się w jej plany na przyszłość.