Suknia leżała na niej tak, jakby to na nią była szyta. Wyglądała wspaniale. Kiedy usiadła przed małą toaletką, Anna od razu zaczęła zaplatać włosy siostrze, blondynka złapała ją szybko za rękę.
-Chce rozpuszczone.- Wyszeptała lekko zarumieniona. Pozostał dwójka zaśmiała się tylko lekko, wszyscy wiedzieli, dla kogo to robi. Elsa nie pozwoliła, jednak, dłużej drążyć tego tematu i gestem dłoni pośpieszyła Annę. Rudowłosa nie wyobrażała sobie siostry w prostych włosach, powinna mieć je lekko pofalowane, efekt był oszałamiający, delikatne fale pięknie kładły się na ramionach wyglądając niezwykle naturalnie. Wpięła w jej włosy delikatne spinki w kształcie śnieżynek a na szyje założyła rozbudowaną, ale delikatną kolię.
-Jeszcze tylko…- Założyła na głowę blondynki, delikatną srebrną tiarę.
-Anno…- Sapnęła Elsa nie była już królową.
-Wiem, wiem, ale nadal pochodzisz z rodziny królewskiej.- Elsa tylko westchnęła i zaczęła czesać siostrę. Anna postanowiła, nie spinać ich tak jak siostra, ona pokręciła je tylko lekko na końcówkach, chcąc nadać im ładny kształt. Ubrała delikatną kremową sukienkę, była niezwykle prosta, do tego zarzuciła na ramiona delikatny płaszcz w kolorze pudrowego różu, zrezygnowała z dodatków. Zębuszka, jak nazywały zębową wróżkę nie miała zbyt dużego wyboru, pozwoliła się jednak pomalować dziewczynom.
   Tuż przed wyjściem siostry i nowej znajomej denerwowała się jeszcze, ale kiedy tylko zniknęły za drzwiami opanowała ją niezwykła ulga, aż sama się zdziwiła. Zaraz jednak przypomniała sobie, że to nawet dobrze, nikt nie wie jakby zareagowała gdyby opanowały ją zbyt sprzeczne emocje. Czekała jednak, jeszcze na jedną bardzo ważną rzecz, nie wyobrażała sobie nawet, że mogłaby pójść gdziekolwiek bez rękawiczek, te stare jednak, ni jak nie pasowały do jej kreacji, zamówiła, więc kolejne u znajomego rodziny. Była czarodziejem i jak nikt umiał robić artefakty, zatrzymujące magie. Paczka miała przyjść dzisiaj o osiemnastej, nie było jeszcze tej godziny, ale Elsa i tak czekała.
   Równo z wybiciem szóstej do okna jej sypialni podleciała, biała sowa śnieżna i zostawiła na parapecie lekką paczkę, Elsa, czym prędzej wyjęła z niej białe krótkie rękawiczki i założyła na dłonie, chwilę potem usłyszała pukanie do drzwi, jej serce zatrzepotało.
   Jack bardzo się denerwował, co prawda znał wszystkie tańce, nie urodził się przecież wczoraj, ale nie był pewny, co do tego jak ma się zachować. Chciał wyglądać formalnie, ale jednak nie zatracić swojej naturalności, dlatego ubrał, granatowe, wygodne spodnie i koszule pod kolor sukienki Elsy, wyglądał jak nie on, miał nadzieję, jednak, że spodoba się dziewczynie z bijącym sercem zapukał do drzwi jej pokoju i zaniemówił. Była taka piękna, na jej policzkach, wykwitł lekki rumieniec zawstydzenie i wtedy spojrzał na jej dłonie.
-To nie będzie konieczne. – Złapał za jej dłonie i zaczął powoli ściągać rękawiczki.
-Są do ozdoby.- Chciała się jakoś wywinąć nie taki był plan.
-Spokojnie, cały czas będę przy tobie.- Wyszeptał, miał nadzieję, że dziewczyna mu ufa. Elsa przez moment patrzyła mu prosto w oczy, chcąc wygrać bitwę na spojrzenia, ale im bardziej się starała wyglądać stanowczo tym bardziej czuła, że rozpływa się w jego spojrzeniu. Kiwnęła, więc tylko głową i pozwoliła zdjąć z siebie to zabezpieczenie. Jack pod wpływem chwili pocałował jedną jej dłoń i uśmiechnął się do niej zawadiacko.- Idziemy zawojować świat!- Krzyknął, na co dziewczyna zaśmiała się lekko, jego głos ją odprężał. 
   Weszli chyba, jako ostatni, z przyjemnością powitała kilka swoich kuzynek i kuzynów, najbardziej jednak cieszyła się z krótkiej fryzury jej ulubionej kuzynki.
-Roszpunka!- Rzuciła się na nią i przytuliła do swojej piersi, nie zawracając sobie głowy tym, że dziewczyna stała w grupce osób.
-Elsa!- Odwróciła się i przytuliła kuzynkę. Roszpunka była zaskoczona zachowaniem Elsy, podczas ostatniego balu nie była taka otwarta.
-Zostaw moją, żonę, bo zacznę być zazdrosny.- Powiedział udawanym poważnym głosem Julian. Elsa dopiero teraz zauważyła lekko zaokrąglony brzuch swojej kuzynki.
-Mały król?- Spytała, Roszpunka powiedziała „Tak” a Julek „Królowa”
-Nie będziemy się o to teraz spierać.- Zaśmiała się brązowowłosa.
- Wybaczcie, to Jack. Jack to Roszpunka, moja kuzynka i jej mąż Julian, reszty niestety nie znam.- Zaśmiała się zakłopotana.
-To Merida, Czkawka i Astrid.- Trójka nowo-poznanych uśmiechnęła się szeroko. Pierwsza miała nieokrzesane rude włosy i najbardziej niebieskie oczy, jakie widziała. Czkawka, był raczej, wątły i nie w jej typie, ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że blond-włosa Astrid ciągle na niego zerka.
- Wiesz, kto tu jeszcze jest?- Spytała z ciekawością blondynka i ścisnęła rękę Jack’a.
-O Tiana i Naveen, są świetną parą a ich córeczka jest po prostu urocza. Śnieżka też się tu gdzieś kręci. Widziałam też kilku czarodziei, Eragona, a propos Eragona on i Czkawka naprawdę powinni się poznać oboje jeżdżą na smokach. Mignęła mi tu też ta blond-włosa, wiesz, tak, która była tak wykorzystywana przez e dwie przyrodnie siostry, ale ich na szczęście nie ma. Mavis i Jonathan też się gdzieś tu kręcą, ale wiesz jest jeszcze słońce, więc pewnie wyjdą po zmroku. Ta to chyba wszyscy, są też zwykli ludzie a i nawet podobna pół boogie...- Mąż Roszpunki zatkał jej usta.
-Zrobiła się strasznie rozmowna, od kiedy jest w ciąży.- Uśmiechnął się przepraszająco, jego żona naprawdę ubiła podziwiać świat.
   Porozmawiali jeszcze chwilę, muzyka zrobiła się idealna do tańca Jack, postanowił, więc zaprosić Else. Tańczyli wspaniale, nawet ślepiec widział jak między nimi iskrzy. Dla nich jednak nie istniała cała reszta, liczył się tylko partner w tańcu. Elsa zapomniała o swoich problemach i dała się ponieść, chwilę później zobaczyła jak ręka białowłosego pokrywa się lekkim szronem, on chyba nic nie zauważył, nie chciała go martwić, utwór właśnie się kończył, więc przeprosiła go na chwilę i udała się na balkon.
-Dlaczego ja muszę taka byś?- Spytała gwiazdy. Słone łzy spłynęły po jej policzku, już prawie zapomniała, jakim jest potworem. Zamknęła oczy, tak bardzo się bała.
-Nie bój się.- Usłyszała słowa za sobą, odwróciła się szybko za nią stał wysoki, szczupły mężczyzna w czarnej szacie.- Jeśli zechcesz nie będziesz się musiała już nigdy bać. –Jego złote oczy patrzyły na nią z ekscytacją i pewnym wyczekiwaniem.- Wystarczy, że zechcesz. – Wyciągnął do niej dłoń.
-Nie rozumiem, kim pan jest?- Spytała z lękiem, mężczyzna ją przerażał.
-To teraz nie ważne, powinno Cię interesować to, że mogę Ci pomóc pogodzić się ze swoją mocą, nie będziesz się przez nią, źle czuła.- Mówił spokojnie i powoli zaczęła mu ufać, był przekonujący.
-Co mam zrobić.- Szepnęła zrozpaczona, Jack’a nie może skrzywdzić a co jeśli skrzywdzi kogoś innego, zamknęła powoli oczy. Ostatnie, co zapamiętała to ostry ból w głowie i ciemność.
   Elsa zniknęła z zamku Jack był zrozpaczony, bla został przerwany i wszyscy zaczęli szukać białowłosej, bez skutku. Czarodzieje wyczuli jednak duże ilości czarnej magii w powietrzu. Biało włosy znalazł koło swojej laski, liścik „Zabrałem obie rzeczy, które najbardziej kochasz”
-Obie? Gdzie ona może być?- Spytał Jack, nic innego nie przychodziło mu do głowy. Odleciał na indywidualne poszukiwania, powiadomił jednak najpierw resztę o wiadomości.
   Elsa powoli otwarła swoje oczy, czuła się niezwykle wypoczęta. Nagle ktoś na nią wskoczył śmiejąc się z radością.
-Wstawaj siostrzyczko!- Krzyknął ów ktoś i próbował zerwać z Elsy przykrycie.
-Laura! Przestań- Krzyknęła i rzuciła poduszką w młodszą o parę lat od niej brązowowłosą dziewczynę.
-Tata powiedział, że mamy wstać i zjeść śniadanie, bo później mamy spotkanie.-Elsa westchnęła i niechętnie wstała. Laura, miała ciepłe brązowe oczy i brązowe włosy, miała na sobie ciemną, bluzę i spudniczkę, we włosy wpiętą miała czerwoną kokardkę, a na ramiona zarzucony czerwony szal i czerwone podkolanówki, koło jej nóg plątał się czarny kociak.
. Zaspana Elsa podeszła do lustra i zaczesała czarne włosy w warkocz. Ubrała obcisłą czarną, błyszczącą sukienkę i spojrzała w swoje czerwone oczy, wypełnione mocą, po czym ześlizgnęła się po lodowej zjeżdżalni, którą stworzyła, na dół za nią Laura roztopiła ją i odparowała wodę.
-Cześ tato!- Krzyknęły jednocześnie do wysokiego, szczupłego mężczyzny ubranego w czarną szatę, jego złote oczy świeciły radością na ich widok.
-Co chcecie na śniadanie.- Zapytał z niezwykłą radoscią.
-Jajecznicę.-Odparły jednogłośnie.- A gdzie mama?
-Tu jestem, do pomieszczenia weszła czerwonooka, czarnowłosa kobieta, niezwykłej urody, miała bladą skórę a jej  włosy były kręcone i kręcone. Czerwona suknia ładnie na niej wyglądała, mimo wszystko Elsa zawsze czuła respekt do rodziców- Pójdziemy później na spacer?

Mam nadzieję, że nie zaszalałam za bardzo:p
ANNA

ELSA I JACK

"nowa"ELSA i LAURA

Rodzice


 Mam nadzieję, że mało błędów. Zapraszam do czytania i dziękuję za komentarze.

Cieszyła się, jak jeszcze nigdy, do wieczoru pozostało jednak, dużo czasu, trochę się martwiła, ale przecież w razie, czego Jack będzie przy niej. Jej serce zabiło mocniej, na wspomnienie białowłosego. Okręciła się wokół własnej osi i pisnęła jak mała dziewczynka, była prze szczęśliwa.
-A tobie, co się stało.- Usłyszała nagle głos swojej siostry w drzwiach.
-Och, Anno nie uwierzysz…- Spojrzała na rudowłosą.- Anno?- Wyszeptała z niedowierzaniem- Anno! Nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że cię widzę.- Wpadła w ramiona siostry, przez co obie wylądowały na korytarzu.
-Też się cieszę, że Cię widzę, ale może się ubierzesz?- Zaśmiała się młodsza z dziewczyn.
-Och.- Zająknęła się blond-włosa i wpadła do pokoju jak burza. Zaczęła się pośpiesznie ubierać -Co właściwie tutaj robisz?- Spytała zziajana próbując zapiąć swoją codzienną sukienkę.
-Zostałam zaproszona na bal i postanowiłam wpaść wcześniej, kiedy tylko usłyszałam, że też tu będziesz.- Wyznała i pomogła zapiąć ubranie siostrze.
-To wspaniale.- Elsa szybko i nerwowo zaczęła przeczesywać szczotką swoje włosy. Uśmiech nie schodził z jej twarzy.
-A tobie, co się stało. Takiej radosnej i… energicznej to Cię jeszcze nie widziałam.- W odpowiedzi dostała jedynie jeszcze szerszy uśmiech.- Tylko nie mów, że go znalazłaś!- Wykrzyknęła podekscytowana Anna.
-Kogo?- Spytała zdziwiona, Elsa zawiązując swój warkocz. Nie rozumiała jeszcze sensu mówionych do niej słów.
-No wiesz…- Anna nakreśliła w powietrzu nieokreślony kształt.
-Aaa.- Dopiero teraz zrozumiała.-Nie.- Podała szybką odpowiedź i zamarła.-Nie?- Skierowała to pytanie do siebie, kim w takim razie był Jack, do tej pory nie zdawała sobie sprawy z tego, że pokochało go. Tylko jemu nie mogła zrobić, krzywdy, mogła być przy nim sobą. Nie był jej wymarzonym księciem, o nie. Zawsze wyobrażała sobie kogoś dobrze urodzonego, kulturalnego i okrzesanego, kogoś, kto umie utrzymać emocje w sobie, profesjonalistę, dobrego we wszystkim, a jeśli nie to takiego udającego. Zimnego… Zupełnie jak ona. Ta świadomość uderzyła w nią ze zdwojoną siłą. Była taka okropna. Spojrzała z bólem na swoją siostrzyczkę i przytuliła ją mocno.
-Prz…-Zaczęła Anna myśląc, że przywołała złe wspomnienia, że popsuła dobry nastrój siostrze.
-To ja przepraszam, byłam taką okropną siostrą.- Wtuliła się w Anne.- Od teraz będzie inaczej. Teraz będzie już dobrze.- Uśmiechnęła się radośnie.- Koniec z ukrywaniem emocji.- Złapała Anne za ręce i zaciągnęła na łóżko.- A co do twojego pytania…- Krwiste rumieńce oblały jej bladą twarz, a uśmiech nie mógł zejść z jej twarzy.
-Kto to?- Spytała Anna widząc roziskrzone spojrzenie siostry. Elsa westchnęła tylko i już miała odpowiedzieć, kiedy w jej okno uderzyła śnieżynka. Podbiegła do niego i spojrzała na piękny zimowy ogród i zabawę tam się odgrywającą.
-O nie.- Zaśmiała się i zerwała na równe nogi. Podbiegła do szafy i wyciągnęła z niej swój płaszcz. Rzuciła siostrze roześmiane spojrzenie- Ubieraj się, nie opuszczę, żadnej bitwy na śnieżki.- Anna nie poznawała własnej siostry. Ale cieszyła się, że Elsa w końcu przestała się przejmować a zaczęła żyć.
-Spotkamy się przy drzwiach.- Oznajmiła młodsza i wybiegła z pokoju z oszalałym z radości sercem, tak bardzo cieszyła się ze szczęścia siostry.
   Wyszły powoli z posiadłości i zaczęły kierować się na tyły, do ogrodu. Zobaczyły tam Jack’a, Kristoff’a, Olafa, Sven’a i Świętego Mikołaja i przeogromnego zająca.  Wyraźnie było widać podział na dwie drużyny. Tą z reniferem, Jack’em i Kristoff’em oraz tą przeciwną. Były na tyle daleko, że mogły rozmawiać, a chłopcy nie mieli szans ich usłyszeć.
-Załatwimy ich.- Usłyszały nagle nad głowami. Nad nimi latała najprawdziwsza wróżka.- Och, przepraszam, jestem Zębową Wróżką.- Spojrzały na nią zaskoczone. Pierwsza otrząsnęła się Elsa.
-Elsa.- Uśmiechnęła się radośnie- A to moja siostra Anna.- Zapadło chwilowe milczenie.- To, co załatwimy ich?- Oznajmiła radośnie. Sam widok takiej radosnej osoby sprawiał, że robiło się radośnie. Elsa stworzyła kilka lekkich, puchatych kulek śnieżnych i podała dziewczynom. – Ja obejdę ich i zaatakuje z tyłu, ty Anno pójdziesz stąd i zaatakujesz z tej strony, a ty, jeśli to nie problem z powietrza.- Uśmiechnęła się pokrzepiająco.- Na mój znak wyskoczymy i ich załatwimy. Kiedy skończą się wam śnieżki, róbcie nowe?-Brzmiało to jak pytanie, bo do końca nie wiedziała, co się stanie jak już ich zaatakują. Ruszyła nie wyjaśniając reszty, niezbyt dopracowany plan. Kidy ustawiły się już na pozycjach, Elsa wyskoczyła, chcąc trefić Svena, kulka jednak, przeleciała między jego rogami, przeleciała obok głowy Kristoff’a i trafiła w plecy Mikołaja. Elsa była zaskoczona takim biegiem wydarzeń, ale nie myślała o tym za wiele i po prostu zaczęła się bawić. Naprawdę polubiła bitwę na śnieżki, ta zabawa strasznie ją odprężała. Bawili się długo, mimo, iż prawie wcale się nie znali czuli się ze sobą świetnie. Mieli właśnie wracać, kiedy Olaf dostał śnieżką prosto w nos, śmiali się wszyscy nawet bałwan, kiedy złapał się ona za nos, chcąc powstrzymać kichnięcie, nie udało mu się, jego głowa poleciała daleko w tył, nos jednak został na swoim miejscu, w jego dłoniach. Ci, którzy nie znali Olafa, przestraszyli się, słysząc jednak jego śmiech, przyłączyli się do poszukiwań głowy, która jak się okazało, znalazła się na ogromnej choince. Jack, podał ją Elsie uśmiechając się do niej lekko, dziewczyna odwzajemniła uśmiech i oddała głowę właścicielowi.
-Za chwilę obiad, chodźmy się troszkę ogarnąć.- Oznajmił pan domu i wszyscy zaczęli kierować się w stronę domu. Anna szturchnęła lekko siostrę i z zawadiackim uśmiechem spojrzała na Jack’a. Po czym złapała swojego męża za rękę i zaczęła kierować się w stronę domu, zostawiając blondynkę daleko w tyle. Elsa uśmiechnęła się jedynie zakłopotana i zaczęła wyciągać grudki śniegu, ze swoich długich włosów, które nie wiadomo, czemu nie roztapiały się.
-Pomogę Ci.- Usłyszała nagle i poczuła jak palce Jack’a zaczynają delikatnie wplątywać się w jej włosy. Nie wiedziała jak ma się zachować. Zapadło niezręczne milczenie, podczas którego zaczęła się coraz bardziej rumienić, nie wiedziała nawet, dlaczego. Jack nie był w lepszym stanie, nawet, kiedy śnieg zniknął z jej włosów, powoli przeczesywał je palcami wdychając jej piękny zapach. Zadrżała lekko.
-Zimno Ci?- Spytał widząc to. 
-Nie.- Odparła i odwróciła się w jego stronę, stali nieprzyzwoicie blisko siebie, Elsa czuła jego łagodny oddech na twarzy.
-Więc?- Zaczął.- Może pójdziemy się przejść?- Spytał z lekkim uśmiechem. Blond-włosa uśmiechnęła się lekko i odparła.
-Dobrze, tylko tym razem bez szybkich lotów.- Zaśmiał się lekko i wziął ją za rękę, po czym ruszył powoli przed siebie. Dziewczyna wpatrzyła się na ich splecione dłonie, to było tak naturalne jakby zawsze miało tak być, ścisnęła lekko jego rękę, brakowało jej takiej delikatnej bliskości.
-Wiesz, tu nie daleko jest piękny las.- Zagaił.- Możemy tam polecieć, jeśli się zgodzisz.- Spojrzał na nią z nadzieją.
-No dobrze…tylko wolno.- Myślała, że znowu pociągnie ją za rękę on miał jednak inne plany, wziął ją na ręce już miał wystartować, kiedy coś w niego uderzyło.
-Jadłaś coś dzisiaj?- Spytał, kompletnie zapomniał, że przerwali zabawę ze względu na posiłek, dziewczyna lekko pokręciła głową. Zupełnie zapomniała o jedzeniu, teraz jednak odczuła skutki swojego niedopatrzenia i zarumieniła się, kiedy zaczęło burczeć jej w brzuchu. Jack podfrunął szybko do drzwi, z czego nie była zadowolona, pozwoliła jednak postawić się na ziemi, obdarzyła go tylko oburzonym spojrzeniem i udała się do jadali, nie mogła jednak zaprzeczyć, że czuła się niesamowicie dobrze w jego ciepłych ramionach. Weszła do jadalni próbując ukryć uśmiech wpływający na jej usta. Posiłek jeszcze się nie zaczął, usiadła, więc przy stole, a miejsce obok zajął białowłosy. Kiedy patrzyła na tych wszystkich ludzi pomyślała, że tak mogłoby być codziennie. Za nimi weszła jeszcze jedna osoba, cała złota, z jakby piasku.- To piaskowy dziadek.- Oznajmił jej na ucho Jack.- Polubisz go.
   Obiad minął we względnej ciszy, tylko Olaf musiał przytulić wszystkich, w poszukiwaniu ciepła, łącznie z krasnalami i wielgaśnymi morsami. Elasa mogła się na to tylko uśmiechnąć. Ona i Jack opuścili pomieszczenie, jako pierwsi.
-To, nasza randka nadal aktualna?- Spytał z uwodzicielskim uśmiechem, Elsa zaczynała tracić swoją pewność siebie, wcale jej się to nie podobało. Zanim zdołała odpowiedzieć, Jack porwał ją w ramiona i wyleciał przez okno. Gnał szybko, a dziewczyna ze strachem wtuliła się w jego ramiona.
-Zwolnij krzyknęła i zacisnęła dłonie na jego koszulce.- Posłuchał jej i wiatr zelżał, ale mimo wszystko nadal bała się otworzyć oczy.
-Spójrz…- Powiedział delikatnie, powoli otworzyła oczy, to, co zobaczyła przeszło jej najśmielsze oczekiwania, pod nią rozciągała się piękna, śnieżna kraina, na pewno niestworzona sama z siebie, wszędzie pełno było przepięknych rzeźb.
-To ty…- Wyszeptała ze uśmiechem, nie mogąc dokończyć zdania.- Są takie piękne.
-Naprawdę Ci się podobają.- Uśmiechnął się lekko i wzmocnił uścisk. Oglądali z góry przeróżne postaci, czy lodowe obrazy, a mimo, iż Elsa chciała stanąć, Jack nie miał zamiaru wypuszczać jej z ramion, w końcu jednak musieli wracać.
   Jack odprowadził ją, aż pod drzwi pokoju, spojrzał w jej radosne oczy i jego serce zatrzepotało mocniej. Zaczął powoli się nachylać w jej stronę.
-Elso!- Usłyszeli krzyk Anny. Jack zacisnął w rezygnacją pięści i posyłając blondynce jeszcze jeden uśmiech odszedł.- Czas przygotować się na bal. W chwili, kiedy Jack zniknął za jednym zakrętem zza drugiego wyłoniła się Anna i Zębowa wróżka.



 Miała namówić Jack’a, żeby szedł a sama nie była pewna czy da rade iść, miała małe doświadczenie w dziedzinie balów, a jeden z nich można zaliczyć do kompletnej katastrofy i to z jej przyczyny. Był późny wieczór, stała nadal w pomieszczeniu, w którym Jack bezczelnie zostawił ją samą, mówiąc, że za chwilę wraca, nie chciała się tu panoszyć, nie była u siebie. Jednak po chwili szarookiego, która niedługo sięgnie godziny zaczynała powoli tracić cierpliwość. Przypomniała sobie swoje poprzednie przemyślenia dotyczące białowłosego i zdecydowanie mogła powiedzieć, co ją trochę przeraziło, że nie cierpi być przez niego ignorowana. Przyprowadził ją tu tylko po to, żeby zostawić ją samą w obcym miejscu? Przycisnęła dłonie do klatki piersiowej i ciężko westchnęła.
-Dlaczego zawsze nosisz rękawiczki?- Usłyszała z góry, spojrzała tam i nad nią jak gdyby nigdy nic wisiał Jack na swoim kiju.
-Zostawiłeś mnie tu samą.- Nie odpowiedziała na jego pytanie.
-Czyli chcesz, żebym był przy tobie.- Skoczył i stał naprzeciwko niej, stanowczo za blisko.
-Co…n-nie!- Odruchowo cofnęła się o krok.
-Czyli mam sobie iść?- Podszedł do niej jeszcze bliżej. Czuła na twarzy jego ciepły oddech.
-Dobra, zapomnijmy o tym, że zostawiłeś mnie samą na prawie godzinę.- Westchnęła lekko tak, aby jak najmniej powietrza uderzyło w jego twarz.- I, że noszę rękawiczki, zdania na ten temat nie padły. Dobrze?- Spytała z nadzieją w głosie, teraz zastanawiała się, co woli dojrzałego i flirtującego z nią białowłosego, czy tego dzieciucha, który ją zostawił.  Problem z tym pierwszym polegał na tym, że nie wiedziała jak ma się przy nim zachować, onieśmielał ją nikt jeszcze tak otwarcie jej nie podrywał, ha! Nikt jeszcze nigdy z nią nie flirtował, nie miała pojęcia, co robić. Na tego drugiego mogła przynajmniej wnerwiać się do woli. Z zamyślenia wyrwał ją zadowolony z siebie głos.
-Możemy. Możemy wszystko.- Powiedział i z zadziornym uśmieszkiem dodał.- Ale nie musimy.- Złapał jedną z jej dłoni i ściągnął rękawiczkę zanim w ogóle zdążyła zareagować.
   Starała się opanować, za wszelką cenę nie chciała dopuścić do tego, żeby komukolwiek stała się krzywda.
-Jack, oddaj mi ją.- Zdziwił go chłód i powaga w jej głosie, nie urodził się jednak wczoraj, żeby nie wyczuć też panicznego strachu.
-Co się stanie, jeśli Ci jej nie oddam.- Spoważniał nieco, ale nadal uważał, że dziewczyna niepotrzebnie panikuje.
-Posłuchaj mnie.- Zaczęła.- Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie panuje nad swoją mocą, po prostu nie chce Ci zrobić krzywdy.- Mówiła prawdę, rękawiczki dawały jej złudzenie bezpieczeństwa, któremu się poddawała, wiadomo nie zatrzymałyby jej mocy, ale w nich przynajmniej mogła normalnie funkcjonować, nie bała się, że coś zamrozi zwykłym dotykiem.- Oddaj mi ją.
-Nie rozumiem, czego się tak boisz.- Stanął tuż przy niej, ale rękę z rękawiczkom nadal trzymał tak, żeby nie mogła jej dosięgnąć.-Spójrz jakoś nic mi nie robisz.- Uśmiechnął się do niej pokrzepiająco.
-To nie jest śmieszne.- Szepnęła złamanym głosem.-Oddaj.
-Oddam Ci ją, ale najpierw coś zrobisz. Dobrze?- Kiwnęła lekko głową jego głos dziwnie ją odprężał.
-Ale później mi ją oddasz.-Chciała się jednak jeszcze upewnić.
-Tak.- Uśmiechnął się szeroko. Wziął lekko jej rękę.- Nie bój się.- Kiwnęła lekko głową.- Położył sobie jej dłoń na policzku. Czół jej drżenie i chłodny oddech na twarzy. Kidy tylko zobaczyła lekki szron na jego skórze chciała odsunąć rękę, ale powstrzymał ją.- Spokojnie, nic mi nie jest.- Powoli przysunął się do jej twarzy cały czas patrząc jej głęboko w oczy.- Nie pozwolę zrobić sobie krzywdy.- Uśmiechnął się lekko i poczuł szybsze bicie swojego serca, mimowolnie zjechał wzrokiem na jej lekko pobladłe usta.
Nie miał pojęcia, że dziewczyna już dawno przestała się obawiać swojej fizycznej mocy a zaczęła martwić się o swoje serce, któremu w tej chwili wyrosły skrzydła i chciało wyrwać się z jej klatki piersiowej. Jack był tak blisko. Odruchowo przysunęła się jeszcze bliżej. Czuła na swoich ustach jego oddech, więc uchyliła je lekko. Ich klatki piersiowe zderzyły się ze sobą. Chłopak już nie trzymał jej ręki, mimo wszystko jej dłoń została na jego policzku, jego dłonie oplotły ją delikatnie w pasie, tak jakby się bał, że gwałtowniejszy ruch obudzi ich z tego pięknego snu. Była pewna, że zaraz się pocałują, nie była do końca pewna czy tego chce, postanowiła jednak pozwolić toczyć się wypadkom.
Widziała jak szarooki powoli przymruża oczy, sama też pozwoliła na opadnięcie powiek.
-Co robicie?!- Odskoczyła jak oparzona i odwróciła się od chłopaka, była pewna, że jest czerwona jak burak. Jack nie wyglądał lepiej, oddał jej rękawiczkę i ruszył w stronę drzwi, w których stał Olaf.
-Tym razem naprawdę za chwilę wrócę.- Nie patrząc na nią wyszedł. Prawda była taka, że Jack nigdy nie przejmował się tym, co o nim sądzą inni. Jasne lubił uszczęśliwiać ludzi i sprawiać im przyjemność, ale zazwyczaj i on się przy tym świetnie bawił. Z Elsą było zupełnie inaczej, od pierwszej chwili, kiedy tylko ją zobaczył wiedział, że jest kimś wyjątkowym. Był lekkoduchem, ale dla niej był w stanie zejść na ziemie. Nigdy czegoś takiego nie czół, nie wiedział, więc co ma robić, tak bardzo jednak pragnął być blisko niej. Bał się swoich uczuć, chyba pierwszy raz w życiu czół tyle sprzecznych uczuć na raz.
   Elsa otrząsnęła się po chwili.
-Gdzie byłeś?- Spytała swojego małego przyjaciela.
-Dlaczego jesteś czerwona?- Spytał ignorując jej pytanie.
-A, czemu wszyscy ignorują moje pytania?- Odparła mając nadzieję, że szybko znikną jej rumieńce.
-To z zimna? Brakuje Ci ciepła?- Nie miała pojęcia jak to wydedukował, ale rzeczywiście czuła dziwną pustkę, sama przed sobą nie chciała się przyznać do tego, że brakowało jej białowłosego. Olaf przytulił ją mocno.- Lepiej?
-Tak.- Zaśmiała się cicho i poklepała go po główce. Do pomieszczenia wszedł Jack.
-Twoja komnata jest gotowa.- Oznajmił swoim zwyczajnym radosnym tonem, Elsa była zdziwiona rozczarowaniem, jakie poczuła, ale uśmiechnęła się lekko.
   Tego wieczoru nie zdarzyło się już nic wyjątkowego, a przynajmniej nic, na co czekała Elsa. Przez kilka kolejnych dni jednak Jack zdawał się jej unikać, Elsa powoli miała tego dość, nie miała nawet sposobność, żeby spróbować namówić go na bal. Rankiem w dniu przyjęcia, na komodzie koło łóżka znalazła liścik. „Dotarło do mnie, że Panienka także jest zaproszona na bal pozwoliłem sobie, więc na stwierdzenie, iż pójdziemy na niego, jako para~ Jack.” Śmieszyło ją to, w jaki sposób prześmiewa arystokratyczny sposób składania zdań. Uśmiechnęła się szczęśliwa. Radość, jaką poczuła była niewyobrażalna, chciała skakać i tańczyć, była tak podekscytowana, że zapomniała nawet założyć swoich rękawiczek. Podeszła do małej toaletki i zaczęła czesać swoje włosy. Poderwała się jednak, gdy w lustrzanej tafli zobaczyła odbicie pięknej sukni na manekinie. Odwróciła się szybko i aż pisnęła z zachwytu. Co, jak co ale nadal była kobietą, uwielbiała piękne rzeczy a suknia w istocie taka była. Przywoływała na myśl delikatność. Była w pięknym odcieniu błękitu idealnie pasującego do jej oczu, bez ramiączek o seksownej górze w kształcie serca, na spódnicy pełno było delikatnych diamencików, przywołujących na myśl płatki śniegu. Była zachwycona. Szczerze powiedziawszy, to nie miała pojęcia, co włoży, gdyby musiała pewnie byłaby to jedna z jej sukienek. Ta, którą dostała była bardziej kobieca i nowoczesna.  Dotknęła delikatnego materiału.
-Widzę, że Ci się podoba.- W drzwiach pojawił się Jack. Elsa szybko schowała się za manekina.
-Jack! Jestem w bieliźnie.- Pisnęła zaskoczona. Po chwili dodała jednak ciszej.- Podoba mi się. Dziękuję.
-Cieszę się.- Nie był już taki pewny siebie.- Więc… Pójdziesz ze mną na bal.- Nie wchodził do pokoju, mimo, że bardzo go to kusiło.- Wiesz, ta karteczka to był tylko... żart.- Zaśmiała się lekko i odparła.
-Z przyjemnością.- Mimo, że była już dorosłą kobietą czuła podekscytowanie jak nastolatka, nigdy nie było jej to dane była prze szczęśliwa. 

***
 Dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze.
I co sądzicie o tym?
Elsa dostała taką suknię tylko w kolorze błękitu.
Zapraszam na mojego -aska-http://ask.fm/ElizabethBluerlike
                                    -Twitta-https://twitter.com/ElizabethBluer
                                    -Facebooka-https://www.facebook.com/elizabeth.bluerlike
 


Oto ja, wróciłam i mam wenę łiii mam nadzieję, że kolejna notka pojawi się o wiele szybciej niż ta, teraz są święta, więc nie wykluczone, że za kilka dni już będzie. Komentujcie i przepraszam za nieobecność. Szykuję małą niespodziankę dla Elsy, ciekawe czy będziecie zaskoczeni? Możecie pisać swoje propozycje co do ich dalszych losów, kto wie może mnie zainspirują :)  
   Przed nią stał młody, przystojny mężczyzna, wydawał się być niewiele starszy od niej, w jego oczach mogła wyczytać mnóstwo uczuć najsilniejsza jednak była radość a zaraz za nią taka dziecięca ciekawość, tak to dobre sformułowanie. Koło jego głowy latały delikatne, prawie niewidoczne, puszyste płatki śniegu, poruszając lekko jego białymi włosami. Był o pół głowy od niej wyższy, ale przez to, że stała tak blisko niego musiała mocno zadrzeć głowę by dostrzec jego radosny uśmiech. Był na tyle, blisko, że czuła jego zimny oddech. To doświadczenie pomogło jej się otrząsnąć, jej wychowanie dało o sobie znać, szybko odsunęła się od niego i spuściła głowę w dół, aby ukryć swoje zażenowanie zaistniałą sytuacją.
-Lepiej już?- Spytał spokojnie, za spokojnie według niej, ludzie nie powinni tak reagować na jej umiejętności, a przynajmniej nie normalni ludzie. Pokiwała jednak głową na „tak” i zaczęła poprawiać rękawiczki na dłoniach, jakby to miało ochronić ją przed złem całego świata. Uniosła lekko głowę by spojrzeć raczej przez niego niż na niego i zadała pierwsze pytanie, jakie wpadło jej do głowy.
-Kim jesteś?- Cichy i melodyjny głos omamił go na. Otrząsnął się jednak szybko, widząc jak delikatnie drga jej warga jakby do końca nie była świadoma tego, o co zapytała, chłopak postanowił jej pomóc, wydawała się taka zagubiona i zdezorientowana.
-Nazywam się Jack Frost.- Patrzył się cały czas w jej oczy jakby mógł odczytać z nich odpowiedzi na wszystkie nurtujące go pytania, dziewczyna lekko się speszyła, szybko jednak przypomniała sobie, kim jest.
-Elsa.- Odparła krótko i zwięźle.
-Olaf.- Dwie pary oczu skierowały się na uśmiechniętego bałwana przyczepionego do spódnicy dziewczyny.  Jack uśmiechnął się tylko lekko i to zdziwiło dziewczynę jeszcze bardziej, ludzie jakoś zawsze inaczej reagowali na gadającego bałwana.
-Co was sprowadza w te strony?- Spytał i znów popatrzył na dziewczynę. Elsa zmieszała się lekko, bo niby, co ma mu powiedzieć, że wyruszyła na poszukiwanie miłości, swojego miejsca w świecie? Nie była gotowa na takie wyznania. Wzruszyła, więc tylko ramionami i uśmiechnęła się chcąc ukryć swoje zażenowanie.
-Tak właściwie to chcemy dostać się na północ.- Wyznała po krótkiej chwili niezręcznego milczenia. Jack uśmiechnął się szeroko.
-To idziemy w tą samą stronę.- Jeśli to możliwe jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. Nagle poczuła silny wiatr wiejący w plecy, chcąc nie chcąc przesunęła się do przodu o kilka kroków natychmiastowo spłonęła rumieńcem, nie było sensu spodziewać się innej relacji z jej strony, cały czas należy pamiętać, że była odizolowana od świata nie przywykła do bliskości z nikim.
-Przestań wietrze.- Krzyknął Jack mrużąc z zadowoleniem oczy, bo wiatr był ciepły, a on uwielbiał czuć go we włosach. Elsa zdziwiła się widząc, że prąd powietrza ustępuje. Odsunęła się natychmiastowo, zmieszana, ale i zaciekawiona.
-Rozmawiasz z wiatrem?- Spytała w końcu chcąc jak najszybciej ukryć swoją reakcje.  Kiwnął jedynie głową.
- On słyszy każdego i każdy może z nim rozmawiać, na całe szczęście nie wszyscy o tym wiedzą, wiesz jak miałoby miał dla mnie czasu, gdyby wszystkimi się zajmował.- Uśmiechnął się pogodnie, złapał ją za rękę i zanim zdążyła choćby powiedzieć słowo podfrunął razem z nią w górę.
-Co ty robisz!- Krzyknęła, kiedy zaczęli lecieć niewiarygodnie jak dla niej szybko, obejrzała się jeszcze czy Olaf nadal z nimi jest, o dziwo ten był zadowolony.
-AAAAAAAALLEEEEE FAAAAAJNIEEEEEE!- Krzyczał, a Elsa nie wiedziała, czy śmieć się czy płakać. Notabene przecież zostali porwani, nagle zatrzymali się w powietrzu i Jack ją puścił. Opadła na miękki biały puch, teraz to się naprawdę zdenerwowała, ba zdenerwowała to mało powiedziane. Ona była wściekła, wokół niej rozszalała się burza. O dziwo jednak tym razem w pełnym stopniu nad nią panowała.
-Ty!!!- Krzyknęła wpatrując się z wściekłością w nowo-poznanego.- Jak mogłeś…- Wokół jej ręki uzbierała się mały wir śnieżnych płatków.- To było por…- Nie zdążyła dokończyć, bo na jej twarzy wylądowała mała śnieżna kulka. Była tak zaskoczona, że przez chwilę nie wiedziała, co się z nią dzieje. Spojrzała najpierw na Olafa, który wpatrywał się w nią z głupią minom a później na roześmianego Jack’a . To już nie była zwykła wściekłość, teraz musiała bronić swojego honoru. Właśnie tak zaczęła się wielka walka na śnieżki, na początku obiecała sobie, że nie będzie używać mocy, ale z czasem po prostu zaczęła się bawić.
   Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak się zmęczyła, ani kiedy bawiła się tak świetnie. Leżała teraz na swoim płaszczu i starała się unormować oddech.
-Lepiej?- Usłyszała nagle pytanie białowłosego i zobaczyła jak siada koło niej.
-Nie myśl, że tak szybko Ci wybaczę.- Odfuknęła, ale brzmiało to bardziej jak groźba konającego.- To było porwanie!- Wykrzyknęła i majestatycznie podniosła palec do góry jakby obwieszczając, że ma w końcu jakiś genialny pomysł.
-Nie o to pytałem.- Odparł cały czas się uśmiechając a potem nagle spoważniał.- Pytałem, że lepiej tutaj?- Wskazał na jej serce. Dziewczyna czułą swoje zawstydzenie i cieszyła się, że teraz przynajmniej tego nie widać przez to, że jest już rumiana ze zmęczenia. Ze zdumieniem stwierdziła jednak, że nie czuje emocji ogarniających jej bez jej przyzwolenia. Chłopak widząc, że to dla niej niekomfortowa sytuacja dodał.- A co do porwania…- Nachylił się nad nią tak, że tylko centymetry dzieliły ich twarze i szepnął.-  To ja Cię przecież wcale nie trzymam.- Odsunął się od niej szybko i uciekł przed nadlatującym pociskiem. Elsa przewróciła się na brzuch i ukryła w ramieniu zdradziecki uśmiech wkradający się na usta. Nie miała pojęcia, co się z nią dzieje, ale jej serce biło szybciej, kiedy szarooki był blisko niej. Zamknęła z przyjemnością oczy.
   Obudziły ją palce delikatnie przeczesujące jej włosy. Było jej tak przyjemnie, że zamruczała cichutko i przysunęła głowę do czyjejś dłoni. Czyjejś dłoni?! Uniosła się szybko i spojrzała na winnego całego tego zamieszania.
-Co ty robisz?!- Wykrzyknęła już całkiem obudzona.
-Budzę cię. – Odparł po prostu.- Ładnie Ci w rozpuszczonych.- Dodał jeszcze i wstał. Elsa nie odpowiedziała zwyczajnie nie wiedziała, co ma powiedzieć.
   Znów lecieli, tym razem Elsa poruszała się „na własna rękę”, może nie poruszali się tak szybko jak z Jack’iem , ale dziewczyna wolała być niezależna. Nie wiedziała za bardzo, co ma teraz robić, więc propozycja podróży z chłopakiem wydała jej się niezwykle pociągająca. Nie chciała się do tego przyznać, ale nawet lubiła szarookiego.
Wczesnym wieczorem dolecieli do dużego domostwa, można był było nazwać je zamkiem, ale zamki zazwyczaj są potężne, masywne i nie wyglądają zbyt przyjaźnie a od tego można było wyczuć radość, aż chciało się wejść do środka. Elsa rozglądała się uważnie po pięknym lodowym ogrodzie. Czuła się wspaniale i znowu do niej powróciła gdzieś zagubiona pewność siebie.
-Gdzie jesteśmy?- Spytała a uśmiech nie chciał zejść z jej twarzy. Nie zdążyła nawet zareagować, kiedy Olaf pobiegł gdzieś.
-U mojego dobrego znajomego, pomyślałem, że możemy go odwiedzić skoro jest lato i na razie ma wolne.- Uśmiechnął się do niej uroczo i zapukał do ogromnych drewnianych drzwi. Spodziewała się, że otworzy ktoś kto jest równie duży jak te drzwi. Jak bardzo się myliła. W drzwiach pojawił się mały czerwony elf, mniejszy od Olafa, który notabene stał teraz obok elfa.
-Co?- Spytała, nawet nie zdając sobie z tego sprawy była skołowana.- To jest ten twój znajomy??
-No coś ty!- Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć już była ciągnięta do wnętrza budynku. Podziwiała puchate dywany, piękne obrazy, misternie wyrzeźbione drzwi. Nie czuła jednak przepychu raczej spokój tego miejsca. Nagle wpadli do dużej Sali, z mnóstwem książek i wielkim złotym globusem po środku. Rozglądała się gwałtownie, kiedy usłyszała z pozoru groźny i zły głos.
-Jack, co ty tu robisz!- Szukała źródła tego głosu.- Tak bez uprzedzenia, no wiesz…- Wtedy go zobaczyła a on zobaczył ją. Elsa nie mogła go zakwalifikować na pierwszy rzut oka był twardzielem, ale w głębi oczu widziała jego radość i dziwne wyczekiwanie, uśmiechnęła się lekko, a nowo poznany staruszek z długą siwą brodą rzekł - Ale jeśli przyprowadzasz ze sobą takie towarzystwo, to możesz wpadać zawsze.- Zarumieniła się ledwo zauważalnie.
-Mikołaju, to Elsa. Elso to Mikołaj.- Dziewczyna skłoniła lekko głowę.- Byliśmy w pobliżu i pomyśleliśmy, że wpadniemy.
-Twoje odwiedziny nigdy nie kończą się dobrze, pyzatym jestem zajęty.- W jego słowach mimo, ze ostrych nie dało się wyczuć niechęci do białowłosego.
-Ciekawe, czym takim? Hmmm.- Elsa pomyślała, że Jack jest troszkę za bardzo dociekliwy.
-Wiesz, co lato organizuje bal.- Spojrzał znacząco na szarookiego.
-Ten, na który nigdy nie przychodzę. NUDA!!!- Krzyknął i zaczął ośnieżać okna. Elsa nie mogła rozgryźć Jack’a raz był opiekuńczy a raz radosny niczym dziecko, raz poważny, raz z nią flirtował a raz tak jak teraz traktował ją jak powietrze. Mikołaj spojrzał na blondwłosą.
-Mam nadzieję, że ty nie masz takich skłonności destrukcyjnych jak on?
-Nie.- Zaśmiała się lekko a szafka z książkami przewróciła się na ziemię. Oczywiście obok leżał Olaf z książką.- Ale za niego już ręczyć nie mogę.- Usłyszała ciepły śmiech.
-Może ty go namówisz, żeby szedł na ten bal, nie ukrywam, że jest świetnym przyjacielem a po za tym lubię patrzeć jak kłuci się z Zającem.- Zaskoczył ją tym.
-Zającem?
- Tak poznasz go jak przyjdziesz, będzie świetnie zobaczysz.- Uśmiechnął się lekko i z kieszeni wyciągnął zaproszenie adresowane do niej.
-Skąd…?
-Jestem Mikołajem znam wszystkich.- Mrugnął do niej i opuścił pomieszczenie ze słowami.- Pilnuj ich, ja muszę załatwić jeszcze parę spraw.

Nowy rozdział dodam jak najszybciej, mam poważne problemy z internetem i czasem go po prostu nie mam, ale nie martwcie się daleka jestem od porzucenia tego bloga. Dziękuję za wszystkie komentarze, postaram się wejść na wszystkie blogi, których adresy przysłaliście, jednak, może to mi zająć trochę czasu:) Zapraszam na mojego aska