Suknia
leżała na niej tak, jakby to na nią była szyta. Wyglądała wspaniale. Kiedy
usiadła przed małą toaletką, Anna od razu zaczęła zaplatać włosy siostrze,
blondynka złapała ją szybko za rękę.
-Chce
rozpuszczone.- Wyszeptała lekko zarumieniona. Pozostał dwójka zaśmiała się
tylko lekko, wszyscy wiedzieli, dla kogo to robi. Elsa nie pozwoliła, jednak,
dłużej drążyć tego tematu i gestem dłoni pośpieszyła Annę. Rudowłosa nie
wyobrażała sobie siostry w prostych włosach, powinna mieć je lekko pofalowane,
efekt był oszałamiający, delikatne fale pięknie kładły się na ramionach
wyglądając niezwykle naturalnie. Wpięła w jej włosy delikatne spinki w
kształcie śnieżynek a na szyje założyła rozbudowaną, ale delikatną kolię.
-Jeszcze
tylko…- Założyła na głowę blondynki, delikatną srebrną tiarę.
-Anno…- Sapnęła
Elsa nie była już królową.
-Wiem, wiem,
ale nadal pochodzisz z rodziny królewskiej.- Elsa tylko westchnęła i zaczęła czesać
siostrę. Anna postanowiła, nie spinać ich tak jak siostra, ona pokręciła je
tylko lekko na końcówkach, chcąc nadać im ładny kształt. Ubrała delikatną
kremową sukienkę, była niezwykle prosta, do tego zarzuciła na ramiona delikatny
płaszcz w kolorze pudrowego różu, zrezygnowała z dodatków. Zębuszka, jak
nazywały zębową wróżkę nie miała zbyt dużego wyboru, pozwoliła się jednak pomalować
dziewczynom.
Tuż przed wyjściem siostry i nowej znajomej
denerwowała się jeszcze, ale kiedy tylko zniknęły za drzwiami opanowała ją
niezwykła ulga, aż sama się zdziwiła. Zaraz jednak przypomniała sobie, że to
nawet dobrze, nikt nie wie jakby zareagowała gdyby opanowały ją zbyt sprzeczne
emocje. Czekała jednak, jeszcze na jedną bardzo ważną rzecz, nie wyobrażała
sobie nawet, że mogłaby pójść gdziekolwiek bez rękawiczek, te stare jednak, ni
jak nie pasowały do jej kreacji, zamówiła, więc kolejne u znajomego rodziny.
Była czarodziejem i jak nikt umiał robić artefakty, zatrzymujące magie. Paczka
miała przyjść dzisiaj o osiemnastej, nie było jeszcze tej godziny, ale Elsa i
tak czekała.
Równo z wybiciem szóstej do okna jej
sypialni podleciała, biała sowa śnieżna i zostawiła na parapecie lekką paczkę,
Elsa, czym prędzej wyjęła z niej białe krótkie rękawiczki i założyła na dłonie,
chwilę potem usłyszała pukanie do drzwi, jej serce zatrzepotało.
Jack bardzo się denerwował, co prawda znał
wszystkie tańce, nie urodził się przecież wczoraj, ale nie był pewny, co do
tego jak ma się zachować. Chciał wyglądać formalnie, ale jednak nie zatracić
swojej naturalności, dlatego ubrał, granatowe, wygodne spodnie i koszule pod
kolor sukienki Elsy, wyglądał jak nie on, miał nadzieję, jednak, że spodoba się
dziewczynie z bijącym sercem zapukał do drzwi jej pokoju i zaniemówił. Była
taka piękna, na jej policzkach, wykwitł lekki rumieniec zawstydzenie i wtedy
spojrzał na jej dłonie.
-To nie
będzie konieczne. – Złapał za jej dłonie i zaczął powoli ściągać rękawiczki.
-Są do
ozdoby.- Chciała się jakoś wywinąć nie taki był plan.
-Spokojnie,
cały czas będę przy tobie.- Wyszeptał, miał nadzieję, że dziewczyna mu ufa.
Elsa przez moment patrzyła mu prosto w oczy, chcąc wygrać bitwę na spojrzenia,
ale im bardziej się starała wyglądać stanowczo tym bardziej czuła, że rozpływa
się w jego spojrzeniu. Kiwnęła, więc tylko głową i pozwoliła zdjąć z siebie to
zabezpieczenie. Jack pod wpływem chwili pocałował jedną jej dłoń i uśmiechnął się
do niej zawadiacko.- Idziemy zawojować świat!- Krzyknął, na co dziewczyna
zaśmiała się lekko, jego głos ją odprężał.
Weszli chyba, jako ostatni, z przyjemnością
powitała kilka swoich kuzynek i kuzynów, najbardziej jednak cieszyła się z
krótkiej fryzury jej ulubionej kuzynki.
-Roszpunka!-
Rzuciła się na nią i przytuliła do swojej piersi, nie zawracając sobie głowy
tym, że dziewczyna stała w grupce osób.
-Elsa!-
Odwróciła się i przytuliła kuzynkę. Roszpunka była zaskoczona zachowaniem Elsy,
podczas ostatniego balu nie była taka otwarta.
-Zostaw
moją, żonę, bo zacznę być zazdrosny.- Powiedział udawanym poważnym głosem
Julian. Elsa dopiero teraz zauważyła lekko zaokrąglony brzuch swojej kuzynki.
-Mały król?-
Spytała, Roszpunka powiedziała „Tak” a Julek „Królowa”
-Nie
będziemy się o to teraz spierać.- Zaśmiała się brązowowłosa.
- Wybaczcie,
to Jack. Jack to Roszpunka, moja kuzynka i jej mąż Julian, reszty niestety nie
znam.- Zaśmiała się zakłopotana.
-To Merida,
Czkawka i Astrid.- Trójka nowo-poznanych uśmiechnęła się szeroko. Pierwsza miała
nieokrzesane rude włosy i najbardziej niebieskie oczy, jakie widziała. Czkawka,
był raczej, wątły i nie w jej typie, ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że blond-włosa Astrid ciągle na niego zerka.
- Wiesz, kto
tu jeszcze jest?- Spytała z ciekawością blondynka i ścisnęła rękę Jack’a.
-O Tiana i
Naveen, są świetną parą a ich córeczka jest po prostu urocza. Śnieżka też się
tu gdzieś kręci. Widziałam też kilku czarodziei, Eragona, a propos Eragona on i
Czkawka naprawdę powinni się poznać oboje jeżdżą na smokach. Mignęła mi tu też
ta blond-włosa, wiesz, tak, która była tak wykorzystywana przez e dwie
przyrodnie siostry, ale ich na szczęście nie ma. Mavis i Jonathan też się
gdzieś tu kręcą, ale wiesz jest jeszcze słońce, więc pewnie wyjdą po zmroku. Ta
to chyba wszyscy, są też zwykli ludzie a i nawet podobna pół boogie...- Mąż
Roszpunki zatkał jej usta.
-Zrobiła się
strasznie rozmowna, od kiedy jest w ciąży.- Uśmiechnął się przepraszająco, jego
żona naprawdę ubiła podziwiać świat.
Porozmawiali jeszcze chwilę, muzyka zrobiła się
idealna do tańca Jack, postanowił, więc zaprosić Else. Tańczyli wspaniale,
nawet ślepiec widział jak między nimi iskrzy. Dla nich jednak nie istniała cała
reszta, liczył się tylko partner w tańcu. Elsa zapomniała o swoich problemach i
dała się ponieść, chwilę później zobaczyła jak ręka białowłosego pokrywa się
lekkim szronem, on chyba nic nie zauważył, nie chciała go martwić, utwór
właśnie się kończył, więc przeprosiła go na chwilę i udała się na balkon.
-Dlaczego ja
muszę taka byś?- Spytała gwiazdy. Słone łzy spłynęły po jej policzku, już
prawie zapomniała, jakim jest potworem. Zamknęła oczy, tak bardzo się bała.
-Nie bój się.-
Usłyszała słowa za sobą, odwróciła się szybko za nią stał wysoki, szczupły
mężczyzna w czarnej szacie.- Jeśli zechcesz nie będziesz się musiała już nigdy
bać. –Jego złote oczy patrzyły na nią z ekscytacją i pewnym wyczekiwaniem.-
Wystarczy, że zechcesz. – Wyciągnął do niej dłoń.
-Nie rozumiem,
kim pan jest?- Spytała z lękiem, mężczyzna ją przerażał.
-To teraz
nie ważne, powinno Cię interesować to, że mogę Ci pomóc pogodzić się ze swoją
mocą, nie będziesz się przez nią, źle czuła.- Mówił spokojnie i powoli zaczęła
mu ufać, był przekonujący.
-Co mam
zrobić.- Szepnęła zrozpaczona, Jack’a nie może skrzywdzić a co jeśli skrzywdzi
kogoś innego, zamknęła powoli oczy. Ostatnie, co zapamiętała to ostry ból w
głowie i ciemność.
Elsa zniknęła z zamku Jack był zrozpaczony,
bla został przerwany i wszyscy zaczęli szukać białowłosej, bez skutku.
Czarodzieje wyczuli jednak duże ilości czarnej magii w powietrzu. Biało włosy
znalazł koło swojej laski, liścik „Zabrałem obie rzeczy, które najbardziej
kochasz”
-Obie? Gdzie
ona może być?- Spytał Jack, nic innego nie przychodziło mu do głowy. Odleciał
na indywidualne poszukiwania, powiadomił jednak najpierw resztę o wiadomości.
Elsa powoli otwarła swoje oczy, czuła się
niezwykle wypoczęta. Nagle ktoś na nią wskoczył śmiejąc się z radością.
-Wstawaj
siostrzyczko!- Krzyknął ów ktoś i próbował zerwać z Elsy przykrycie.
-Laura!
Przestań- Krzyknęła i rzuciła poduszką w młodszą o parę lat od niej
brązowowłosą dziewczynę.
-Tata
powiedział, że mamy wstać i zjeść śniadanie, bo później mamy spotkanie.-Elsa westchnęła
i niechętnie wstała. Laura, miała ciepłe brązowe oczy i brązowe włosy, miała na sobie ciemną, bluzę i spudniczkę, we włosy wpiętą miała czerwoną kokardkę, a na ramiona zarzucony czerwony szal i czerwone podkolanówki, koło jej nóg plątał się czarny kociak.
. Zaspana Elsa podeszła do lustra i zaczesała czarne włosy w warkocz. Ubrała
obcisłą czarną, błyszczącą sukienkę i spojrzała w swoje czerwone oczy,
wypełnione mocą, po czym ześlizgnęła się po lodowej zjeżdżalni, którą
stworzyła, na dół za nią Laura roztopiła ją i odparowała wodę.
-Cześ tato!-
Krzyknęły jednocześnie do wysokiego, szczupłego mężczyzny ubranego w czarną
szatę, jego złote oczy świeciły radością na ich widok.
-Co chcecie na śniadanie.- Zapytał z niezwykłą radoscią.
-Jajecznicę.-Odparły jednogłośnie.- A gdzie mama?
-Tu jestem, do pomieszczenia weszła czerwonooka, czarnowłosa kobieta, niezwykłej urody, miała bladą skórę a jej włosy były kręcone i kręcone. Czerwona suknia ładnie na niej wyglądała, mimo wszystko Elsa zawsze czuła respekt do rodziców- Pójdziemy później na spacer?
Mam
nadzieję, że nie zaszalałam za bardzo:p
ANNA
ELSA I JACK









